Jak łatwo było przewidzieć na dzisiejszym treningu pierwszego zespołu Pogoni Świebodzin nie ćwiczyło zbyt wielu zawodników. Dokładnie było ich dziewięciu (nie licząc juniorów): Andrzej Puchacz, Bogdan Rubacha, Marek Wolak, Roman Kopacz, Maciej Grochowski, Arkadiusz Fleszar, Damian Janecki, Wojciech Popielecki.i Marcin Iwan. Z powodu choroby nie zjawili się Tomasz Cenin (wrócił z GKP), Tomasz Iwanowski i Marcin Bodnar. Pojawili się natomiast ci, którzy mieli wzmocnić zespół. M.in. Marek Kociszewski (Polkowice), Kamil Brychcy (Groclin), Kondrat Romańczuk (Amica) i Tomasz Jaworski. Jednak stali z boku i jedynie przyglądali się trenującym kolegom. Zapytani dlaczego nie uczestniczą w zajęciach odpowiedzieli, że nie wiedzą jaka jest ich sytuacja w klubie. Dodali, że stoją na stanowisku, że albo grają wszyscy albo nikt. – Jeżeli nie dojdę dzisiaj do porozumienia z zarządem to wyjeżdżam – powiedział jeden z nich. Ich absencję trener Sylwester Buczyński tłumaczy następująco – Od dzisiaj będę pracował jedynie z zawodnikami, którzy są na 100% w kadrze. Pozostali muszą się szybko dogadać z zarządem. Wypowiadając te słowa nie wiedział jeszcze, że prowadzone kilkadziesiąt metrów dalej rozmowy prezesa Adama Ripy z zawodnikami zakończą się powodzeniem. – Udało nam się porozumieć ze wszystkimi zawodnikami. Jutro będą przygotowywane odpowiednie umowy, a w piątek piłkarze wezmą normalnie udział w treningu – zapewnia prezes Ripa. – Niepewna jest jedynie sytuacja Tomasza Jaworskiego, który chce podpisać umowę jedynie na pół roku.
Wypada mieć nadzieję, że ustalenia pomiędzy prezesem a zawodnikami zostaną zaakceptowane przez pozostałych członków zarządu, bo niestety w ostatnim czasie przekonaliśmy się, że „co godzina to nowina”. Jeżeli tak by się stało, to trener Buczyński powinien być zadowolony chociaż częściowo. –
Moja opinia jest taka. Drużyna powinna liczyć co najmniej osiemnaście osób. Taką drużynę stworzyłem… (
posłuchaj rozmowy z trenerem).
Jeżeli faktycznie testowani zawodnicy, którzy spodobali się sztabowi trenerskiemu, zostaną w klubie, to przynajmniej część postulatów S. Buczyńskiego zostanie spełniona. Po co jednak było doprowadzać do obecnej niezwykle nerwowej sytuacji? Po co psucie w drużynie atmosfery na „za pięć dwunasta”? Nawet jeżeli (oby) nowi zawodnicy ubiorą wiosną koszulki z herbem Pogoni, to niesmak jednak przez pewien czas pozostanie. Zakładamy oczywiście, że w najbliższym czasie nic nowego „nie wyskoczy”. Choć można się zastanawiać, czy o różnicy zdań w zarządzie faktycznie można mówić w czasie przeszłym. O tym, że jednak są świadczyć może wypowiedź członka zarządu
Jana Matkowskiego, który zapytany dzisiaj o wzmocnienia wymienił jedynie trzy nazwiska: Brychcy, Romańczuk i Kociszewski. Wspomniał również o Ceninie. Indagowany o kolejne nazwiska odpowiedział:
Oczekiwaliśmy jeszcze kilku, ale finanse nie pozwalają żebyśmy więcej zawodników dobierali. Gdy zapytałem jakiej sumy brakuje odpowiedział (
posłuchaj).
Cuda. Prezes się dogaduje i znajduje pieniądze, a jeden z członków zarządu kilka minut wcześniej mówi, że pieniędzy nie ma. Nieważne, może i cud. Najistotniejsze, że się wydarzył. Druga kwestia – bramkarz. Syn J. Matkowskiego Paweł jest juniorem. Brakuje mu doświadczenia i ogrania na trzecioligowych boiskach. Jeżeli założymy, że w składzie będzie on (jako drugi bramkarz) i Fleszar, to wyobraźmy sobie sytuację w której Fleszar musi pauzować z powodu kontuzji lub za kartki. Tak zresztą będzie w pierwszym meczu, bowiem nasz bramkarz ma do „odsiedzenia” jeden mecz za czerwoną kartkę w meczu z Chrobrym Głogów. W takiej sytuacja może być naprawdę niedobrze. Nie zakładamy, że P. Matkowski będzie wpuszczał każdy strzał, ale brak doświadczenia, które zauważają trenerzy i presja, którą m.in. wywiera jego ojciec, może być dla Pogoni katastrofalny. Ryzyko jest zbyt duże żeby sobie na nie pozwolić. Jest jeszcze jedna kwestia. Paweł zdaje w tym roku maturę. Ciężko wyobrazić sobie przygotowanie do niej, połączone z grą w klubie. Jest jednak cień szansy aby o miejsce w bramce z Fleszarem rywalizował Mirosław Kasprzak, który odpowiadał trenerom i sprawdzał się w trakcie sparingów. Prawdopodobnie zjawi się on na piątkowym treningu i może do tego czasu nastąpi cud nr 2? Tylko że w takim przypadku Paweł Matkowski zostałby bramkarzem nr 3, a pewnym osobom raczej ciężko byłoby się z tym pogodzić. Jak ostatecznie będzie? Chyba nie ma człowieka, który potrafiłby w tej chwili udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Tym bardziej, że po treningu wypłynął kolejny kwiatek. Zawodnicy (!) znaleźli sponsorów, którzy gotowi są wyłożyć tysiąc złotych na bramkarza. Super! Byłoby super, ale nie jest. Zarząd zamiast przyjąć tą propozycję z entuzjazmem waha się czy skorzystać z tej pomocy i odwleka podjęcie decyzji! Najwcześniej zapadnie ona w czwartek. Trudno uwierzyć, że w tym momencie nie wchodzą w grę sprawy personalne. Serial trwa…