Przed zimą powiało optymizmem. Po fatalnej ligowej końcówce, Pogoń poprawiła humory sobie i swoim kibicom. W dobry nastrój wprawiła wszystkich dzisiejsza wygrana (19 listopada) w trzeciej rundzie Pucharu Polski z Formacją Port 2000 (klasa okręgowa). Spotkanie w Mostkach zakończyło się zwycięstwem świebodzinian 2:1.
- Już od początku spotkania chcieliśmy przejąć inicjatywę. Wyszliśmy bardzo wysoko w obronie i na całym boisku chcieliśmy wywierać pressing na zawodnikach z Mostek i to nam wychodziło – relacjonuje trener Pogoni Maciej Górecki, w którego opinii jedyne zagrożenie jakie w tym spotkaniu stwarzała Formacja, to stałe fragmenty gry.
Pogoń zagrała tak, jak zdaniem trenera Góreckiego, powinna grać we wszystkich dotychczasowych spotkaniach. – Pewnie cała runda wyglądałaby tak jak dzisiejszy mecz, gdybyśmy zawsze mieli do dyspozycji niemal wszystkich zawodników, tak jak to było właśnie dzisiaj. Pierwsza jedenastka była bardzo mocna i to było widać. Mieliśmy zdecydowanie więcej momentów dobrych niż tych słabszych – przekonuje trener.
Pierwsza bramka w spotkaniu padła na niecały kwadrans przed końcem pierwszej połowy. Pogoń przeprowadziła całkiem zgrabną akcję, przytrzymała piłkę wymieniając kilka precyzyjnych podań z którymi obrona Formacji nie potrafiła sobie poradzić. Drogę do bramki świetnym prostopadłym podaniem Kamilowi Kruszyńskiemu otworzył Piotr Andrzejczak, a ten pierwszy precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce.
Drugiego gola przyjezdni zdobyli w niecałe dziesięć minut po wznowieniu gry po przerwie. Po wrzutce w pole karne rywala, piłkę do środkowej strefy boiska wyekspediował były bramkarz Pogoni Michał Hajdasz, który wybiegł na piętnasty metr. Futbolówka padła łupem Rafała Duchnowskiego, który pięknym lobem z ponad czterdziestu metrów trafił do bramki.
Nadzieja w serce drużyny, prowadzonej przez niedawnego trenera Pogoni Rafała Wojewódki, wróciła dziesięć minut później, gdy stały fragment gry wykonywali gospodarze. Do dośrodkowanej piłki dopadł doskonale znany świebodzińskim kibicom Marcin Iwan, który strzałem z powietrza zmniejszył straty.
- Moim zdaniem Formacja nie chciała specjalnie grać w piłkę. Zawodnicy starali się przerzucać piłkę do Tomka Pawlaka, który ją przetrzymywał. Można było odnieść wrażenie, że wszyscy liczyli na to, że on coś zrobi. Ale to było za mało na Pogoń. Nie przypominam sobie, żeby w pierwszej połowie Port wymienił chociaż trzy podania z pierwszej piłki, a nam to wychodziło – opowiada wyraźnie zadowolony trener Górecki.
To już definitywne pożegnanie z piłką w tym roku. Kolejne mecze o punkty i w pucharach, Pogoń rozegra dopiero wiosną.