Kontynuuj
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".
Koniec pierwszej rundy XIV Turnieju Niezrzeszonych. Wszystkie jedenaście ekip rozegrały po dziesięć spotkań. Przed tygodniem można było mówić, że faworyt jest jeden, ale po minionym weekendzie to stwierdzenie nie jest już aktualne. Tombud wyraźnie zwolnił, a najmocniejsi rywale pokazali, że można urwać mu punkty. Jednym z nich jest odwieczny rywal - Computec który nabiera rozpędu i skutecznie nadrabia stracony na początku rozgrywek dystans.
Pogoń Computeca trwa już od kilku ładnych kolejek. Kolejny krok w zbliżeniu się do czołówki „komputerowcy” uczynili w sobotnim spotkaniu (14 stycznia) z Golden Team. Mecz był jednym z tych, które chce się oglądać i chciałoby się żeby trwał jak najdłużej. Żadna z ekip absolutnie nie oszczędzała płuc i robiła wszystko aby szala zwycięstwa przechyliła się na jej stronę. Pierwszy krok w tym kierunku uczynili „złoci” nogami Macieja Pawłowskiego, który otworzył wynik w 9 minucie. Jednak Computec zdołał wyrównać już minutę po przerwie (Janusz Śmiałek) i zabawa rozpoczęła się od nowa. Gdyby zawodnicy obydwu drużyn mieli lepiej nastawione celowniki, wówczas kibice oglądnęliby więcej bramek, bo okazji na ich zdobycie było o wiele więcej. A tak zobaczyli jeszcze tylko jedną. Minutę przed końcem, gdy wydawało się że padnie remis, decydujący cios Goldenowi zadał nie kto inny jak J. Śmiałek i spotkanie zakończyło się wynikiem 2:1.
Następnego dnia Computecowi wcale nie było łatwiej, ale jak mogło być inaczej skoro rywal był z najwyższej półki – liderujący Tombud. I lider przegrał wyraźnie, bo aż 3:5. Pierwsza bramka padła już w drugiej minucie po strzale Sławomira Zaparta. Dwie minuty później drugiego gola dla „komputerowców” zdobył Łukasz Topolski i chyba już wszyscy zdawali sobie sprawę, że będzie gorąco. Cztery minuty przed przerwą Computec, który nie musiał już tak bardzo cisnąć rywala, popisał się efektowną kontrą, którą wykończył Ł. Topolski. Chyba nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Zdumienie było jeszcze większe, gdy minutę po przerwie na 4:0 podwyższył Marek Sekuła. Nerwy były coraz większe i nie wszyscy zdołali je opanować. Czerwoną kartką ukarany został siedzący w tym momencie na ławce rezerwowych Tomasz Traczyński, który nie przebierając w słowach powiedział sędziemu Jerzemu Borowiakowi co o nim myśli. Zdaniem zawodnika arbiter powinien był podyktować rzut karny za faul na jednym z zawodników Tombudu. Sytuacja faktycznie sporna – jedna z tych w których sędzia mógł, ale nie musiał gwizdnąć.
Tombud zaczął odrabiać straty w 15 minucie po golu Wojciecha Szczepanka. Jeszcze ciekawiej zrobiło się dwie minuty później, gdy „komputerowcy” popełnili czwarte przewinienie, a w konsekwencji zarządzono rzut karny, który na bramkę zamienił W. Szczepanek. Kilkadziesiąt sekund później sytuacja się powtórzyła i było już 4:3, a to sprawiło, iż wydawało się, że Tombud jednak dogoni przeciwnika. Ale Computec utrzymał nerwy na wodzy – sfaulował tylko raz (Wojciech Szczepanek minutę przed końcem nie zdołał po raz trzeci pokonać Eugeniusza Koły), a na dodatek S. Zapart w 21 minucie zdobył jeszcze jedną bramkę pieczętując zasłużona wygraną swojej drużyny.
Fragmenty spotkania Tombud - Computec
Pomimo porażki Tombud, mający po pierwszej rundzie 25 punktów, utrzymał się na szczycie tabeli, jednak jego przewaga nad drugim Sprickiem jest symboliczna i wynosi zaledwie jeden punkt. Computec jest czwarty, ale ma taki sam dorobek co poprzedzający go Teatr Marzeń (21).
