Przez niemal dwa lata świebodzińscy strażacy musieli się obejść bez wozu ratownictwa technicznego, który od A do Z spełniałby ich wymagania. Teraz sytuacja wraca do normy.
Strażacy stracili wóz ratownictwa technicznego 18 stycznia ubiegłego roku. Samochód z ratownikami jechał w tym dniu do wypadku do którego doszło na odcinku drogi pomiędzy miejscowościami Skąpe – Cibórz, gdzie osobowy Fiat Siena uderzył w przydrożne drzewo. Gdy strażacy dojeżdżali na miejsce ich wóz po wyjściu z zakrętu wpadł w poślizg na śliskiej po nocnej gołoledzi i nieposypanej drodze (przed zakrętem droga była mokra ale nie oblodzona). Auto przestało reagować na jakiekolwiek ruchy kierownicą i sunęło po drodze. Bokiem uderzyło w Fiata, a następnie stroną kierowcy w drzewo. Strażak prowadzący auto został ranny. Do szpitala przetransportował go śmigłowiec. Przez niemal pół roku był na zwolnieniu. Obecnie jest już na emeryturze.
Na miejsce jechał jeszcze jeden strażacki samochód. Jego kierowca miał więcej szczęścia, bowiem auto udało się wyprowadzić z poślizgu. Ten manewr nie udał się kierowcy karetki pogotowia, która nadjechała po chwili. Samochód uderzył w Fiata dociskając go do rozbitego wozu ratownictwa technicznego. Na szczęście uderzenie nie było zbyt silne i karetka nie została zbyt mocno uszkodzona.
Na pierwszy rzut oka widać było, że strażackie auto nie nadaje się do użytku, a jego przeznaczeniem jest złomowisko. Faktycznie tak się stało. Na szczęście zbyt mocno nie ucierpiał przewożony w nim specjalistyczny sprzęt ratowniczy (udało się go naprawić we własnym zakresie). To było prawdziwe szczęście w nieszczęściu, ale problemy pozostały, bo przecież jednostka została bez auta, które faktycznie wykorzystywane było do ratowania ludzkiego życia. Co prawda na stanie jednostki jest jeszcze jedno niemal identycznie wyglądające Iveco, jednak charakterystyka tego auta jest inna. Samochód jest gorzej wyposażony, a na dodatek posiada zbiornik wodny. To z kolei sprawia, że zmieści się w nim mniej sprzętu. Trzeba było szukać innych, tymczasowych rozwiązań. To na szczęście się udało. Szybko przystosowano auto kwatermistrzowskie VW Transporter, w którym udało się upchnąć sprzęt. Jednak o pracy w dobrych warunkach nie było mowy. W porównaniu z Iveco auto jest po prostu ciasne. Wiadomo było, że trzeba czynić starania o nowy wóz. Tym bardziej, że Transporter wypakowany sprzętem jeździł na granicy dopuszczalnego obciążenia.
- Nie mieliśmy od razu środków finansowych, które mogłyby zostać przeznaczone na kupno nowego podwozia i przeprowadzenie remontu - opowiada zastępca Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Świebodzinie mł. bryg. Dariusz Paczesny. – Jednak zabiegi o odtworzenie samochodu ratownictwa technicznego zostały podjęte natychmiast. Komendant rozmawiał w tej sprawie m.in. z komendantem głównym PSP i ze starostą – opowiada D. Paczesny. – Na szczęście przyniosło to pozytywne efekty. Komenda Główna przeznaczyła na odtworzenie auta 100 tys. złotych, a starostwo 30 tys. złotych. Resztę wygospodarowaliśmy ze środków własnych. Całość kosztowała prawie 160 tys. złotych – mówi mł. bryg. Paczesny. 117 tys. wydano na podwozie z kabiną. Pozostałe pieniądze przeznaczono na remont zabudowy, bowiem wykorzystano tą z rozbitego auta. – Wykorzystaliśmy to, co udało się odtworzyć – informuje zastępca komendanta.
Całość dotarła do Świebodzina w połowie ubiegłego tygodnia. W piątek prowadzono jeszcze drobne prace adaptacyjne, które sprawiły, że auto weszło do tzw. podziału bojowego i będzie wykorzystywane do ratowania ludzkiego życia.
Auto ma lepsze parametry od tego, który został zniszczony w wypadku. Ivecowyposażone jest w trzylitrowy silnik o mocy 170 koni mechanicznych. Posiada 6-biegową skrzynię oraz systemy ABS, ASR, EBD, ESP. Wyposażone jest także w klimatyzację, co nie jest bez znaczenia, szczególnie w okresie letnim, oraz w poduszkę powietrzną kierowcy.
Styczeń 2009. Rozbite auto strażackie