Kontynuuj
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".
Koniec rundy eliminacyjnej XI Turnieju Niezrzeszonych jest na wyciągnięcie ręki. Zostały już tylko dwa starcia. Część ekip po rozegraniu dziesiątej i jedenastej kolejki już wie, czy zagra w grupie zielonej czy też czerwonej. Jednak sporo jest takich, których sytuacja nie jest jeszcze jasna, a to zapowiada spore emocje w najbliższy weekend, ale i w ten ich nie brakowało. Choć można się było spodziewać większych.
Bez wątpienia trzeba odnotować pierwsze historyczne zwycięstwo Seco Warwick, które w niedzielę pokonało Sprick Rowery. Tym samym nie ma już w stawce drużyny, która chociażby raz nie poczuła smaku zwycięstwa. Mecz miał dramatyczny przebieg. Po bramce Pawła Sota i dwóch trafieniach Marcina Matejko Seco schodziło na przerwę z trzybramkowym prowadzeniem, co musiało budzić spore zdziwienie, bo przecież zawodnicy Spricka chłopcami do bicia nie są. Jednak mocno przetrzebiony skład na niedzielny pojedynek zrobił swoje. Pomimo to pięć minut po przerwie Jerzy Borowiak w odstępie kilkudziesięciu sekund zdołał strzelić dwa gole i sytuacja zrobiła się ciekawa. Jednak chwilę później swoje trzecie trafienie zaliczył M. Matejko i Seco znów odskoczyło na dwie bramki. Ale rowerzyści nie mieli zamiaru się poddawać i dalej parli naprzód. Opłaciło się. Na dwie minuty przed ostatnią syreną bramkarza Seco pokonał Jerzy Kaźmierczak dając swoim kolegom nadzieję na chociażby remis. Sprick dosłownie rzucił się na bramkę rywala, angażując w swoje ataki nawet bramkarza. I to zostało ukarane – 5:3. Przegrana mocno skomplikowała sytuację rowerzystów. Gdyby wygrali z Seco, to z 18 punktami byliby w zielonej strefie, a tak z trzema mniej są pod kreską. Wszystko rozstrzygnie się w przyszły weekend w meczach z Vivą i piekarnią Balcewicz. Seco dzięki zwycięstwu opuściło ostatnie miejsce w tabeli, ustępując Enei, której nie udało się zapunktować w ten weekend – w sobotę 0:1 z Eltermą, a dzień później 1:0 z Kico. Przegrane nieznaczne, ale punktów nie ma.
Kico poza wygraną z elektrykami, zaliczyło w sobotę porażkę ze Sprickiem 3:2, chociaż do przerwy prowadziło 1:2. Niestety dla nich, po przerwie strzelał już tylko Sprick. Gdyby udało się im wygrać to spotkanie, to szansa na pierwszą siódemkę jeszcze by była. Teraz już pozostały jedynie rozważania teoretyczne.
Na granicy ciągle jest Keri, które raz jest pod kreską, a raz tuż nad nią. Po sobotniej kolejce, gdy musiało uznać wyższość Computeca (1:2), było pod, ale po niedzielnej wygranej z Żar-Oil (0:3) wskoczyło na siódmą pozycję i wydaje się, że już jej nie odda, tym bardziej, że dwaj ostatni rywale są zdecydowanie do ogrania – Kico i Elterma. Ale z tą ostatnią łatwo nie będzie, bowiem Elterma ma jeszcze o co walczyć. Aktualnie z 14 punktami jest na dziewiątej pozycji i zapewne zrobi wszystko, żeby w rundzie finałowej zagrać wśród najlepszych. Ale to będzie bardzo trudne zadanie, bo oprócz Keri będzie musiała zdobyć punkty w meczu z Axisem, a to na pierwszy rzut oka wydaje się karkołomnym zadaniem. Dużo tu zależy od samych komputerowców. Jeżeli znów zbyt luźno podejdą do kompletowania składu, jak w ten weekend, a szczególnie w niedzielę, to Elterma po wspięciu się na wyżyny swoich umiejętności i odrobinie szczęścia może Axisowi punkty zabrać. Tak jak zrobił to w niedzielę Computec, który pierwszą i jedyną bramkę meczu zdobył już w pierwszej minucie. Axis starał się zagrozić bramce rywala, ale z biegiem czasu zawodnicy widocznie opadali z sił (tylko jeden rezerwowy) i chcąc nie chcąc pozwalali „kolegom z branży” na rozgrywanie piłki ograniczając się do sporadycznych kontr, z których kilka mogło zakończyć się powodzeniem. Gdyby nie bramkarz Computeca Eugeniusz Koła wynik spotkania na pewno byłby inny, a tak Axis musi zadowolić się jedynie jednym punktem zdobytym w sobotę – 0:0 ze Studiem Efekt.
Fragment spotkania Computec –Axis (2,10 min. 4,96 mb)
Ten mecz miał być hitem dziesiątej kolejki, bowiem przed jego rozpoczęciem obydwa zespoły miały na swoim koncie po 20 punktów i każdemu z nich zależało na odskoczeniu rywalowi. Nikomu się nie udało. Mecz był po prostu nieciekawy i rozczarowujący. Wystarczy powiedzieć, że było to pierwsze spotkanie w tej edycji turnieju, które zakończyło się bezbramkowym remisem. Podział punktów był sprawiedliwy – żadna z ekip nie zasłużyła na zwycięstwo.
