W miniony piątek w Sądzie Rejonowym w Świebodzinie rozpoczął się proces przeciwko 32-letniemu ratownikowi Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którego prokuratura oskarża o przyczynienie się do tragicznej śmierci 44-letniej świebodzinianki.
Przypomnijmy: do tragedii doszło 18 maja ubiegłego roku na jeziorze Niesłysz w pobliżu miejscowości Przełazy, gdzie jedna z lokalnych firm zorganizowała imprezę integracyjną dla swoich pracowników. W jej trakcie 32-letni ratownik Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego przewoził po akwenie uczestników imprezy. W czasie trzeciego kursu, gdy motorówka podpływała do pomostu, uderzyła w niego. Mężczyzna oraz dwie kobiety, wypadły za burtę. 44-letnia mieszkanka Świebodzina dostała się w obszar pracy śruby. W wyniku doznanych obrażeń poniosła śmierć na miejscu.
W miniony piątek (1 marca) w Sądzie Rejonowym w Świebodzinie odbyła się pierwsza rozprawa. Trwała zaledwie godzinę. W tym czasie po załatwieniu spraw proceduralnych, asesor prokuratury rejonowej w Świebodzinie Monika Bogacz, odczytała akt oskarżenia przeciwko Mateuszowi P. który feralnego dnia prowadził motorówkę.
Prokuratura zarzuca mu m.in., że nie założył na rękę zrywki, której wyrwanie, w przypadku wypadnięcia za burtę, odcięłoby zapłon i unieruchomiło silnik. Prokuratura twierdzi również iż podczas manewru dobijania do pomostu oskarżony prowadził łódź z nadmierną prędkością minimum 30 km/h, w wyniku czego stracił panowanie nad łodzią i uderzył prawą stroną o pomost. Tak twierdzą również świadkowie.
Oskarżony nie przyznał się do winy, odmówił również składania wyjaśnień. Jego wcześniejsze zeznania odczytał prowadzący sprawę sędzia Kamil Zawistowski. Oskarżony przedstawił w nich swoją wersję zdarzenia. Przekonywał m.in., że zrywka, która powinna unieruchomić silnik po wypadnięciu sternika za burtę, wcale nie musiała być przymocowana do jego dłoni. Jak twierdził wystarczyło, że była przymocowana do kurtki, którą zaprezentował obrońca oskarżonego Sebastian Kujacz. Oskarżony twierdził także, że wcale nie chciał dobijać do pomostu.
- Całkowicie popieramy akt oskarżenia, który złożyliśmy w tej sprawie. Będziemy się przysłuchiwać zeznaniom świadków. Po przeprowadzeniu całego postępowania sądowego, będziemy się zastanawiać o jaką karę będziemy wnosić – informuje prokurator rejonowy w Świebodzinie, Ewa Grześkowiak, która odniosła się również do kwestii zrywki, podnoszonej przez oskarżonego. - W tym zakresie oparliśmy się w głównej mierze na opinii biegłego, który został w tej sprawie powołany. Zinterpretowaliśmy to oczywiście tak, jak podał to biegły. Jest to logiczne, że ta zrywka powinna być na ręku. Trudno uznać, za uzasadnione twierdzenie, że mogła być przyczepiona do części odzieży. Nawet człowiek niezwiązany ze sportami wodnymi może się domyślić, że mogłoby to być niebezpieczne.
W piątek nie przesłuchano powołanych świadków. Ci będą zeznawać na rozprawach, które zaplanowano na 11 i 12 kwietnia.