Niemałe zamieszanie wywołała zmiana organizacji ruchu w centrum Świebodzina. Część kierowców narzeka na brak wyraźnych tablic informujących o tym fakcie oraz na policję, która za pomocą mandatów karze tych, którzy jeżdżą „na pamięć”.
Organizacja ruchu w śródmieściu Świebodzina została zmieniona w ubiegłą środę (7 września). W tym dniu wróciliśmy do zasad poruszania się po centrum, które obowiązywały przed kilkoma laty. Pomimo tego, że wszystkie znaki drogowe zostały zmienione i dokładnie wskazują gdzie można wjechać, a gdzie nie, to i tak wielu kierowców jeździ „po staremu”. W tym przypadku konkretnego znaczenia nabiera powiedzenie – przyzwyczajenie drugą naturą człowieka. Po prostu jeździmy „na pamięć”, bez, o zgrozo, patrzenia na znaki drogowe.
Świadczy o tym chociażby jeden z nadesłanych do naszej redakcji maili: O mały włos również nie pojechałam pod prąd, w porę jednak skręciłam, na tych którym się nie udało - bo nie ma co się oszukiwać większość mieszkańców jeździ na pamięć - czekała niemiła niespodzianka. Bezduszny Pan Policjant wypisywał mandaty. Ludzie stojący wokoło byli zbulwersowani. Tak pisze do nas Czytelniczka podpisująca się jako Mieszkanka Świebodzina, która zwraca również uwagę na fakt, że nie zauważyła tablic informacyjnych - może są w innym, bardziej widocznym miejscu umieszczone – pisze dalej.
Czytelniczka nie zaznaczyła w którym konkretnie miejscu zdarzyła się opisywana sytuacja, można się jednak domyślić, że chodzi o ulicę Głogowską, a konkretnie o skrzyżowanie z ulicą Wałową w którą, po zmianie organizacji ruchu, zmuszeni jesteśmy skręcić (jadąc od Piłsudskiego nie możemy już jechać do skrzyżowania z Kilińskiego).
Na świebodzińskich policjantów narzeka również Jacek (nazwisko do wiadomości redakcji). – Przez dzień, czy dwa policjanci stali przez jakiś czas z włączonymi kogutami przy krzyżówce Głogowska – Wałowa i informowali o tym, że do góry nie wolno jechać. Ok., to było w porządku, ale już ze dwa dni później solili mandaty. Jeden z nich dostał mój znajomy. Nie mogli tego „okresu przejściowego” przedłużyć o chociażby tydzień, a nie czatować na ludzi, którzy pojechali tak jak zwykle? Do tego te tablice informacyjne. Mniejszych już nie mieli? Zastrzeżenia co do wielkości tablic „zmiana organizacji ruchu” mają również inni Czytelnicy, którzy przesłali do nas e-maile.
- Po zmianie organizacji ruchu, policjanci częściej niż zwykle pojawiali się w rejonie tych ulic, po to aby przypominać o zaistniałej zmianie. Po okresie w którym można się było przyzwyczaić do zmiany, zaczęli wyciągać konsekwencje. Część kierowców była pouczana, a na innych nakładano mandaty – informuje rzecznik świebodzińskiej policji mł. asp. Katarzyna Wrocławska. – Musimy mieć świadomość, że najważniejsze jest bezpieczeństwo nas wszystkich. Jeżeli policjant uznał, że nastąpiło zagrożenie i złamanie prawa, to zastosował środek stosowny do danej sytuacji – dodaje K. Wrocławska. Jej zdanie podziela szef świebodzińskiej drogówki kom. Piotr Domański, który mówi o telefonach od mieszkańców, którzy domagali się reakcji policji na częste i niosące za sobą niebezpieczeństwo łamania przepisów, głównie na ul. Głogowskiej (jazda pod prąd). – W pewnym momencie reakcja policji musiała być zdecydowana i dlatego część osób była karna. Przecież nic nie zwalnia kierowców od zwracania uwagi na oznakowanie, pomimo tego, że mieszkając w tym mieście jeżdżą ulicami, które doskonale znają. Nam naprawdę nie zależy na tym, żeby nakładać mandaty, ale jakiś środek, który odniesie skutek musiał być zastosowany – argumentuje P. Domański.
W pewnym stopniu można uznać argumentację kierowców, którzy twierdzą, że tablice informujące o zmianie organizacji ruchu są zbyt małe, a właściwie były, bowiem zostały już usunięte. Faktycznie, nie rzucały się zbytnio w oczy. Jednak przecież na ulicach „jak byk” stoją znaki! Ciężko znaleźć argument, który wiarygodnie usprawiedliwiłby kierowców, którzy się do niech nie stosują. Przecież to ich obowiązek – jest znak, trzeba go przestrzegać.
O tym, że nie wszyscy je przestrzegają przekonaliśmy się naocznie wczoraj (14 września). Około południa, w odstępie zaledwie kilku minut, ulicą Głogowską pod prąd pojechały aż trzy samochody. Tylko kierowca Żuka (na zdjęciu), po przejechaniu kilkunastu metrów zorientował się, że pojechał nie tam gdzie powinien i wycofał.