Od częściowego zawalenia się baszty przy ulicy Wałowej w Świebodzinie minął niemal rok. W dzień po katastrofie, która nastąpiła 21 kwietnia ubiegłego roku, basztę ogrodzono barierkami i metalowym płotem. Od tego czasu przy samej baszcie nie zrobiono nic. Trwa jedynie wymiana korespondencji.
Przypomnijmy - do katastrofy budowlanej doszło 21 kwietnia. Budowla pękła w centralnej części. Powstała wyrwa biegnie od szczytu aż do ziemi. Cegły i kamienie, którymi wypełniona była konstrukcja, zostały rozrzucone dookoła. Na polecenie Władysława Rudowicza, Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, teren został zabezpieczony wspomnianymi barierkami i płotem. Od tego czasu miejsce to wygląda tak, jak w dzień po katastrofie.
Od samego początku było jasne, że miasto, które jest właścicielem obiektu, nie może z własnej inicjatywy przystąpić do jego odbudowy. Powodem naturalnie jest to, iż jest on zabytkowy, a w takich przypadkach decydujące zdanie w kwestii odbudowy ma Lubuski Wojewódzki Konserwator Zabytków. To właśnie po konsultacjach z konserwatorem miasto miało przygotować odpowiedni projekt.
Jednak zanim ten powstał niezbędne było wykonanie ekspertyz, które miały dać odpowiedź na to w jakim dokładnie stanie jest baszta i co było przyczyną katastrofy.Ekspertyza została wykonana w czerwcu. Okazało się, że częściowe zawalenie się baszty spowodowane było niewłaściwym wykonaniem remontu, który przeprowadzono w latach 60-tych, po tym jak budowla „rozsypała” się w bardzo podobny sposób. Wówczas wyrwa obudowana została cegłami, a do wnętrza nasypano piachu, kamieni i gruzu. Nie zastosowano żadnych wiązań. Efekty niewłaściwego wykonania wyszły po kilkudziesięciu latach.
Ekspertyzę przesłano do konserwatora w czerwcu ubiegłego roku. Miasto wystąpiło jednocześnie o określenie sposobu odbudowy. Odpowiedź nadeszła miesiąc później. Na jej podstawie miasto zleciło wykonanie projektu zgodnie z zaleceniami konserwatora. Zapewne wszystko poszłoby w miarę sprawnie, gdyby nie to, że w styczniu Lubuski Wojewódzki Konserwator Zabytków przysłał kolejne pismo w którym prosi o uzupełnienie dokumentacji i wykonanie dodatkowych analiz. Pismo nadeszło w chwili, gdy niemal wszystkie dokumenty i opracowania których poprzednio domagał się konserwator były gotowe. Teraz dodatkowo trzeba było rozszerzyć ich zakres. Miasto nie miało innego wyjścia i zleciło wykonanie dodatkowych prac projektowych. W pierwszej połowie maja ma być gotowa kompletna dokumentacja, włącznie z pozwoleniami na budowę i kosztorysami.
Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to na przełomie maja/czerwca będzie można ogłosić przetarg na wykonanie remontu, który powinien ruszyć jeszcze w miesiącach letnich.
W latach 60-tych baszta również uległa częściowemu zawaleniu. foto: PP Pracownie Konserwacji Zabytków O/Szczecin.