Kontynuuj
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".
Sytuacja przedstawia się następująco: samotny Computec z 34 punktami, a za nim trzech goniących go jeźdźców – Studio Efekt, BGJ-Trafica i Viva-Folie (wszyscy po 30 punktów). Ale tuż za nimi jest Axis Komputery (27 pkt.), który ma o jedno spotkanie rozegrane mniej. Słowem ciasno jak diabli i na dobrą sprawę każda z tych drużyn ma szansę na tytuł. Nieco więcej luzu jest w grupie B, w której pierwsze miejsce zajmuje Sprick Rowery (21 pkt.). Elterma ma zaledwie punkt mniej.
Zaczniemy od BGJ-Trafica, która bez dwóch zdań może zaliczyć miniony weekend do niezwykle udanych. W dwóch ciężkich spotkaniach zaliczyła dwa zwycięstwa. W sobotę przyszło jej grać z Axisem, a w związku z tym, że komputerowcy nie są wygodnym przeciwnikiem zapowiadał się niezły mecz. I faktycznie taki był, choć bez wielkich ochów i achów. Żadna z drużyn nie miała zdecydowanej przewagi w tym spotkaniu, ale to BGJ potrafiła wykorzystać stworzone przez siebie sytuacje, a egzekutorem okazał się nowy nabytek – Dariusz Oczkowski, który w ubiegłym sezonie grał w szeregach Tombudu. To właśnie on w piątej i szóstej minucie pokazał komputerowcom, że będzie tym na którego spoglądać będą niekoniecznie życzliwie. Nadzieje Axisu odżyły w na trzy minuty przed końcem pierwszej połowy, kiedy Łukasz Kuciewicz strzelił na 1:2. Ale kilkadziesiąt sekund później Adrian Nowaczyk ustalił wynik na 1:3, bowiem w drugiej połowie bramki nie padły, a tym samym Axis schodził w z parkietu bez punktów (w niedzielę pauzował). Następnego dnia Traficę znów czekał wymagający przeciwnik – Studio Efekt. Pierwsza połowa przebiegła po myśli efekciarzy – na minutę przed przerwą gola zdobył Krzysztof Hildebrand. Prowadzenie mogło być wyższe, tyle że Studio nie wykorzystało co najmniej jednej „setki”. W drugiej odsłonie bramki strzelała już tylko Trafica. W szesnastej minucie było już 2:1. Efekciarze dwoili się i troili, ale nie potrafili znaleźć drogi do bramki rywala. Na trzy minuty przed końcem zagrali va banque. Miejsce bramkarza zajął zawodnik bardziej ofensywny. Efektem była kolejna stracona bramka. Ostatecznie skończyło się 3:1 i marzenie Studia o zbliżeniu się do Computeca po raz kolejny trzeba było zweryfikować. Tym samym Trafica „pomściła” swoją przegraną ze Studiem w pierwszej rundzie (2:3 w ósmej kolejce).
Taki obrót sprawy na pewno zabolał efekciarzy, bo weekend zaczęli rewelacyjnie. Dzień wcześniej rozjechali Keri aż 6:1. Po dwie bramki zdobyli Mariusz Popielecki i Artur Zapart. O ile po pierwszej połowie Keri mogła mieć jeszcze nadzieję na korzystny wynik, to po przerwie kwestia tego, kto zdobędzie w tym meczu trzy punkty, była praktycznie przesądzona. Sportową zabawę popsuło na siedem minut przed końcem starcie Ireneusza Rzepki (bramkarz Keri) i Pawła Oświecimskiego. Obaj ujrzeli czerwone kartki i musieli opuścić plac gry. Podsumowując weekend Studia można powiedzieć tak: w piątek dobrze im zrobił trening w Maskaradzie, ale w sobotę wieczorem chyba już przetrenowali…
Keri pomimo przegranej pomogło następnego dnia swojemu pogromcy, choć było to jedynie przy okazji, bo przede wszystkim pomogli sobie. Gdyby w spotkaniu Keri – Viva-Folie górą byli ci drudzy, to odskoczyliby efekciarzom o trzy punkty. Ale mecz nie potoczył się po ich myśli i chyba dość niespodziewanie przegrali 3:1. Jedną bramkę zdobył dla Keri Piotr Cenin, który wzmocnił „zielonych” w rundzie finałowej. Jedyne trafienie dla foliarzy zaliczył Janusz Obuchanicz – była to jego 30 bramka w turnieju. Wszystko wskazuje na to, że już teraz możemy grawerować tabliczkę z jego nazwiskiem na pucharze, który otrzyma od naszej redakcji najlepszy strzelec turnieju. Ale pewnie w tym momencie nie jest to dla niego nadzwyczajną pociechą, bo Viva nie będzie miło wspominać tego weekendu. W sobotę wyraźnie przegrała 2:5 z wracającym do formy Tombudem, choć jeszcze na początku drugiej połowy wydawało się, że wszystko idzie po myśli Vivy, która do 16 minuty prowadziła 2:0. Jednak w ciągu ostatnich ośmiu minut już tylko Tombud strzelał gole. Po jednym zdobyli Przemysław Jędrzejczak i Krzysztof Tomczyk, a dwa razy „ukłuł” Tomasz Traczyński. Piąta bramka, która ustaliła wynik meczu na 2:5, była samobójcza. Pechowym pomocnikiem Tombudu został Andrzej Hładki.
