Kontynuuj W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".
www.okolicenajblizsze.pl
Komentuj artykuły.     Wyraź swoją opinię.     Dyskutuj z innymi!!      Korzystaj z komentarzy! 

 

  Czwartek, 24 Marzec 2016   Imieniny: 
START / Aktualności / Tombud i Sprick uciekają. Kico i reszta goni A A A     
al|2011-12-12 12:16:14  
TEATR MARZEŃ - TOMBUD
Tombud i Sprick Rowery – to jedyne drużyny w stawce, które nie straciły jeszcze punktów. Co prawda obydwa zespoły mają rozegrane o jedno spotkanie mniej niż najgroźniejsi rywale, ale to raczej działa na ich korzyść. A pozostali? No cóż, ze zmiennym szczęściem.
 
            Niezwykle spokojny weekend mieli zawodnicy Spricka. Nie dość, że w niedzielę pauzowali, to na dodatek w sobotę (10 grudnia) nie musieli się wysilać, aby dopisać na swoje konto kolejne trzy punkty. Inaczej być nie może, gdy przeciwnikiem jest drużyna Euroboxu, która po raz kolejny nie zdobyła ani jednego punktu. Tym razem dała sobie wbić aż dziesięć bramek, ale i jedną, nogami Łukasza Hinza, strzeliła.
            Następnego dnia znów trzeba było pogodzić się z porażką. Egzekutorem została drużyna „olejarzy”, która zwyciężyła 6:1. Cztery gole w tym spotkaniu zdobył Janusz Obuchanicz. Pocieszające jest to, że w grze Euroboxu widać poprawę. Całość jest nieco lepiej poukładana, a zespół potrafi stwarzać sobie sytuacje bramkowe. Co prawda jest kłopot z ich wykorzystywaniem, jednak postęp jest widoczny, a to już powód do radości.
            Zwycięstwo nad Euroboxem zaspokoiło głód punktów, jaki mieli „olejarze” po sobotniej sromotnej klęsce 0:5 z Tombudem. Tak wysoki wynik zaskoczył chyba wszystkich, choć mecz na pewno nie rozczarował. Był szybki i ostry. Już po pięciu minutach gry obydwie ekipy miały na swoim koncie po trzy faule i wiadomo było, że każdy następny będzie skutkował przedłużonym rzutem karnym. Tak się stało w 7 minucie, gdy pierwszą bramkę, właśnie z karnego, zdobył Wojciech Szczepanek. Dwie minuty później na listę strzelców wpisał się Artur Jocz. Po przerwie Tombud kontynuował koncertową grę. Kolejne dwie bramki, w tym jedną z rzutu karnego, ustrzelił W. Szczepanek, a jedno trafienie dołożył Remigiusz Horodyski. Przewaga Tombudu nie podlegała dyskusji, choć chyba Żar nie zasłużył aż na tak wysoka porażkę.
            W niedzielę Tombud znów zdobył pięć bramek, choć precyzyjniej byłoby powiedzieć, że zdobył je Wojciech Szczepanek, który chyba raczej nie może liczyć na sympatię zawodników z Teatru Marzeń, który nie strzelając żadnej bramki „poległ” 0:5. Wynik byłby mniej okazały, gdyby „aktorzy” zagrali czyściej. Aż trzy bramki padły po rzutach karnych, które były konsekwencją zbyt wielu przewinień zawodników Teatru. Tombud wskoczył na fotel lidera i na pewno zrobi wszystko aby z niego nie schodzić do samego końca. Z kolei Wojciech Szczepanek również najpewniej będzie robił wiele, aby zostać królem strzelców. Aktualnie ma na swoim koncie już trzynaście trafień (najwięcej) i kto wie, być może to właśnie on otrzyma puchar dla najlepszego strzelca, który ufunduje nasza redakcja.
            Ze zmiennym szczęściem zagrała ekipa z Zielonej Góry. W sobotę, po całkiem ciekawym meczu, wygrała z Piekarnią Balcewicz 3:1, chociaż to właśnie Golden Team musiał gonić wynik, gdy w siódmej minucie „piekarzy” na prowadzenie wyprowadził Leszek Kołacz. Jednak później strzelali już tylko „złoci”, którzy początkowo rozczarowali swoją grą. Ukłony należą się Piekarni, która do spotkania podeszła niezwykle ambitnie i początkowo wręcz rzuciła się na rywala. Jednak pary do końca nie wystarczyło.
            W niedzielę zielonogórzanie mieli już bardziej wymagającego przeciwnika – Kico, które zagrało koncertowo. Co ciekawe na ławce rezerwowych siedział jedynie zmiennik bramkarza, a tym samym w trakcie meczu „zamki” nie dokonały żadnych zmian. Okazało się, że wyszło im to na dobre, pomimo tego, że to właśnie oni musieli gonić rywala, który po strzale Jacka Witkowskiego wyszedł na prowadzenie w drugiej minucie. Jednak na przerwę to Kico schodziło prowadząc (dwie bramki Dariusza Dziadkowskiego). Siedem minut przed końcem, wynik spotkania na 3:1 ustalił Wojciech Kucharski. Warto wspomnieć, że było to najczystsze ze wszystkich dotychczas rozegranych spotkań. W jego trakcie nie było ani jednego faulu.
            Dzięki zwycięstwu „zamki” podskoczyły w tabeli na trzecie miejsce (po sobotniej kolejce spadły na czwarte). Wszystko przez niespodziewaną sobotnią porażkę z Klubem Galeria, który postawił się jednemu z pretendentów do tytułu. „Klubowicze” rozpoczęli znakomicie. Już w pierwszej minucie dzięki bramce Andrzeja Puchacza wyszli na prowadzenie. Wydawało się, że gol dla Kico jest jedynie kwestią czasu, ale pomimo tego, że zawodnicy tej drużyny dwoili się i troili stwarzając wiele sytuacji bramkowych, w tym co najmniej trzy „setki”, to jednak gola nie zdobyli. Na domiar złego stracili drugiego, ale to już dosłownie na sekundy przed końcem, co było konsekwencją postawienia wszystkiego na jedną kartę, gdy zdecydowali się na wycofanie bramkarza, którego zastąpił Marcin Kwapisiewicz. Mówiąc szczerze po Kico można było oczekiwać większego tempa gry, choć nie można również powiedzieć, że zawodnicy „zamków” snuli się po boisku. Po prostu w poprzednich spotkaniach przyzwyczaili nas do szybszych akcji.
            Nienajlepsze nastroje nadal panują u „komputerowców”, którym niedzielne zwycięstwo nad „klubowiczami” tylko nieco poprawiło humory. Ale z czego tu się cieszyć, gdy chce się grać o najwyższe laury, a tutaj niewiele wychodzi, a na dodatek doznaje się wysokich porażek, co boli na pewno bardzo mocno. Właśnie tak było w sobotę w spotkaniu z Teatrem Marzeń, który był po prostu lepszy. Znakomicie zagrała cała drużyna, a swój dzień miał Marcin Szymański, który rozpoczął i zakończył zdobywanie bramek dla swojej drużyny – w sumie strzelił trzy. Po pierwszych dwunastu minutach, właśnie po bramkach młodego dżokera „aktorzy” prowadzili 2:0. Kolejne trafienie wpisał na swoje konto, czego zdecydowanie wolałby nie robić, bramkarz Computeca Eugeniusz Koła, który przypadkowo „wykończył” akcję M. Szymańskiego, pakując piłkę do własnej bramki. Po tej akcji „komputerowcy” wycofali bramkarza, którego tradycyjnie zastąpił Maciej Mikołajewski. Takie posuniecie poskutkowało jedynie utratą dwóch kolejnych bramek. Jedną z nich zdobył Józef Jastrzębski, który zaliczył również świetną asystę przy pierwszej bramce. Computec honorowego gola strzelił z rzutu karnego na trzy sekundy przed końcem (M. Mikołajewski) ustalając wynik spotkania na 5:1. Nie pomogły więc nowe białe stroje, ani pełna ławka rezerwowych.
            W niedzielę nastąpiło odbicie, choć Computec znów został postawiony pod ścianą. Już w czwartej minucie piękną bombą popisał się Patryk Podwyszyński i Klub Galeria prowadził. Niedługo, bo zalewie po dwóch minutach, wyrównał Krzysztof Hildebrand, a przed przerwą „komputerowców” na prowadzenie wyprowadził Sebastian Chudy. Na szczęście to nie był koniec emocji. W 15 minucie, grający ambitnie „klubowicze” zdobyli dwie bramki (Mariusz Hoffman i Jan Osuch). Computec nie miał wyjścia i znów zagrał va banque wycofując bramkarza. Tym razem takie posunięcie opłaciło się – w 23 minucie wyrównał Paweł Łapkowski, a po kilkudziesięciu sekundach bramkę na 4:3 zdobył Wiesław Zwęgrodzki, dając swojej drużynie pierwsze (!) punkty w obecnej edycji turnieju. Computec po pięciu kolejkach jest na dziewiątej pozycji, a Klub Galeria, który przegrał na własne życzenie, jest na miejscu szóstym.
  
