Pogoń Świebodzin wraca z Królewskiej Woli bez punktu. Po wyrównanym meczu świebodzińscy piłkarze ulegli Gawinowi 1:0, a jedyna bramka padła w ostatniej minucie pierwszej połowy. Gola zdobył po wrzutce z prawej strony Janus po strzale…ręką, czego sędzia prowadzący zawody nie zauważył i bramkę uznał. W pierwszej odsłonie gry Pogoń nastawiona była na grę z kontry, co było założeniem trenerów Buczyńskiego i Sobczaka, którzy zdawali sobie sprawę, że otwarta konfrontacja z wiceliderem może by zabójcza. Zawodnicy gospodarzy dłużej utrzymywali się przy piłce jednak nic z tego nie wynikało do feralnej 45 minuty. W trakcie pierwszej połowy goście zagrozili bramce Gawinu kilkakrotnie, m.in. dobrą okazję stworzył duet Ekiert – Wolak, jednak za każdym razem bramkarz nie pozwolił aby piłka przekroczyła linię bramkową.
Po stracie bramki „do szatni” nie było już wyboru i trzeba było podjąć otwartą grę. W akcjach ofensywnych Pogoni uczestniczyła większa liczba zawodników niż przed przerwą. Według trenera Sylwestra Buczyńskiego nasi piłkarze prowadzili wyrównany pojedynek i wcale nie było widać, że Gawin jest na drugim miejscu w tabeli, a Pogoń również druga, tyle że od końca. Goście stworzyli parę dogodnych sytuacji, które mogły doprowadzić do wyrównania. Dobrą okazje miał m.in. Tresor Kayikula oraz Łukasz Kołodyński, ale ich ataki okazały się bezowocne. Gdyby Pogoni udało się wykorzystać wszystkie stworzone przez siebie sytuację mogłaby nawet wrócić do Świebodzina z trzema punktami. Niestety, świebodziński trzecioligowiec ma nadal na swoim koncie jedynie 20 punktów, jego sytuacja na sześć kolejek przed końcem sezonu jest co najmniej nieciekawa.
W przyszłą sobotę Pogoń zagra na własnym terenie z Rakowem Częstochowa, który po wpadce z przedostatniej kolejki (przegrał wówczas z Gawinem 1:3) wygrał dzisiaj na wyjeździe z Arką Nowa Sól 1:4. Nikt by się nie pogniewał, gdyby Raków zaliczył kolejną wpadkę. Tym razem w Świebodzinie.