Kontynuuj W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".
www.okolicenajblizsze.pl
Komentuj artykuły.     Wyraź swoją opinię.     Dyskutuj z innymi!!      Korzystaj z komentarzy! 

 

  Czwartek, 24 Marzec 2016   Imieniny: 
START / Aktualności / Computec wrócił. Euro-box bliski szczęścia A A A     
al|2011-12-19 10:46:25  
SECO WARWICK - EURO-BOX
Co najmniej trzy wydarzenia trzeba podkreślić po szóstej i siódmej kolejce turnieju niezrzeszonych. Po pierwsze - niekwestionowanym liderem został Tombud. Po drugie - niezwykle blisko swoich pierwszych punktów był Eurobox. Po trzecie – Computec wrócił.
 
            Computec na dobre odbił się od dna i zanotował świetny weekend. W sobotę (17 grudnia) zmasakrował bardzo niewygodnego rywala jakim jest bez wątpienia drużyna Żar Oil&Rejmar. Po jednostronnym spotkaniu wygrał aż 7:1, z czego sześć bramek (!) zdobył Janusz Śmiałek, kilkukrotnie ośmieszając obrońców i bramkarza rywali, którzy momentami sprawiali wrażenie mocno zagubionych i nienadążających za tym, co się na boisku dzieje.  „Olejarze” zdołali odpowiedzieć jedynie trafieniem Janusza Obuchanicza z rzutu wolnego, które w sumie nic nie znaczyło.
            Następnego dnia „komputerowcy” stanęli naprzeciw Spricka. I tym razem byli górą. Co prawda nie strzelili tak wielu bramek, bo zaledwie dwie, jednak zwycięstwo było przekonywujące. Tak jak w sobotę, zagrali z tylko jednym zmiennikiem – nie było części sędziów (Maciej Mikołajewski, Sebastian Chudy, Paweł Łapkowski), zasilających szeregi „komputerowców”, którzy na XIX Mistrzostwach Polski Sędziów Piłkarskich w piłce nożnej rozgrywanych w Opolu i Niemodlinie zdobyli wicemistrzostwo kraju dla lubuskiego kolegium.Może właśnie to jest klucz do sukcesu? Niemal „goła” piątka i pełne zaangażowanie? Komplet zdobytych punktów wywindował „komputerowców” na szóstą pozycję w tabeli.
            Była to druga przegrana „rowerzystów” w minionym weekendzie. Pierwszą, równie bolesną,  musieli ścierpieć w sobotnim spotkaniu z Tombudem. Pomimo tego, że był to mecz na szczycie (pojedynek lidera z wiceliderem), nie przyniósł oczekiwanych emocji. Co prawda był szybki, jednak brakowało porywających akcji. Sprick starał się prowadzić otwartą grę, ale zapędy zawodników w niebieskich strojach były skutecznie powstrzymywane. Mało tego, Tombud nie dość, że umiejętnie bronił dostępu do własnej bramki, to na dodatek trzykrotnie znalazł drogę do siatki rywala. Tuż przed i chwilę po przerwie na „listę obecności” wpisał się Wojciech Szczepanek, a pięćminut przed końcem, rywala dobił Tomasz Olechnowicz pieczętując w pełni zasłużone zwycięstwo swojej drużyny.
 
 
 
