Niemal dwuletnia epopeja, pod nazwą „trzeba odbudować basztę”, pomału dobiega końca. W ubiegłym tygodniu rozpoczęły się prace remontowe przy zabytkowym obiekcie.
Baszta, a właściwie
basteja przy ulicy Wałowej zawaliła się 21 kwietnia 2009 roku. Budowla pękła w centralnej części. Powstała wyrwa prowadziła od szczytu aż do ziemi. Cegły i kamienie, którymi wypełniona była konstrukcja, zostały rozrzucone dookoła. Spękania w baszcie widoczne były już wcześniej, a okoliczni mieszkańcy opowiadali, że w ciągu kilku dni poprzedzających katastrofę się powiększały. Niestety nikt o tym fakcie nie zawiadomił właściciela obiektu, czyli miasta. Spękania zauważyli również pracownicy Muzeum Regionalnego w Świebodzinie, którzy dosłownie kilka dni przed katastrofą budowlaną wykonali dokumentację fotograficzną powstałych spękań, chcąc ją przekazać do Urzędu Miejskiego.
Pięć lat przed częściowym zawaleniem budowla została poddana powierzchownej renowacji. W jej trakcie wzmocniona została konstrukcja, uzupełniono ubytki cegieł. Na polecenie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków usunięto również dwie stalowe szyny, które wystawały z konstrukcji strasznie ją szpecąc. Swego czasu, z informacji uzyskanych od Adama Gonciarza ze świebodzińskiego muzeum wynikało, że kilkadziesiąt lat temu baszta była remontowana. Uzupełniono wówczas wyrwy, które być może powstały w latach wojennych. Przypatrując się starym fotografiom widać, że zawaliła się właśnie jedna z wykonanych w czasie tamtego remontu łat.
Tuż po zawaleniu teren został ogrodzony uniemożliwiając dostęp osobom postronnym. Co do dalszych losów baszty decydujące zdanie miał Lubuski Wojewódzki Konserwator Zabytków, który długo się nie namyślał i nakazał odbudowanie obiektu. W związku z tym konieczne było wykonanie ekspertyz, które miały dać m.in. odpowiedź na pytanie w jakiej kondycji jest baszta i co było przyczyną jej częściowego zawalenia. Okazało się, że przyczyną było niewłaściwe wykonaniem remontu, który przeprowadzono w latach 60-tych, po tym jak budowla „rozsypała” się w bardzo podobny sposób. Wówczas wyrwa obudowana została cegłami, a do wnętrza nasypano piachu, kamieni i gruzu. Nie zastosowano żadnych wiązań. Efekty niewłaściwego wykonania dały o sobie znać po kilkudziesięciu latach.
Na obecny remont trzeba było czekać bardzo długo. Pomimo tego, że miasto zarezerwowało środki finansowe na przeprowadzenie prac w ubiegłorocznym budżecie, remontu nie przeprowadzono. Powód? Przeciągające się sprawy formalne. Po wykonaniu ekspertyz i otrzymanych od konserwatora zaleceniach (czerwiec 2009) wykonany został projekt.
Zapewne wszystko poszłoby w miarę sprawnie, gdyby nie to, że w styczniu 2010 roku Lubuski Wojewódzki Konserwator Zabytków przysłał kolejne pismo w którym prosił o uzupełnienie dokumentacji i wykonanie dodatkowych analiz. Pismo nadeszło w chwili, gdy niemal wszystkie dokumenty i opracowania, których poprzednio domagał się konserwator, były gotowe. Teraz dodatkowo trzeba było rozszerzyć ich zakres. Miasto nie miało innego wyjścia i zleciło wykonanie kolejnych prac projektowych.
Wszystko zostało wykonane zgodnie z żądaniami konserwatora. Jednak korespondencja szła w najlepsze, stosy dokumentów rosły, a czas uciekał. W międzyczasie, na skutek działania m.in. mrozu i wody, baszta popadała w coraz większa ruinę – odpadł kolejny, na szczęście mniejszy, fragment muru. Konstrukcja osłabiła się tak bardzo, iż w obawie przed całkowitym zawaleniem wzmocniono ją drewnianymi podporami. Te na szczęście spełniły swoją rolę i zabytek dotrwał do rozpoczęcia remontu.
W połowie ubiegłego tygodnia wokół baszty wyrosło rusztowanie. Ustawił je zielonogórski Zakład Remontowo-Budowlany Gorbacz. Firma posiada doświadczenie w tego typu pracach. Remontowała np. niektóre zabytki zielonogórskiej starówki oraz zamek w Międzyrzeczu.
Głównym zadaniem jest doprowadzenie obiektu do pierwotnego stanu. Na samym początku uprzątnięto rumowisko. Konieczne będzie posegregowanie i oczyszczenie cegieł, które nadawać się będą do ponownego wmurowania, choć oczywiście bez nowych również się nie obejdzie. Ważnym zadaniem będzie również wybranie luźnych cegieł i kamieni znajdujących się w odsłoniętym wnętrzu budowli, które zostanie gruntownie wzmocnione. Oczyszczone zostaną także wszystkie spoiny oraz w miarę konieczności cegły na całej baszcie, tak aby kolor był w miarę jednolity. Z budowli usunięte zostaną także współczesne elementy granitowe. Na ich miejscu pojawi się kamień polny. Całość zostanie zaimpregnowana. Wszystkie zabiegi sprawią, że budowla będzie szczelna. – Musimy pamiętać o tym, że największym wrogiem obiektów ceglanych jest woda – twierdzi Tomasz Grudziński,kierownik robót. Aby zabezpieczyć basztę od góry, jej korona zostanie wyłożona papą termozgrzewalną. Nie brzmi to zbyt dobrze, jednak T. Grudziński zapewnia, że nie będzie ona widoczna. – Papa zostanie obmurowana cegłą i schowana w spoinie. Dodatkowo znikną betonowe skośne oskarpienia, które uniemożliwiały wejście na koronę. Zostaną one wyprowadzone w pionie. Po prostu dobudowany zostanie w tym miejscu mur ze strzępiami, który w przyszłości umożliwi ewentualne dobudowanie dalszego fragmentu muru.
Remont, który powinien zakończyć się do końca maja, kosztować będzie ponad 160 tys. złotych. Prace sfinansuje miasto.