Na razie nic nie wyjdzie z planowanego przez powiat programu szczepień przeciw brodawczakowi ludzkiemu wywołującemu raka szyjki macicy, którym miałyby zostać objęte młode dziewczęta. Powód jest prozaiczny – brak pieniędzy.
Powiat Świebodziński chciał wprowadzić program profilaktycznych szczepień w tym roku. Jednak w chwili obecnej plany stoją pod znakiem zapytania. Starostwo liczyło na wsparcie ze strony województwa, ale już wiadomo, że takiego nie otrzyma z powodu braku pieniędzy, które jak wszyscy wiemy z powodu kryzysu płyną znacznie węższym strumieniem. – Niestety szczepienia ze wsparciem wojewody nam nie wyjdą. Na konwencie starostów, otrzymaliśmy odpowiedź, że do pieniędzy przeznaczonych na profilaktykę w naszym województwie nie będzie dodana żadna kwota na szczepienia przeciw brodawczakowi ludzkiemu. Jeżeli samorządy chcą wprowadzać takie programy, to muszą to zrobić we własnym zakresie – mówi rozczarowana wicestarosta Jolanta Starzewska.
Pomimo niekorzystnego obrotu sprawy, samorząd nie ma zamiaru składać broni. J. Starzewska zapowiada, że nasz powiat będzie chciał pójść śladami żarskiego, który do współfinansowania wciągnął nie tylko gminy współtworzące powiat, ale i ościenne, co znacznie zmniejszyło koszty – im więcej dziewcząt objętych programem, tym więcej zamówionych szczepionek, których jednostkowy koszt może spaść nawet o ponad 1/3.
Programem objęte zostałyby dziewczęta z przedziału: od ostatniej klasy szkoły podstawowej do ostatniej klasy gimnazjum, czyli osoby, które nie rozpoczęły jeszcze współżycia seksualnego.
Teraz pozostaje „tylko” przekonać gminy do wzięcia udziały w programie, a co za tym idzie do wyłożenia pieniędzy. Zresztą ich udział był planowany również wcześniej, tyle że w mniejszym zakresie. Rozważano m.in. taką opcję w której wojewoda, gminy i starostwo dzielą się kosztami po równo, ale oczywiście już wiadomo, że jest to nierealne. Przyczyną jest wspomniany już brak pieniędzy, który spowodowany jest również tym, że w Polsce nie ma żadnego ogólnokrajowego programu szczepień przeciw brodawczakowi. Dlaczego nie ma? Ministerialni urzędnicy powołują się na opinię lekarzy, którzy twierdzą, że masowe szczepienie może spowodować znaczne zmniejszenie uczęszczających do lekarza dziewcząt w grupie wiekowej objętej szczepieniami. Widocznie wydający opinię specjaliści doszli do wniosku, że osoby poddane szczepieniu przyjmą punkt widzenia, który doprowadzi ich do błędnego przekonania, że skoro poddały się szczepieniu, to jakiekolwiek dalsze badania profilaktyczne są zbędne. Oczywiście takie podejście jest błędne – badania wykonywać trzeba, ale chyba nie można również z góry zakładać, że zaszczepione dziewczęta zupełnie ich zaniechają. Tutaj również konieczne jest racjonalne działanie lekarzy, którzy muszą nakłaniać swoje pacjentki do badań. Tak jak ma to miejsce w krajach Europy Zachodniej.
Ile kosztowałby program? Z szacunków wynika, że dziewcząt z podanego wcześniej przedziału wiekowego w naszym powiecie jest ponad tysiąc. Właśnie taką liczbę szczepionek trzeba by zakupić zakładając, że szczepieniami udałoby się objąć wszystkie planowane roczniki. Przy takiej ilości firmy farmaceutyczne są skłonne zaproponować spore rabaty. Wówczas koszt jednej szczepionki wyniósłby około 800 zł. Jak łatwo policzyć koszt samych szczepionek zamknąłby się w granicach 800 tys. zł. To na początek, bo J. Starzewska zapewnia, że jeżeli uda się wprowadzić szczepienia w życie, to nie będzie to jedynie jednorazowa akcja – Chcielibyśmy to wprowadzić do naszych programów profilaktycznych. Jeżeli faktycznie to by się udało, to wówczas każdego roku trzeba by wydawać około 300 tys., bowiem co roku do zaszczepienia ustawiłoby się ponad 300 dziewcząt.
Wbrew pozorom nie jest to astronomiczna kwota. Ten wydatek powinniśmy traktować jak inwestycję w zdrowie setek młodych kobiet. Tylko czy samorządy będą w stanie udźwignąć te koszty? W połowie roku powinniśmy wiedzieć nieco więcej.