Dzień wcześniej Tombud stracił pierwsze punkty w turnieju. Dodatkowo mecz z Kico był zaledwie drugim spotkaniem w tej edycji, gdy żadna z drużyn nie zdobyła ani jednego gola. Jednak pomimo tego 24-minutowa rywalizacja dostarczyła wielu, na szczęście pozytywnych, emocji. Szansę na objęcie prowadzenia miały obydwie drużyny, które wielokrotnie posyłały piłkę w światło bramki, ale pomiędzy słupkami znakomicie spisywali się bramkarze, którzy ani razu nie popełnili błędu za który zostaliby ukarani. Co prawda kilkukrotnie sprzyjało im również szczęście, ale to podobno sprzyja lepszym. W każdym razie nikt nikogo nie „ukłuł” i mecz zakończył się sprawiedliwym remisem.
W jedenastej kolejce „zamki” spotkały się z Euro-boxem. Chciałoby się napisać, że wynik był sprawą otwartą, jednak to stwierdzenie nie do końca byłoby prawdziwe. Kico bez większego wysiłku wygrało 8:0. Trzy bramki zdobył Marcin Kwapisiewicz, a jego drużyna zajmuje piątą pozycję w tabeli.
Dzień wcześniej Euro-box również nie zdobył punktów. Gładko przegrał z Klubem Galeria 0:7, chociaż gdyby fortuna im sprzyjała, to mogliby zdobyć 2-3 bramki. Niestety…
Połowicznie udany weekend mieli „piekarze”. W dziesiątej kolejce wyraźnie pokonali Żar Oil&Rejmar (5:1), który już chyba pogodził się z tym, że czternasta edycja turnieju nie będzie udana. „Olejarze” zagrali bez zmienników i z upływem minut brak zmian dawał się we znaki. Wykorzystali to zawodnicy Piekarni Balcewicz, którzy pięciokrotnie umieścili piłkę w siatce przeciwnika. Aż czterokrotnie uczynił to Paweł Mueller.
W niedzielę „piekarze” zmierzyli się z „aktorami”, którzy poprzedniego dnia pauzowali. Odpoczynek posłużył, o czym może świadczyć aż dziesięć zaaplikowanych Piekarni bramek z których cztery potężnymi bombami ustrzelił Ireneusz Baczyński.
O niefarcie nadal mogą mówić zawodnicy Seco Warwick. W sobotę wydawało się, że zdobędą chociażby jeden punkt, ale nic z tego nie wyszło. Przeciw Sprickowi zagrali odważnie i nieustępliwie. Co prawda w szóstej minucie do bramki „pieców” trafił Robert Brejdak, ale później przez długie minuty „rowerzyści” nie byli w stanie zrobić krzywdy rywalowi. A ten atakował z coraz większą furią. Wysiłki zostały nagrodzone w 19 minucie, gdy wyrównał Michał Gendera. Jednakże Seco chciało więcej i nadal atakowało. Im się nie udało, ale Sprickowi i owszem. W 22 minucie drugą bramkę zdobył R. Brejdak, a sekundy przed ostatnią syreną wynik na 3:1 ustalił Arkadiusz Krasucki.
W niedzielę Seco zmierzyło się z „olejarzami”. Wydawało się, że „piece” są w stanie w końcu zanotować korzystny wynik. Nic z tego. Żar objął prowadzenie w 11 minucie (Piotr Maczalski) i nie oddał go już do końca. Co prawda sam nic więcej już nie ustrzelił, ale nie pozwolił tego zrobić również przeciwnikowi, który dwoił się i troił stwarzając sobie okazje, których tradycyjnie nie potrafił wykorzystać.
Humory nie dopisują również zawodnikom z Winnego Grodu. Po sobotniej porażce z „komputerowcami” następnego dnia przyszła kolejna. Tym razem ze Sprickiem, który strzelił trzy bramki (wszystkie autorstwa Roberta Brejdaka) tracąc tylko jedną. To, że „złoci” zdołali zdobyć zaledwie jednego gola „rowerzyści” zawdzięczają swojemu bramkarzowi Janowi Popielowi, który po prostu szalał broniąc w niemożliwych sytuacjach. Gdyby nie jego umiejętności Sprick na pewno nie wygrałby tego spotkania, bo Golden zagrał naprawdę dobrze. Zresztą zdecydowaną większość spotkań tej drużyny ogląda się z przyjemnością, a patrząc na umiejętności jej zawodników aż dziw bierze, że są dopiero na siódmym miejscu. Ale kto powiedział, że piłka jest sprawiedliwa?
W następny weekend rozpoczyna się runda rewanżowa. Niezrzeszeni wybiegną na parkiet tylko w niedzielę (22 stycznia). Na pewno nie będzie to kolejka hitów, ale miejmy nadzieję, że chociaż część spotkań będzie ciekawa. Interesujący powinien być chociażby pojedynek Spricka z Klubem Galeria. Początek spotkań o godzinie 17-tej.