Pogoń Świebodzin ma starego – nowego trenera. Po półrocznej przerwie do prowadzenia pierwszej drużyny świebodzińskiego trzecioligowca wrócił Sylwester Buczyński, który przez ostatnie miesiące prowadził Polonię Słubice.
W ostatnich tygodniach zarząd Pogoni prowadził rozmowy z przynajmniej czterema kandydatami, którzy mieliby przygotować i poprowadzić pierwszy zespół (pisaliśmy o tym
tutaj). Dlaczego wybór padł na Buczyńskiego, a nie na jednego z pozostałych trzech:
Mariana Fiedorowicza,
Krzysztofa Pawlaka lub
Adama Głuchowskiego i dlaczego trenerem nie jest już
Andrzej Puchacz? –
Dotychczasowy trener Andrzej Puchacz, pomimo swoich bardzo wielkich zasług dla piłki nożnej w Świebodzinie niestety zdaniem zarządu chyba nie poradziłby sobie w trzeciej lidze jako trener pierwszego zespołu. Ten chcemy powierzyć bardziej doświadczonemu szkoleniowcowi, a Andrzejowi zaproponujemy inną formę współpracy – mówi członek zarządu Pogoni
Jan Matkowski i dodaje –
Po rozmowach, jakie przeprowadziliśmy z czterema trenerami, kandydatura Sylwestra Buczyńskiego wydaje się najbardziej sensowna. Pozostali, jak wyjaśnia dalej J. Matkowski, nie zyskali w oczach działaczy takiego uznania. Według członków zarządu nowy trener zasługuje na zaufanie, bowiem już raz z powodzeniem prowadził Pogoń, która z meczu na mecz w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu grała coraz lepiej, a ponadto nie dokończył tego co zaczął.
Czy nie było więc błędem, że zrezygnowano z usług Buczyńskiego i zostawiono Mieczysława Sobczaka, który przez ostatnie kolejki rundy wiosennej prowadził drużynę wspólnie z Buczyńskim, a po czterech pierwszych kolejkach obecnego sezonu odszedł? Rację, przynajmniej pośrednio, przyznaje Matkowski, który mówi, że pewne błędy personalne zostały popełnione, których skutki widoczne są w wynikach drużyny i perturbacjach jakie mają miejsce w zespole. – Błędy popełnilizarówno trenerzy, jak i zarząd angażując tylu szkoleniowców w ciągu jednego sezonu– podsumowuje Matkowski.
Zarząd zdaje sobie sprawę, że praktycznie niemożliwe jest uzyskanie awansu do zreformowanej drugiej ligi w obecnym sezonie, jednak wyznacza sobie i trenerowi cel – awans w sezonie 2008/09. Dlatego też kontrakt podpisany z trenerem Buczyńskim ważny będzie przez co najmniej półtora roku. Ale każdy trener musi mieć drużynę, a w tym miejscu pojawia się problem. Część zawodników głośniej lub ciszej mówi o odejściu z Pogoni. Powodem są pieniądze, a raczej ich brak. Klub ma wobec zawodników zaszłości finansowe, a ci mówią, że nie chcą już dłużej na nie czekać i jak twierdzą, być zwodzeni kolejnymi obietnicami. Zarząd przekonuje, że wszystkie zaległości zostaną szybko uregulowane, a konstruowany budżet gwarantuje, że w przyszłym roku pieniędzy, przy rozsądnym gospodarowaniu, nie zabraknie, choć nie ma tutaj mowy o wysokich gażach.
W Pogoni prawie na pewno nie zobaczymy już Łukasza Kołodyńskiego, który otrzymał propozycję z Rzepina i wiele wskazuje na to, że z niej skorzysta. Niepewny jest los Tomasza Iwanowskiego i Arkadiusza Fleszara – istnieje duże prawdopodobieństwo, że odejdą ze składu, co byłoby wielką stratą i Zarząd powinien stanąć na głowie żeby ich zatrzymać. W zespole powinni natomiast zostać Marek Wolak, Roman Kopacz, Bogdan Rubacha, Marcin Iwan. Oprócz nich zostaną także młodzieżowcy. Dużo w tym wszystkim niepewności, ale jak zapowiada Jan Matkowski w pierwszej dekadzie stycznia wszystko powinno być już klarowne, bowiem wówczas Pogoń rozpocznie przygotowania do rundy.
Trener Buczyński nie ukrywał, że jego obecność w Świebodzinie uzależniona jest w dużej mierze od tego, jacy zawodnicy pozostaną w drużynie. Po jego wypowiedziach można wnioskować, że jest umiarkowanie zadowolony. Zdaje sobie jednocześnie sprawę, że czeka go wiele pracy. – Wracamy do korzeni. Od początku czeka nas ciężka praca, bo co tu powiedzieć o drużynie, która zebrała siedem punktów w 15 meczach. Będąc w Słubicach śledziłem wyniki Pogoni i byłem wielce rozczarowany. Wiem, że na początku sezonu mieli ciężkich przeciwników… ale z tamtymi drużynami, jak np. GKP Gorzów, czy Rozwój w poprzednim sezonie wygraliśmy. Szczerze mówią, myślałem, że Pogoń będzie się liczyć w walce o awans. My zrobiliśmy 21 punktów, co dawało nam piąte miejsce na wiosnę, a więc nie byliśmy tak słabym zespołem. Teraz na awans nie ma szans i to jest najgorsze w pracy trenerskiej, bo to jest pół roku grania o nic. Ale cały czas trzeba trenować tych chłopców i budować drużynę. Ciężka praca przede mną. Raz już się udało i może uda się po raz drugi.
Asystentem S. Buczyńskiego będzie znany świebodzińskim kibicom Sławomir Landyszkowski.