Podczas tegorocznych Dni Świebodzina, błonia nie przeżyły takiego oblężenia jak w roku ubiegłym. Impreza była skromniejsza, to i widzów było wyraźnie mniej. Najpewniej nie przyjechało do naszego miasta wiele osób, które w roku ubiegłym przyciągnęła Doda. Tegoroczna gwiazda – zespół Zakopower – to jednak inny kaliber, który nie „zwabił” gigantycznych tłumów. Niemniej kto przyszedł, najpewniej nie żałuje. Przecież była okazja do dobrej zabawy. A że w tym roku nie „na bogato”? Cóż, nie zawsze z talerza musi aż się wylewać.
Tegoroczne Dni Świebodzina, które trwały przez cały tydzień (imprezy towarzyszące) zostały zwieńczone finałem, który tradycyjnie odbył się na błoniach. Tym razem był to jeden dzień (sobota 11 czerwca), a nie dwa, jak już zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. W trakcie kilkugodzinnej imprezy na specjalnie sprowadzoną na tę okazję scenie, praktycznie bez przerwy coś się działo.
Rozpoczęły dzieciaki z zespołów tanecznych Świebodzińskiego Domu Kultury. Jako pierwsze na deskach pojawiły się grupy młodsze z formacji Wow i Twissters, które gorąco były oklaskiwane głównie przez rodziców, dziadków i rodzeństwo. Podobny aplauz wzbudził występ dzieci, które na co dzień udzielają się w grupach działających w Szczanieckim Ośrodku Kultury – Sweet Girls oraz Szok. Największe wiwaty zgarnęli tancerze z grup młodzieżowych ŚDK – Just Say Yes, Rokers oraz Wave. Oglądając ich występ można było odnieść wrażenie, że mamy do czynienia niemal z profesjonalistami. Ale nie ma w tym nic odkrywczego – doświadczenie i ciężka praca pod okiem Honoraty Kózki zrobiły swoje. Doświadczenie uwidacznia się coraz bardziej również w grze Świebodzińskiej Orkiestry Dętej, która z roku na rok jest coraz lepsza i naprawdę miło się jej słucha, tym bardziej, gdy weźmie się pod uwagę zaangażowanie muzyków wytrwale ćwiczących pod batutą Remigiusza Rabiegi. Całość znakomicie uzupełniają świetnie sobie radzące młode tancerki.
Publika z ciekawością oglądnęła także pokaz sztuki walki Ju-Jitsu w wykonaniu młodszych i starszych adeptów, pobierających nauki u Mirosława Wiśniewskiego. Rzuty, pady, walka wręcz, pokaz samoobrony i umiejętność opanowania nunchaku nagrodzone zostały zasłużonymi brawami.
Gwiazda Dni Świebodzina 2011, czyli zespół Zakopower pojawił się na scenie tuż po 18-tej (na błoniach był już dobre dwie godziny przed koncertem). Pomimo tego, że nocne świętowanie nagrody za zwycięstwo w koncercie SuperPremier, którą kilkanaście godzin wcześniej grupa odebrała w Opolu oraz wielogodzinna podróż dała się muzykom we znaki, starali się aby nieco ponad godzinny koncert wypadł jak najlepiej. Wypadł całkiem przyzwoicie, choć stwierdzenie, że „tłumy zostały porwane”, byłoby zdecydowanie na wyrost. Najlepiej bawili się najzagorzalsi fani zespołu, którzy ustawili się przy samych barierkach w pobliżu sceny. Pozostali mogli swobodnie, bez obawy o nadmierny ścisk, przemieszczać się po placu w kierunku stoisk gastronomicznych, jednocześnie słuchając muzyki, która niosła się przez pół miasta. Zakopower bisował tylko raz, po czym szybko odjechał do Nowej Soli, gdzie również zagrał koncert.
Po góralach na scenie pojawili się „rozśmieszacze” z kabaretu Widelec, którzy przez kilkadziesiąt minut rozbawiali tę część publiki, która zdecydowała się pozostać na placu.
Później, do samego końca imprezy, królowała muzyka. Na scenie pojawił się Przemek Puk, znany ze swoich występów w telewizyjnym show Fabryka Gwiazd. Trzeba przyznać, że piosenkarz również w Świebodzinie ma grupę zagorzałych wielbicieli (w zdecydowanej przewadze płci pięknej), która zdzierała gardła w trakcie jego koncertu.
Zupełnie inaczej brzmiały dwie ostatnie kapele, które wprawiły w drżenie imponującą aparaturę nagłaśniającą. Najpierw zagrał zespół Arena, który brzmiał bardzo znajomo. Nic zaskakującego, bowiem do niedawna grupa nosiła dobrze znaną nazwę Crom, ale postanowiła się „przemalować”. Na szczęście zmiana nazwy absolutnie nie wpłynęła na jej brzmienie, a charakterystyczny głos wokalisty również nic nie stracił na sile.
Na „do widzenia” zagrali muzycy tworzący świebodziński zespół 4 metry od chodnika. Ich reggae jeszcze długo po zakończonym koncercie dźwięczało w uszach.
W trakcie imprezy można było skorzystać z licznych punktów gastronomicznych i ogródków piwnych, które przez cała imprezę były dosłownie „oblepione”. Na nudę nie narzekały również dzieciaki, które wykorzystując miękkie serca rodziców, bawiły się m.in. w wesołym miasteczku, skakały w dmuchanych zamkach, albo biegały w wielkich kulach unoszących się na wodzie.
Sporym zainteresowaniem cieszyło się także policyjne miasteczko przez które w ciągu kilku godzin przewinęło się wiele osób. Atrakcją była przejażdżka „pedałowanym” gokartem w alkogoglach, które pokazywały jak wygląda jazda pod wpływem alkoholu. Zdecydowana większość osób, która zdecydowała się na ten eksperyment, miała olbrzymie problemy z utrzymaniem prawidłowego kierunku jazdy. Ciekawcy mogli z bliska oglądnąć policyjny sprzęt, czy wsiąść do radiowozu. Dzieciaki chętnie zaglądały do stoiska techników, gdzie pobierano odciski palców. Można było także porozmawiać z policjantami.
Było również coś dla ducha – chętni, i wytrwali w poszukiwaniach, dotarli do stoiska gdzie Kazimierz Gancewski podpisywał swoją jeszcze „ciepłą” książkę Świebodzin spod przymkniętych powiek.
Warto pamiętać, że ostatnim akordem tegorocznych dni miasta, będzie wtorkowy (14 czerwca, godz. 17.00 sala widowiskowa ŚDK) spektakl muzyczny
Na strunach szyn w wykonaniu uczniów, absolwentów i nauczycieli świebodzińskiej „jedynki”.