Ten weekend Pogoń bez wątpienia zaliczy do udanych. Sobotni (3 listopada) wyjazd do Ząbkowic Śląskich okazał się bardzo owocny. Nie dość, że świebodzińska drużyna wróciła z kompletem punktów, to na dodatek strzeliła rywalowi aż pięć bramek i ostatecznie zwyciężyła 5:2.
Strzelanie rozpoczęło się w 17 minucie, gdy Mateusz Świniarek wypuścił Bartosza Siemińskiego w pole karne. Ten zwiódł dwóch obrońców i lobem przerzucił piłkę nad bramkarzem, otwierając tym samym wynik spotkania.
Orzeł, któremu kiepsko ostatnio się wiedzie, nie zamierzał jednak odpuszczać i rzucił się do ataków. Co najmniej dwie akcje były bardzo groźne, a przy jednej z nich poprzeczka uratowała przyjezdnych przed utratą bramki. W drugiej obrońcy wybili futbolówkę z linii bramkowej.
W 37 minucie na bramkę ponownie uderzał B. Siemiński. Tym razem jednak golkiper Orła zdołał obronić, ale piłki nie złapał. Dobiegł do niej Mateusz Światała i umieścił ją w siatce.
W drugiej odsłonie gospodarze, którzy nie mieli nic do stracenia, robili wszystko aby odrobić straty. Upór został nagrodzony w 59 minucie i Pogoń prowadziła już tylko jedną bramką. I najpewniej właśnie to sprawiło, że w grze Pogoni pojawiło się sporo błędów. Atmosferę uspokoił Łukasz Sobaczak, który przedryblował kilku rywali i znalazł się w pozycji „sam na sam”. Okazji nie zmarnował i bramkarz mógł jedynie odprowadzić wzrokiem zmierzającą do siatki piłkę.
Dwadzieścia minut przed końcem meczu gospodarzom ponownie udało się zmniejszyć straty do jednej bramki. Czasu było jeszcze sporo i wynik nadal pozostawał sprawą otwartą. Dopiero w 87 minucie goście zdołali strzelić swoją czwartą bramkę. Jej autorem był Bartosz Siemiński, który wykończył kontrę swojego zespołu. Ostatni gol spotkania padł dwie minuty później. Tutaj po raz kolejny w roli głównej wystąpił B. Siemiński, któremu chwilę wcześniej precyzyjnie wyłożył M. Świniarek.
- Na pewno byliśmy stroną przeważającą, utrzymywaliśmy się dłużej przy piłce. Ale Orzeł był u siebie, grał ambitnie i walczył do końca. Przyznaję, że w tym meczu mieliśmy naprawdę dużo szczęścia pod własną bramką, a pod bramką przeciwnika wykazaliśmy się dużą skutecznością. Ale na pewno nie było to łatwe zwycięstwo – podsumowuje grający trener Bartosz Siemiński.
Sobotnim spotkaniem Pogoń zakończyła pierwszą rundę sezonu. Dodajmy, że niezwykle udaną, bo chyba tak naprawdę mało kto się spodziewał, że świebodzinianie, którzy jeszcze kilka miesięcy temu nie wiedzieli, czy będą grać w trzeciej, czy też czwartej lidze, zajmować będą w tabeli tak rewelacyjne miejsce (czwarte), na które zasłużyli sobie ośmioma zwycięstwami, trzema remisami i czteroma porażkami.
Do rozegrania pozostały jeszcze dwa spotkania z rundy wiosennej. Za tydzień Pogoń ponownie zagra na wyjeździe. Tym razem pojedzie do Dzierżoniowa, gdzie zmierzy się z miejscową Lechią, która przegrała wczoraj 1:2 z Foto-Higieną Gać.