 
 
 
 

Fragmenty spotkania Klub Galeria – Computec
 
 
            Nadal nie wiedzie się ekipie Seco Warwick, która po sobotniej pauzie następnego dnia zmierzyła się z Piekarnią Balcewicz i znów przegrała. Po jedenastu minutach „piekarze” po bramkach Pawła Muellera prowadzili już 2:0. Ale chwilę przed syreną oznajmiająca przerwę dystans zmniejszył Marcin Matejko, a na początku drugiej połowy wyrównał Miłosz Mazur i wszystko zaczęło się od nowa. „Piekarze” poirytowani takim obrotem sprawy rzucili się na rywala. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 16 minucie znów trafił P. Mueller. Radość trwała tylko dwie minuty, bowiem po strzale Michała Gendery „piece” ponownie dogoniły Piekarnię. Status quo „zniszczył” w 23 minucie, nie kto inny jak Paweł Mueller zapewniając swojej drużynie zwycięstwo 4:3.
 
            Kolejne emocje już w najbliższy weekend. Hitem na pewno będzie spotkanie „na szczycie”, czyli Sprick Rowery – Tombud. Ciekawie zapowiadają się również pojedynki Teatru Marzeń z Kico, czy Żar Oil&Rejmar – Computec. Zresztą te dwie ekipy będą miały bardzo ciężki weekend – Żar w niedzielę zagra z Kico, a Computec ze Sprickiem. W sobotę zaczynamy o 17-tej, a w niedzielę godzinę wcześniej. Będą to ostatnie kolejki w tym roku, następne mecze dopiero 7 stycznia.
Powrót
KOMENTARZE
Wydawca Portalu Regionalnego Okolicenajblizsze.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi użytkowników Forum.
Zgłoś naruszenie regulaminu
Aby pisać komentarze musisz być zalogowany.
Jeżeli jeszcze nie posiadasz konta zapraszamy do rejestracji.
START   |   AKTUALNOŚCI   |   REKLAMA   |   KONTAKT   |   
 Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright © Okolicenajblizsze.pl
Powiadom znajomego