Jeżeli wierzyć oczom i pamięci, śmiało można powiedzieć, że padł rekord frekwencji. Aż tak wielu mieszkańców naszego miasto nie pojawiało się w poprzednich latach na Festynie Michała, choć i wówczas nie było powodów do narzekania. W tym roku organizatorom pomogła jednak fantastyczna pogoda.
W tym roku organizatorzy (Akcja Katolicka działająca przy parafii św. Michała Archanioła) postawili na styl country. – Chcemy, aby każdy z naszych festynów wyglądał nieco inaczej. Dlatego w tym roku impreza odbyła się w stylu country – mówi prezes parafialnego oddziału Akcji Katolickiej Ryszard Łotarewicz. I faktycznie, trzeba było mieć poważne problemy ze wzrokiem, aby nie zauważyć, że w niedzielę (4 września) na parkingu przed kościołem, „rządził” Dziki Zachód. Co jakiś czas przypominali o tym członkowie grupy Dallas Country, którzy przygotowali szereg pokazów tanecznych, zapraszając przy okazji publiczność do wspólnej zabawy. Zgromadzeni mieli także okazję oglądnąć imponujący pokaz strzelania z bata oraz efektowne łapanie na lasso „niesfornych dzieci” biegających w koło.
Nie zabrakło naturalnie muzyki. Pokaz swoich umiejętności dała Świebodzińska Orkiestra Dęta, zespół Calando, grupa rockowa z ośrodka w Nowym Dworku, a na zakończenie zespół Country House Family. Na scenie pojawiła się także grupa teatralna Cztery Pory Roku z Warsztatów Terapii Zajęciowej Postęp. Świetny pokaz swoich umiejętności zaprezentowały grupy taneczne Świebodzińskiego Domu Kultury. Bardzo ciekawie wyglądał także pokaz tańców hebrajskich w wykonaniu grupy Fei.
Ale życie tętniło nie tylko na scenie. Wiele działo się także poza nią. W fosie, przez kilka godzin, trwał konkurs strzelecki z broni pneumatycznej. Równie wiele czasu poświęcił ciekawskim dzieciom Tadeusz Bardelas, który zdradzał im tajniki rzeźbienia w drewnie. Zresztą najmłodsi nie mogli narzekać na nudę. Poza słodkościami, na które „naciągali” swoich rodziców, dzieciaki mogły poskakać na trampolinach, zmęczyć się w wodnych kulach, a te odważniejsze dosiadały mechanicznego byka.
Było oczywiście i coś dla podniebienia. Grillowane kiełbaski, karkówki, świeże gołąbki, kotlety, pierogi, przeróżne rodzaje ciasta – to wszystko czekało na stoiskach przygotowanych przez organizatorów. Każdy, kto skusił się na małe co nieco, mógł usiąść przy rozstawionych pod namiotami stolikach i w towarzystwie znajomych oddać się kulinarnym przyjemnościom. A te czekały również na stoisku przygotowanym przez Świebodziński Związek Kresowian, który po wyborze nowych władz, postanowił aktywnie włączyć się w tą imprezę. Ale u kresowiaków nie tylko można było się najeść. Chętni brali udział w małym quizie. Po przekazaniu dobrowolnego datku, za pomocą ruletki losowano numer pytania. Po prawidłowej odpowiedzi, można było liczyć na drobny upominek, który samodzielnie należało wyłowić… wędką. W trakcie festynu można było „zahaczyć” również o stoiska z rękodziełem, czy świebodzińskimi książkami.
Upominki czekały także na wszystkich tych, którzy kupując cegiełkę o wartości 10 złotych, chcieli wesprzeć parafię w dalszym wysiłku remontowania dachu. Chętnych było wielu – z przygotowanych niemal 600 cegiełek, pozostało zaledwie kilkanaście. Aby zachęć do ich kupna, organizatorzy postarali się o dodatkowy magnes. Każda z cegiełek opatrzona została numerem - pod koniec festynu losowano nagrody. A te faktycznie mogły skusić – sprzęt AGD i RTV, elektronarzędzia, kupony na wizyty w salonie kosmetycznym, czy na kurs obsługi wózka widłowego (wylosowany przez kobietę), obrazy itd. Nagród było sporo, a wszystkie podarowali sponsorzy. Podobnie było w przypadku przedmiotów przekazanych na licytację. Tutaj królowały obrazy, które na szczęście znalazły swoich nabywców. Niektóre z nich zostały sprzedane za sumy przekraczające 200 zł. To niewątpliwie powód do radości, bo przecież wszyscy zdają sobie sprawę, że pozyskane w trakcie festynu pieniądze zasilą fundusz remontowy parafii. – Cieszę się, że na festynie pojawiło się tak wiele osób. Chcieliśmy pokazać wszystkim, jak rodzinnie można świętować niedzielę. Przy okazji staramy się pozyskać również pieniądze na dokończenie remontu dachu – mówi proboszcz parafii pw. św. Michała Zbigniew Nosal, który docenia wielkie zaangażowanie w organizację imprezy. – Jest stała ekipa ludzi z Akcji Katolickiej i Caritasu, która zawsze angażuje się w takie przedsięwzięcia. Na pewno byłoby łatwiej, gdyby włączyli się także, chociażby jednorazowo, ludzie „z zewnątrz”. Wielka wdzięczność należy się wszystkim, chociażby tym, którzy przygotowali potrawy. Bez zaangażowania tych ludzi, nic z tego by nie wyszło – przekonuje proboszcz.
A zaangażowanie było wielkie. Uczestnicy raczej to widzieli, docenili i wspólnie stworzyli znakomitą, niemalże rodzinną atmosferę, w której chyba nikt nie czuł się obco. O to chodziło – ludzie, nie tylko ci spod znaku św. Michała, mieli się poczuć jak wspólnota. I to się udało.
W trakcie festynu wręczono statuetki „Michał 2011”, którymi uhonorowano dobrodziejów parafii. Zostali nimi – firma Seco Warwick, Maria i Roman Trzebniakowie oraz Ewa Burnos. W zamyśle organizatorów, statuetki mają być wręczane co rok.
Dochód z IV Festynu Michała wyniósł około 11 tys. złotych.