 
Fragmenty spotkania Sprick Rowery - Tombud
 
 
            W siódmej kolejce Tombud miał do czynienia z teoretycznie łatwiejszym rywalem – Seco Warwick. Wszyscy spodziewali się absolutnej dominacji, ale tej nie było. Seco po raz kolejny udowodniło, że jest rywalem nieobliczalnym, zmuszającym do sporego wysiłku. Spotkanie było niezwykle zacięte, a temperatura poszybowała w górę, gdy w 7 minucie prowadzenie Tombudu do zaledwie jednej bramki zmniejszył Miłosz Mazur. Po chwili jednak dystans zwiększył T. Olechnowicz, a po przerwie kolejne dwa trafienia dorzucił W. Szczepanek (na liście najskuteczniejszych strzelców króluje z 19 trafieniami). Warto wspomnieć, że dwie asysty w tym spotkaniu zaliczył bramkarz Tombudu Mariusz Kwiatkowski, który precyzyjnymi rzutami wprost na głowę „Gigiego” Szczepanka przyczynił się do triumfu swojej drużyny. Rozmiary porażki mogły być mniejsze, jednak „piece” miały poważne problemy z wykorzystaniem stworzonych okazji. Dzięki zwycięstwu Tombud umocnił się na szczycie tabeli – o pięć punktów wyprzedza Kico.
            Pomimo przegranej „piece” mogą być zadowolone z halowego weekendu. W końcu odniosły pierwsze, w obecnej edycji turnieju, zwycięstwo. Ale zostało ono wyszarpane niemal w ostatniej chwili, bo to właśnie Seco w meczu z Euroboxem musiało gonić wynik. Dość niespodziewanie w piątej minucie historyczne pierwsze prowadzenie „euroboksiarzom” dał Łukasz Rzęsa, co wprawiło liczną publikę w znakomity nastrój. Radość była jeszcze większa po kolejnych kilkudziesięciu sekundach, gdy podwyższył Damian Iwan. Co istotne, nie były to żadne przypadkowe bramki, a uczciwie wypracowane. Widać, że zawodnicy Euroboxu zaczynają rozumieć jaki użytek robić z piłki. Seco było wyraźnie poirytowane prowadzeniem rywala i szaleńczo rzuciło się do odrabiania strat. W 16 minucie zmniejszył je Piotr Szpil, a po chwili wyrównał Miłosz Mazur, sprawiając, że z trybun popłynął jęk zawodu. Pomimo straty prowadzenia Eurobox się nie poddawał i próbował nadal atakować, choć pary już tyle nie było. Paliwa nie zabrakło „piecom” – w 23 minucie zwycięską bramkę strzelił Michał Gendera, nie pozwalając rywalowi na chociażby umiarkowaną radość. Zamiast tego było wielkie rozczarowanie. Szkoda, bo remis byłby chyba sprawiedliwym wynikiem. Euroboxowi zabrakło doświadczenia i boiskowego cwaniactwa – nie grali na faul, a gdyby ten w ostatnich siedmiu minutach został odgwizdany, to była szansa na gola z przedłużonego rzutu karnego (Seco miało trzy przewinienia na swoim koncie).
            W niedzielę nie było już tak emocjonująco. Wypoczęta, bo pauzująca w sobotę Piekarnia Balcewicz, łatwo rozprawiła się z „euroboksiarzami”, chociaż to właśnie oni znów jako pierwsi zdobyli bramkę (Łukasz Hinz) sprawiając wielką radość kibicom na trybunach, wśród których zasiada szefostwo firmy. Później do głosu doszli „piekarze”, którzy czterokrotnie pokonali bramkarza rywali – trzykrotnie trafiał Paweł Mueller. Losy spotkania, przy stanie 2:4, mogły się odmienić na 70 sekund przed ostatnią syreną, gdy rzut karny przedłużony wykonywał Eurobox. Jednak Ł. Hinz nie trafił w bramkę i było po emocjach. Szkoda, bo „euroboksiarze” swoim zaangażowaniem, którym starają się nadrobić braki techniczne, zasłużyli na co najmniej jeszcze jedną bramkę. Ukłony należą się także kibicom, którzy z sympatią starają się pomagać najsłabszej drużynie w stawce. Przecież między innymi właśnie o to w tej całej zabawie chodzi.
