Od tygodnia autostrada A2 spędza nam sen z powiek. Nie ma niemalże dnia, żebyśmy na niej nie interweniowali. Tym razem mogło być bardzo tragicznie. Siedem osób, w tym jedno dziecko, trafiło do szpitali.
Te słowa zastępcy Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Świebodzinie mł. bryg. Dariusza Paczesnego doskonale oddają ostatnie wydarzenia na „dwójce”, w tym ostatni śmiertelny wypadek. Do kolejnego, na szczęśnie nie tak tragicznego, doszło dzisiaj rano (30 listopada).
Kilkanaście minut po godzinie ósmej na stanowisku kierowania świebodzińskich strażaków rozdzwonił się telefon alarmowy 112. Wiadomość była przerażająca. Dzwoniący poinformował, że jest świadkiem wypadku na 58 kilometrze autostrady A2. Dalej komunikował, że osobowy bus zjechał z pasa jezdni i dachował na poboczu. Pojazdem, jak widzi, podróżowało wiele osób.
- Na ratunek błyskawicznie ruszyły dwie załogi strażaków świebodzińskiej jednostki ratowniczo-gaśniczej i dwa zespoły pogotowia ratunkowego. Mieli do przebycia prawie 14 kilometrów. Na miejsce zdarzenia dotarli w niespełna 14 minut, a żeby dostać się na autostradę musieli pokonać sporo kilometrów wąskimi i krętymi drogami biegnącymi przez Ługów i Lubrzę – relacjonuje D. Paczesny.
Po dojeździe na miejsce wypadku informacje przekazane przez zgłaszającego potwierdziły się. Na poboczu autostrady, na dachu, leżał Mercedes Sprinter na sandomierskich numerach rejestracyjnych. Po dokładnym rozpoznaniu okazało się, że podróżowało nim dziewięć osób, w tym jedno dziecko. Wszyscy zdołali opuścić rozbite auto o własnych siłach przed przybyciem ratowników. Niemal wszyscy narzekali na bóle kręgosłupa odcinka szyjnego i klatki piersiowej.
Po dokładnych oględzinach do szpitala w Świebodzinie i Zielonej Górze z urazami głów i podejrzeniem urazów kręgosłupa trafiło siedem osób, w tym 2,5-letnie dziecko.
Przypuszczalną przyczyną wypadku było przyśnięcie kierowcy feralnego busa.
Dzień wcześniej, również na odcinku autostrady A2 biegnącym przez nasz teren, doszło do innego zdarzenia. Tym razem na 71 kilometrze (okolice Jordanowa) w kierunku Świecka kwadrans przed godziną 14-tą, trasa usłana była smakołykami niczym świąteczny stół.
Obywatel Litwy prawidłowo poruszał się dostawczym Oplem Movano z okazałą przyczepką chłodnią. Zarówno przedział ładunkowy pojazdu, jak i przyczepka, po brzegi wyładowane były artykułami spożywczymi. Były tu warzywa, wędzone ryby i drób. Nie brakowało także wyrobów wędliniarskich. Słowem wszystko, czym można byłoby zastawić świąteczny stół.
Nagle na tył zestawu z dużą prędkością najechała osobowa Skoda Fabia na toruńskich numerach rejestracyjnych. Uderzenie musiało być duże, bowiem spowodowało, że przyczepka przewróciła się i zerwała z haka holowniczego. Uległa całkowitemu zniszczeniu. Smaczna zawartość rozsypała się po autostradzie. Oba pasy zostały zablokowane do czasu usunięcia skutków wypadku. Na szczęście podróżującym nic się nie stało.
- Mam nadzieję, że to koniec tego „autostradowego łańcuszka nieszczęść” – wyznaje Dariusz Paczesny.