Zima trzyma się mocno, a prognozy pogody na najbliższe dni nie dają większych nadziei na radykalne zmiany – nadal będzie zimno, a i śnieg poprószy od czasu do czasu. To akurat nie jest dobrą wiadomością dla zmotoryzowanych i pieszych mieszkańców Świebodzina, którzy od dłuższego czasu narzekają na warunki panujące na miejskich ulicach i chodnikach.
Wystarczy się przejechać lub przejść ulicami/chodnikami naszego miasta aby odczuć uciążliwości tegorocznej zimy – auta ślizgają się po niezbyt dokładnie odśnieżonych, a miejscami i oblodzonych drogach, a piesi brną w śniegu, który w trakcie chwilowych odwilży zamienia się w „kaszę”, która więzi nogi. Nie do końca tak miało być, a mieszkańcy Świebodzina na pewno oczekiwali, że służby odpowiedzialne za zwalczanie skutków zimy bardziej się postarają. A może to my po prostu mamy zbyt mocno wygórowane żądania?
Roman Majsner, kierownik Wydziału Budownictwa i Zamówień Publicznych w Urzędzie Miejskim, który zajmuje się zimowym utrzymaniem dróg na terenie gminy, przekonuje, że podległe mu służby są od tego, aby uciążliwości zimy niwelować, a nie likwidować, co jest po prostu niemożliwe. No chyba, że gmina miałaby do swojej dyspozycji kilkadziesiąt pługów (a nie dwa) i inny ciężki sprzęt, ale naturalnie na coś takiego po prostu nas nie stać, nie wchodząc nawet w dywagacje, czy taka rozrzutność byłaby uzasadniona.
Oczywiście można zrozumieć pretensje mieszkańców, ale jak zaznaczają pracownicy Wydziału BiZP muszą oni pamiętać o tym, że spora część ulic położonych na terenie Świebodzina nie należy do gminy a do powiatu. Wacław Augustyniak zajmujący się w Urzędzie Miejskim akcją zimową mówi, że ludzie często mają pretensje, że pługi jeżdżą ulicami z podniesionymi lemieszami. – To prawda. Ale nie możemy odśnieżać dróg należących do powiatu, bo przecież nikt nam za to nie zapłaci – argumentuje. Zapewne mało kto wie, ale takimi ulicami jak np. Głogowska, Grottgera, Łużycka, Kolejowa, Sulechowska, Piłsudskiego, Łukowa, czy Świerczewskiego zajmuje się powiat i to właśnie on odpowiedzialny jest za ich odśnieżanie. W zdecydowanej większości przypadków, również drogi dojazdowe do miejscowości wiejskich naszej gminy są zarządzane przez powiat, a uliczki w samej wsi należą do gminy, która powinna zadbać o ich odśnieżanie. – Ale jak mamy dojechać kilka kilometrów po nieodśnieżonej drodze żeby uprzątnąć kilkaset metrów naszej drogi? – pyta R. Majsner. Prawdziwa kwadratura koła, która tak naprawdę mieszkańców niewiele obchodzi. Oni chcą mieć swobodny dojazd do miasta i w sumie łatwo to zrozumieć.
Osobną kwestią są problemy dotyczące odśnieżania osiedlowych parkingów. W zdecydowanej większości przypadków nie ma najmniejszych szans, aby w wąskie uliczki wjechały pługi, a nawet jeżeli udałoby się jakiemuś wcisnąć, to przeważnie źle zaparkowane auta (np. po dwóch stronach drogi) sprawią, że operator ciężkiego sprzętu w obawie przed uszkodzeniem czyjejś własności zrezygnuje z odśnieżenia. W takim przypadku chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby skrzyknięcie się z sąsiadami i wspólne godzinne pomachanie łopatami. Niestety taki obrazek to prawdziwa rzadkość.
Telefony w biurach Wydziału Budownictwa i Zamówień Publicznych urywają się szczególnie po nocnych opadach śniegu. Dzwonią mieszkańcy i przedstawiciele różnych instytucji z prośbą o odśnieżenie. Niektórzy z nich oczekują natychmiastowej reakcji, a ta nie jest możliwa, bo sprzętu jest tyle ile jest i „przeskoczyć” się tego nie da. – Po opadach pługi pracują bez przerwy, ale nie jest przecież możliwe, aby w jednym czasie były we wszystkich miejscach. To musi potrwać – wyjaśnia W. Augustyniak.
Dobrą wiadomością dla mieszkańców, jest to, że miasto przymierza się do wywozu zalegającego na ulicach i chodnikach śniegu (o te ostatnie na mocy porozumienia ze starostwem dba właśnie gmina). Gdyby prognozy przewidywały odwilż, zapewne nie zdecydowano by się na takie posunięcie, jednak ze względu na to, iż nie ma co liczyć, że Matka Natura sama poradzi sobie z tym problemem, a co więcej można się spodziewać kolejnych opadów, śnieg będzie usuwany. Tym razem wielka hałda utworzona zostanie na końcu ulicy Polnej, a nie na błoniach jak w roku ubiegłym, gdzie część „zaradnych” mieszkańców skorzystała z okazji i oprócz śniegu nawiozła tam mnóstwo śmieci i gruzu.
Póki co urzędnicy modlą się, aby wystarczyło środków przeznaczonych na walkę z zimowymi utrudnieniami. Na tegoroczną zaplanowano niemal pół miliona złotych, z czego około 100 tys. zostało już wydanych.