            Wielkie powody do zadowolenia mogą mieć „aktorzy”. W szóstej kolejce zmierzyli się z Kico, które na pewno było faworytem tego spotkania. Ale tym razem faworyt przegrał (2:3). Obydwie drużyny prowadziły otwarte spotkanie idąc na wymianę ciosów. Pierwszy w drugiej minucie zadało Kico pięknym strzałem z dystansu Dariusza Dziadkowskiego. Teatr odpowiedział w ósmej minucie trafieniem Grzegorza Mulkowskiego. Chwilę później Kico znów prowadziło (Marcin Kwapisiewicz). Ale to nie był koniec bramek, bowiem tuż przed przerwą wyrównał Marcin Szymański. W drugiej odsłonie żadnej z ekip przez dłuższy czas nie udało się pokonać przeciwnika. Dopiero w 22 minucie decydujący cios zadał Teatr nokautem Ireneusza Baczyńskiego, który wykończył kontrę swojego zespołu. „Zamki” zamiast grać o zwycięstwo musiały walczyć o remis. Ale ta sztuka im się nie udała, i dość niespodziewana porażka stała się faktem.
            Kolejnego dnia Teatr „rozjechał” Klub Galerię 5:0. Zwycięstwo zasłużone, ale nad jego rozmiarem można już dyskutować, bo „klubowicze” drugi raz z rzędu, mając nieco więcej z gry, nie potrafili „skrzywdzić” rywala. Powinni chyba zatrudnić jakiegoś szamana, który odczaruje bramki w świebodzińskiej hali, bo te wyraźnie ich nie lubią. Lubią za to I.  Baczyńskiego, który w niedzielnym meczu dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.
            Powody do satysfakcji może mieć Golden Team, który w ten weekend na parkiecie pojawił się tylko w sobotę (w niedzielę pauzował). Po całkiem ciekawym spotkaniu z Klubem Galeria, dołożył na swoje konto kolejne cenne punkty. Wszystko dzięki zwycięstwu 3:2. Triumf może niezbyt okazały, ale zasłużony. „Złoci” po prostu byli lepsi. Przewaga byłaby jeszcze większa, gdyby nie pechowe samobójcze zagranie zielonogórskiego bramkarza Marcina Kocika, który zamknął dośrodkowanie Patryka Podwyszyńskiego. Ten sam zawodnik trafił raz jeszcze dla „klubowiczów” w 23 minucie, gdy już w sumie wszystko było wiadomo. Gdyby nie oklepywane przez Galerię słupki, wynik mógłby być inny. Ale z drugiej strony Golden również nie wykorzystał wszystkiego, co sobie stworzył. Bramki dla zielonogórzan strzelali Jacek Witkowski, Sebastian Hirsch i Maciej Pawłowski.
            Umiarkowane powody do zadowolenia mogą mieć „zamki”. Pomimo tego, że w dwóch ostatnich kolejkach zdobyły połowę tego, co zdobyć było można, przynajmniej do następnej kolejki posiedzą sobie w wygodnym fotelu wicelidera. A to dzięki zwycięstwu nad „olejarzami” w siódmej kolejce. Zwycięstwo było okazałe – 4:1, a do tego w pełni zasłużone. Mecz był szybki, całkiem przyjemny dla oka i na szczęście nie, jak może sugerować wynik, jednostronny. Bo pomimo tego, że Żar przez całe spotkanie był pod kreską, to ani myślał odpuszczać. Na moment nawet zbliżył się na jedną bramkę (po golu z rzutu wolnego J. Obuchanicza), ale nic ponadto nie był w stanie wskórać. Łukasz Kuciewicz, który zdobył dwie bramki, i spółka nie pozwolili rywalowi na odrobienie strat.
 
            Kolejne spotkania dopiero w styczniu. W połowie tego miesiąca będziemy już na półmetku turnieju.
Powrót
KOMENTARZE
Brawo Euro-Box....Burek55|2011-12-24 11:20:05
Chłopaki niepoddawać sie głowy do góry.Następnym razem będzie lepiej........
Wydawca Portalu Regionalnego Okolicenajblizsze.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi użytkowników Forum.
Zgłoś naruszenie regulaminu
Aby pisać komentarze musisz być zalogowany.
Jeżeli jeszcze nie posiadasz konta zapraszamy do rejestracji.
START   |   AKTUALNOŚCI   |   REKLAMA   |   KONTAKT   |   
 Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright © Okolicenajblizsze.pl
Powiadom znajomego