Ale w niedzielę Studio, w przeciwieństwie do Axisu, wróciło do równowagi i zagrało świetny mecz z Tombudem. Momentami wióry leciały z parkietu. Było ostro, ale na szczęście bez zbędnej dawki negatywnych emocji. Obydwie ekipy grały dobrze i co jakiś czas napastnikom udawało się oddać celny strzał na bramkę rywala, ale bramkarze robili to co do nich należy. Do czasu. Tuż przed przerwą z ostrego konta mocno, a co najważniejsze celnie uderzył Paweł Oświecimski – 1:0. W drugiej odsłonie Tombud starał się odrobić straty i kilka razy był naprawdę blisko. Przez długie minuty „siedział” na połowie efekciarzy, którzy mieli spore problemy z wyprowadzeniem ataku i zmuszeni byli do gry z kontry. Przy tym umiejętnie się bronili. To się opłaciło, bo na dwie minuty przed ostatnią syreną wyprowadzony kontratak celnym strzałem zakończył P. Oświecimski i Mariusz Kwiatkowski po raz drugi musiał wyciągać piłkę z siatki. O ile zmartwieniem Studia jest to, na jak wysokiej pozycji skończy rundę eliminacyjną, to Tombud musi się martwić tym, czy w ogóle zagra wśród najlepszych siedmiu drużyn. Gdyby nie sobotnie zwycięstwo nad Piekarnią Balcewicz (9:0) to już teraz byłby pod kreską. Nie można jednak wykluczyć, że tam się znajdzie. Póki co ma 16 punktów (tyle co 7 Keri) i zajmuje szóste miejsce. Ale ósmy Sprick ma zaledwie o jedno oczko mniej, a dziewiąta Elterma o dwa. Punkty są zawodnikom Tombudu potrzebne jak tlen do życia, a w weekend wcale nie będzie o nie łatwo, bo w sobotę czeka na nich odwieczny rywal – Computec. W niedzielę teoretycznie powinno być prościej, bo przecież Żar-Oil jest zdecydowanie mniej groźny niż „czarne koszule”, ale niespodzianki wykluczyć nie można, bo jak pokazał sobotni mecz, olejarze są zdolni do rzeczy wielkich.
Teoretycznie w pojedynku z BGJ-Trafica olejarze byli skazani na pożarcie i pierwsza połowa zdawała się potwierdzać to twierdzenie. BGJ po prostu nie schodziła z połowy rywala. Nie potrafiła jednak wykorzystać gigantycznej przewagi i gola nie zdobyła. To chyba mocno zmotywowało Żar, który po przerwie strzelił dwie bramki (Józef Ograbek i Tomasz Witkowski). Ale sześć minut, które pozostały do zakończenia spotkania, to aż nadto dla rozwścieczonej Trafici, która zdołała doprowadzić do remisu. Trochę szkoda olejarzy, bo zwycięstwo nad taką drużyną byłoby wielkim sukcesem, a co ważniejsze dawałoby realną szansę na grę w grupie A. Może utracone zwycięstwo wyprowadziło ich z równowagi, bo w niedzielę przegrali z Keri aż 0:3. Choć gdyby nie stracona pechowo pierwsza bramka (rykoszet) to możliwe, że spotkanie ułożyłoby się inaczej. W każdym razie nie zasłużyli na to, aby przegrać tak wysoko.
Swoje, bez oglądania się na innych, robi Viva-Folie, która zainkasowała w weekend komplet punktów. Ale w sobotę łatwo nie było. Seco, które znów grało tylko we czwórkę, postawiło się. Na szczęście przeciwnik zagrał fair wystawiając taką samą liczbę graczy, choć w odwodzie czekała długa ławka rezerwowych. I kto wie, czy właśnie to nie zdecydowało o ostatecznym wyniku, bo do przerwy, póki zawodnicy Seco mieli jeszcze siłę na szybkie bieganie, mecz był w miarę wyrównany. Co prawda to Viva nogami Janusza Obuchanicza jako pierwsza strzeliła gola, ale kilkadziesiąt sekund później wyrównał Jarosław Sot. W drugiej odsłonie zmęczone Seco ograniczyło się głównie do obrony. Nie udało się. Wynik spotkania na 2:1 ustalił Andrzej Hładki. W niedzielę Viva nie miała już żadnych kłopotów i rozjechała piekarzy 10:2. Pięć bramek na swoje konto dopisał J. Obuchanicz, którego już chyba nikt nie zatrzyma w drodze po tytuł najlepszego strzelca. 24 bramki strzelone do tej pory naprawdę robią wrażenie, tym bardziej, że drugi na liście Wojciech Kucharski (Axis) ma ich „zaledwie” dwanaście. 24 punkty dają Vivie trzecie miejsce w tabeli, tuż za Studiem, które ma tyle samo oczek. Przewaga Computeca jest bezpieczna i wynosi 6 punktów.
W najbliższy weekend, wspomniane na początku, dwie ostatnie kolejki pierwszej rundy. Poza meczami Tombud – Computec, Computec – Studio, ciekawie będzie w pojedynkach ekip, które walczyć jeszcze będą o zieloną grupę: Keri – Elterma, czy Sprick – Viva.