To zwycięstwo na pewno dodało „czerwonym” skrzydeł przed niedzielnym bojem z liderem (Computec), który w sobotę pauzował. Obydwie drużyny grały ze sobą w rundzie eliminacyjnej zaledwie tydzień wcześniej. Wówczas padł remis 1:1. Teraz każda z drużyn chciała być górą. Ale spotkanie zaczęło się nieco niemrawo. Na szczęście im bliżej końca tym gra toczyła się szybciej. W drugiej połowie Tombud mógł dwukrotnie wyjść na prowadzenie dzięki podyktowanym (za przewinienia przeciwników) rzutom karnym. Jednak nic z tego. Najpierw fatalnie spudłował T. Traczyński, a za drugim podejściem Marek Neryng. Ale po chwili szczęście do Tombudu jednak się uśmiechnęło. Bramkę z akcji zdobył Tomasz Olechnowicz, który jeszcze na koniec strzelił karnego – 2:0. Niestety znów w przypadku spotkania z udziałem Computeca trzeba powiedzieć o negatywnych emocjach, wyzwiskach, nieopanowanych nerwach, krzykach i pretensjach do arbitrów. Ale tak to już chyba jest, gdy sędziowie „gwiżdżą” sędziom (kilku zawodników Computeca to właśnie sędziowie piłkarscy). Pomijając to wszystko, trzeba oddać Tombudowi co mu się należy – pomimo jedynie teoretycznych szans na tytuł, nie zlekceważył (jak wielu się spodziewało) rundy finałowej i dalej walczy o jak najwyższą pozycję.
A co słychać w grupie B? Tutaj nie nastąpiły żadne przetasowania w tabeli. Wszystkie drużyny zachowały swoje miejsce. Najbardziej zadowoleni z ostatnich dwóch kolejek są chyba zawodnicy Żar-Oil. Po raz pierwszy udało im się zdobyć w jeden weekend komplet punktów. W sobotę wygrali z piekarzami 2:1, a w niedzielę aż 1:5 rozjechali Kico. Ostatni wynik może być nieco zaskakujący, bo przecież Kico jest lepszą drużyną od Piekarni Balcewicz, z którą olejarze wygrali po straszliwych mękach. Po pierwszej połowie przegrywali nawet 0:1, ale ostatecznie udało im się zdobyć trzy punkty. Zwycięską bramkę w 18 minucie zdobył Łukasz Jastrzębski, który wzmocnił drużynę po rundzie eliminacyjnej. Dzień później ten sam zawodnik otworzył worek z bramkami – słowem zaczyna się „spłacać”. Choć przyznać trzeba, że aż pięć straconych bramek, to zbyt wysoki wymiar kary – Kico nie grało tak źle. Gdyby zdołali wykorzystać wszystkie okazje, to wynik mógłby być zupełnie inny.
Fragment spotkania KICO – ŻAR/OIL (1,58 min. 4,25 mb)
W sobotę Kico poległo w totalnie frajerski sposób. Do przerwy zawodnicy Kico prowadzili z Seco Warwick 0:2, ale te dwie bramki to było wszystko na co było ich stać, bo po przerwie Seco w pięknym stylu się podniosło i w przeciągu zaledwie trzech minut zdołało przeciwnika dogonić, a nawet przegonić. Wynik spotkania na 3:2 w szesnastej minucie ustalił Jarosław Sot. Gdyby (po raz kolejny) Kico miało na ławce więcej niż jednego rezerwowego, to pewnie zdołaliby „dowieźć” zwycięstwo do końca. A tak przez ostatnie minuty „oddychali rękawami”. Po prostu zabrakło sił.
Bliscy zdobycia kolejnego punktu byli piekarze, którzy chcieli w niedzielę udowodnić Eltermie, że przegrana w pierwszej rundzie 9:1 była zdecydowanie zbyt wysoka. W pierwszej połowie mieli mnóstwo szczęścia. Elterma nie strzeliła żadnego z czterech podyktowanych rzutów karnych – dwa „poszły w powietrze” a kolejne dwa obronił Marcin Cieślak. Karne były konsekwencją ostrej gry piekarzy – po prostu bez opamiętania wycinali przeciwników równo z parkietem, także sędziowie nie nadążali z pokazywaniem żółtych kartek (w konsekwencji w 2 połowie jedna czerwona). Pierwsza bramka spotkania padła dopiero w 19 minucie. Jej autorem był Maciej Sudnik. Trzy minuty później z rzutu karnego wyrównał M. Cieślak, co oczywiście wzbudziło gigantyczny entuzjazm wśród zawodników i wiernych kibiców piekarzy zgromadzonych na trybunach. Radość nie trwała jednak długo – po minucie zwycięską bramkę zdobył Jarosław Kraciński ratując honor Eltermy. O piekarzach trzeba powiedzieć jedno – gra w piłkę nie jest ich mocną stroną, ale tyle serca i zapału do gry nie ma chyba żadna inna drużyna grająca w tej edycji turnieju.
Poprzedniego dnia Elterma wygrała z Eneą 1:0, która w niedzielę uległa Sprickowi 0:4. To był najnudniejszy mecz całego weekendu. Ktoś nawet powiedział, że Enea powinna płacić kibicom „szkodliwe” za oglądanie ich spotkań. Może i tak, ale fajnie, że elektrycy w ogóle znajdują w sobie energię i chęci żeby przyjść na halę i chociaż próbować urwać przeciwnikom punkty.
Do zakończenia turnieju pozostały zaledwie cztery kolejki. Spotkania rozgrywane będą tylko w jeden dzień weekendu z przerwą na ferie zimowe. W najbliższą niedzielę też powinno być ciekawie. Sprick zagra z Piekarnią, Computec z Keri, a Elterma z Kico. Ostro powinno być w pojedynku Viva – BGJ. Tak samo jak i w przypadku spotkania Żar-Oil – Seco, o meczu Studio - Axis nawet nie wspominając. Enea i Tombud mają wolne. Początek o szesnastej.