Szaleństwo? Odwaga? Czy może chęć hartowania organizmu, dla zapewnienia lepszego zdrowia? Wraz z grupą młodych ludzi wybraliśmy się do Wilkowa, którzy zanurzyli się w lodowatych wodach miejscowego jeziora.
Sobotni poranek. Termometry wskazują około dziesięciu stopni poniżej zera. To jednak nie zraża trójki śmiałków ze Świebodzina, którzy pracowicie piłą łańcuchową tną lód przy pomoście na jeziorze Wilkowskim. Co prawda przerębel został przygotowany już poprzedniego dnia, jednak niskie temperatury sprawiły, że ponownie utworzyła się czterocentymetrowa warstwa lodu. Po dłuższej chwili wszystko jest gotowe i troje młodych ludzi zanurza się w lodowatej wodzie. Nie bez oporów – przełamać się musi dziewczyna, która morsuje po raz pierwszy. Jednak po chwili i ona znajduje się w wodzie.
- Morsuję już od trzech lat. To kwestia przełamania się. Jeżeli ktoś już raz się zdecyduje, to później już do tej zimnej wody wchodzi. Po pewnym czasie zaczyna się to bardzo lubić, a gdy dłuższy czas się nie morsuje, to zaczyna tego brakować – przekonuje Dominik Konstanty, który dodaje, że do zimowych kąpieli najlepiej zacząć się przygotowywać już jesienią, gdy temperatura powietrza jest jeszcze wyższa od wody. Zimą jest odwrotnie.
- Tuż przed wejściem do wody, powinniśmy się rozgrzać. Potem wejść do wody maksymalnie na dziesięć sekund, aby to był taki impuls zimna. Potem trzeba wyjść z wody, trochę pobiegać i ewentualnie zamoczyć się raz jeszcze. Szybko się ubrać, aby ciało nie traciło temperatury. To jest prawidłowe, zdrowotne morsowanie. Organizm się hartuje, poprawia się metabolizm, krążenie, poprawia się nawet przewodnictwo nerwowe. Człowiek o wiele lepiej się czuje – przekonuje D. Konstanty.
- Było fajnie. Polecam wszystkim. W stopy trochę jest zimno, ale nie jest tak źle. Spróbujcie – zachęca Aleksandra Szczerban, która morsowała po raz pierwszy. Spróbujecie?