Niestety to nie koniec sprawy odnalezienia ludzkich szczątków przy ulicy Wałowej w Świebodzinie. Po krótkiej przerwie robotnicy, którzy w poniedziałek 19 lipca natknęli się m.in. na czaszki, przystąpili do dalszych prac i znów wykopali ludzkie kości.
Kolejne kości zostały odkryte natychmiast po wznowieniu prac. Niemal po każdym przerzuceniu ziemi łopatą robotnicy odkrywali kolejne fragmenty szkieletów. Pieczołowicie je wyciągali i układali w kartonie, który szybko się wypełnił. Wśród wykopanych szczątków znajdują się różne kości w tym czaszki. Na jednej z nich widać otwór. Można domniemywać, że jest to ślad po kuli. Wśród czaszek są także zupełnie małe – bez wątpienia dziecięce. Patrząc na nie aż ciarki przechodzą po plecach. Kości są bardzo kruche i część z nich, pomimo starań, nie udało się wydobyć w całości. Po prostu w trakcie wyciągania łamały się. Wśród kości znaleziono także fragment pocisku, a to może sugerować, że pochodzą one jednak z czasów ostatniej wojny. Hipotezę wydaje się potwierdzać fakt, że właśnie w tym miejscu pod koniec wojny znajdował się niewielki obóz w którym Rosjanie przetrzymywali Niemców.
Szczątki są zakopane bardzo płytko – nawet na głębokości zaledwie kilkunastu centymetrów. Do tego są bardzo mocno przemieszane. Nie trzeba być śledczym, żeby na to wpaść, bo gołym okiem widać, że np. koło czaszki leży miednica, należąca zapewne do innego człowieka. Całość sprawia przygnębiające wrażenie masowego grobu. Nie można również wykluczyć, że kiedyś już kości zostały wydobyte, a później znów zakopane.
Patrząc na profil wykopu widać kolejne szczątki. Po ich wydobyciu pokazują się następne. Ciężko oczekiwać, że robotnicy zamienią się w archeologów i rozkopią całe podwórko. Oni robią swoje, a kości wydobywają jedynie przy okazji. Henryk Garbowski - właściciel firmy prowadzącej prace jest wyraźnie przejęty znaleziskiem. – Ktoś powinien się tym zająć. Przecież te wszystkie kości trzeba wydobyć i godnie pochować. Szacunek zmarłym się należy – mówi. Ciężko się z tym nie zgodzić, bo przecież to szczątki ludzi, a nie zwierząt. Absolutnie nie można pozwolić na to, żeby kości zostały w ziemi, a rów został zasypany i o całej sprawie zapomniano. Niestety wczoraj (27 lipca) po zakończeniu robót rów został jednak zasypany. Policja zabrała wykopane przez robotników kości, które trafiły do prosektorium, gdzie będą badane. Policja zapowiada, że o sprawie powiadomi fundację zajmującą się ekshumacją szczątków z czasów wojny.
Wczoraj poinformowaliśmy o sprawie Lubuskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Agnieszka Skowron niewydawała się nadzwyczaj zainteresowana sprawą. – W obrębie miast często znajdowane są kości. To nic nadzwyczajnego – przekonywała. To prawda, ale gdy dokona się już takiego odkrycia, można oczekiwać, że teren zostanie dokładnie sprawdzony, a wszystkie szczątki wydobyte, zbadane i pochowane. W tym przypadku niestety tak nie jest bo przecież wiele kości zostało w ziemi. A. Skowron zapowiedziała jednak, że przyjrzy się sprawie. Nie możemy oprzeć się wrażeniu, że gdyby odkryto tam np. fragmenty jakiejś starej ceramiki, to prace natychmiast zostałyby wstrzymane, a cały teren zostałby dokładnie sprawdzony.
W chwili obecnej ciężko przewidzieć, czy jakaś instytucja zainteresuje się sprawą i zdecyduje się na wydobycie pozostawionych w ziemi kości. Wygląda to tak, jakby nikt nie chciał sprawy „dotknąć”, żeby nie sprawić sobie kłopotów. Niestety nie można wykluczyć, że szczątki pozostaną w ziemi na kolejne lata. Do czasu wymiany następnej rury…