Kontynuujemy cykl rozmów z kandydatami startującymi w najbliższych wyborach parlamentarnych. Tym razem rozmawiamy z Jolantą Starzewską, ubiegającą się o mandat poselski z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Jolanta Starzewska w kadencji samorządowej 2006 – 2010 pełniła obowiązki wicestarosty świebodzińskiego. Odpowiedzialna była za edukację i opiekę społeczną. W ubiegłorocznych wyborach samorządowych nie uzyskała mandatu. Jest absolwentką Akademii Wychowania Fizycznego z ponad 20-letnim stażem pracy w oświacie (obecnie nauczyciel wychowania fizycznego w Publicznym Gimnazjum nr 1 w Świebodzinie). Jest założycielką Świebodzińskiego Koła Towarzystwa Uniwersytetów Ludowych. Prezes Powiatowy Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Andrzej Lichuta: Po czterech latach kariery samorządowej i późniejszej, blisko rocznej przerwie, przyszedł czas na karierę parlamentarną?
Jolanta Starzewska: Ten rok to wcale nie przerwa. Cztery lata w samorządzie to była część pracy, ale ja bez przerwy działałam i działam nadal jako prezes powiatowego PSL i przez cały czas jestem wśród społeczeństwa. Także przerwy w działaniu nie ma.
To prawda, jednak przez cztery lata pani działalność w samorządzie była związana z pracą zawodową.
Tak, to była część życia zawodowego, natomiast ewentualnej działalności parlamentarnej nie można traktować jako zawodu, czy przerwy w działalności społecznej, bo to jest przede wszystkim praca z ludźmi i dla ludzi, a nie tylko praca zarobkowa, jak to niektórzy traktują.
Czy doświadczenie wyniesione z pracy w samorządzie predysponuje takich ludzi jak pani do reprezentowania wyborców w Sejmie?
Może nie samo doświadczenie samorządowe, choć to na pewno ważne doświadczenie merytoryczne, związane chociażby ze znajomością sposobu obiegu dokumentów, z kontaktami z ludźmi, ze sposobem załatwiania różnych spraw – to na pewno tak. Ale uważam, że ludźmi którzy powinni trafiać do parlamentu, powinni być ci, którzy przez cały czas są aktywni jako działacze społeczni, bo oni potrafią się znaleźć w każdej sytuacji która dotyka mieszkańców. Czyli zjawiają się wszędzie tam, gdzie jest jakaś potrzeba, gdzie do rozwiązania jest problem. Właśnie tacy ludzie powinni trafić do parlamentu. Nie tylko samorządowcy. Samorządowcy mają oczywiście wiedzę jak pewne sprawy się załatwia, co jest źle rozwiązane, które ustawy są błędne, co należałoby poprawić. Oni o tym wiedza, bo wdrażają narzucone przez państwo zadania i na pewno mogą być głosem doradczym. Natomiast ich działalność powinna się jeszcze rozszerzać na typową działalność społeczną wśród ludzi.
Patrząc na liczbę kandydatów widać, że konkurencja jest spora. W jaki sposób chce pani przekonać wyborców, żeby zagłosowali na panią, a nie na konkurenta?
Czy w takim razie można uznać, że wyborcy okazali się niewdzięcznikami? Pomimo tego, że działa pani na tak szerokim polu, nie okazali wystarczającego zaufania, na co dowodem mogą być ubiegłoroczne wybory samorządowe w których nie zdobyła pani mandatu. Teraz będzie inaczej?
Działalność społeczna nie przekłada się w zasadzie na wynik wyborczy. Mamy bardzo wiele przykładów nieokazania rewanżu za działalność społeczną. Ale myślę, że jest wiele osób, które żałują decyzji, że zagłosowały na kogoś innego, a nie na mnie, bo zostały na przykład oszukane, albo tak się czują, bo ktoś coś im obiecał i nie dotrzymał słowa. Ja nigdy nie obiecuję, a zawsze zapewniam o tym, że pomogę w miarę swoich możliwości.
Czym chciałaby się pani zająć w Sejmie w przypadku wyboru?
Przede wszystkim interesuje mnie szeroko pojęta edukacja, w tym szkolnictwo zawodowe i reforma oświaty. Będąc przez wiele lat nauczycielem, tutaj na dole, a później pracując w samorządzie widziałam, że to co się robi na górze, narzucając dyrektorom szkół i nauczycielom pewne rozwiązania, jest źle układane, bo jest oderwane od rzeczywistości. Więc na pewno trzeba mocno popracować na polu edukacji. Problemem jest również niedostosowanie kierunków kształcenia do potrzeb rynku pracy. To kuleje. Już zdajemy sobie z tego sprawę, ale ciągle nie możemy znaleźć rozwiązania. Ważne są również sprawy kobiet. Na przykład ich aktywizacja po pięćdziesiątym roku życia, i to nie tylko na terenach wiejskich, ale i w małych miasteczkach, bo są to osoby zagrożone wykluczeniem zawodowym. Istotne jest zrównanie płac kobiet i mężczyzn. To bardzo poważny problem, który kobiety dotkliwie odczuwają. Oczywiście ważne są sprawy osób niepełnosprawnych. To będą podstawowe tematy, którymi będę chciała się zająć, bo zajmowanie się zbyt wieloma sprawami, na pewno nie jest niczym dobrym.
Wspomniała pani, że działacz ludowy zajmuje się nie tylko sprawami ludzi mieszkających na wsi, ale również tych z miasta. Liczy pani na głosy zarówno mieszkańców wsi jak i miast, czy koncentruje się pani w swojej kampanii wyłącznie na wsiach?
Prowadzę kampanię i tu i tu, tak jak w wyborach samorządowych. Liczę na głosy środowiska nauczycielskiego, ale także osób z którymi współdziałam, czyli zagrożonych wykluczeniem, potrzebujących, czyli tych, można powiedzieć, o niższym statusie społecznym, bo tym osobom również staram się pomagać w miarę swoich możliwości. Na głosy tych osób liczę.
A na głosy młodzieży?
Oczywiście. Przede wszystkim na głosy młodzieży. Chciałabym ją zaktywizować. Mam już młodych współpracowników którzy pomagają mi w kampanii. Może nie jest najważniejsze, żeby młodzi ludzie zagłosowali konkretnie na mnie, ale ważne żeby poszli zagłosować. Osiemnasto i dziewiętnastolatki wychodzące ze szkoły decydują teraz o swoim losie. My starsi nie możemy decydować za nich. To dla nich są przedszkola, miejsca pracy. To oni muszą podejmować decyzje i nie przechodzić obok wszystkiego obojętnie.
Zajmuje pani odległe miejsce na liście. Wierzy pani w sukces?
Miejsce wybrałam sama. Pierwsza dziesiątka była zarezerwowana dla osób, które mają duże dokonania i na konwencji zgodziliśmy się, że tak powinno być. Miejsce 22 jest miejscem, takim bardzo pamiętliwym, bo tylko drugim od dołu. To tak jak drugie od góry. Myślę, że będzie szczęśliwe.
Z tej samej listy startuje również doskonale znany w środowisku Zbigniew Kołodziej. Czy nie spowoduje to sytuacji w której głosy zostaną w pewien sposób rozdrobnione? Czy nie lepiej było postawić na jednego kandydata, który mógłby zgromadzić większą liczbę głosów?
Zabawmy się we wróżenie. Ilu posłów z lubuskiego wprowadzi do Sejmu Polskie Stronnictwo Ludowe?
Liczę na to, że będzie ich co najmniej dwóch.
W drodze do Sejmu