Mnóstwo wylanego potu, ogromne zmęczenie, a do tego… uśmiech na twarzy. Tak wyglądali uczestnicy kolejnego Polsko-Niemieckiego Maratonu Fitness, który w minioną sobotę (5 marca) odbył się w świebodzińskiej hali sportowej.
W trakcie sześciogodzinnej imprezy przez halę „przewinęło” się ponad 250 osób dla których ćwiczenia fizyczne są niezwykle ważnym elementem życia, choć naturalnie pojawili się również ci, którzy po prostu byli ciekawi jak taka impreza wygląda i kto wie, być może oni również złapali bakcyla.
Ćwiczyli wszyscy niezależnie od wieku, bo na parkiecie ruszały się kilkuletnie dziewczynki i panie w… słusznym wieku. Nie zabrakło również mężczyzn, choć ci byli w zdecydowanej mniejszości. Pomimo tego starali się nie odstawać od kobiet, którym kręcenie biodrami i rytmiczne podskoki wychodzą przeważnie o wiele lepiej.
Pomimo tego, że przez bite sześć godzin w hali niemal bez przerwy ćwiczono, nikt od nikogo nie oczekiwał, a tym bardziej nie wymagał, żeby przez cały ten czas być w ruchu. Impreza po raz kolejny została pomyślana tak, aby każdy z jej uczestników mógł wybierać w zajęciach, które najbardziej go interesują. A było w czym przebierać – jedni mieli ochotę poćwiczyć Step, inni zmęczyć się przy ćwiczeniach Body Attack, Zumbie, czy Hot Dance i Pilates Dance, a jeszcze inni chcieli sprawdzić się przy wyczerpującym Tae-Bo. Większość ćwiczących nie miała zbyt wielkich kłopotów z utrzymaniem rytmu i poprawnością. Przy każdych ćwiczeniach na rozstawionej scenie pojawiał się instruktor, który pokazywał jak ćwiczenia należy wykonywać. A ci przyjechali z całej Polski oraz z niemieckiego Guben, bowiem impreza była przedsięwzięciem międzynarodowym – partnerem świebodzińskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji było Stowarzyszenie Fitnessclub Guben-Gubin e.V.
Ale uczestnikami imprezy nie byli jedynie mieszkańcy naszego miasta oraz Gubina i Guben. W Świebodzinie pojawili się ponadto maniacy fitness z Żar, Krosna Odrzańskiego i Zielonej Góry. Na parkingu widać było również samochody z rejestracjami z Międzyrzecza, Gorzowa i Nowej Soli.
W tym roku organizatorzy wpadli na świetny pomysł związany z jazdą na rowerze stacjonarnym. Rok temu indoor cycling cieszył się ogromnym zainteresowaniem, a był jedynie jednym z elementów całości, w związku z czym panie musiały się zadowolić tylko godzinną jazdą. Tym razem na rowerach można było „śmigać” bez przerwy, bowiem te ustawiono w hallu i każdy kto miał tylko ochotę, no i oczywiście parę w nogach, mógł pod okiem instruktora wyżyć się fizycznie.
Świetnie, że pomimo niepewnej pogody wypalił spacer z kijkami (nordic walking). Grupa kilku osób wyruszyła przed dziewiątą na ośmiokilometrowy marsz prowadzący przy plaży w Wilkowie, dalej w kierunku Rozłóg, wokół jeziora Trzcinowego i z powrotem pod halę.
W trakcie imprezy można było odwiedzić stoiska ze specjalistycznym sprzętem i odzieżą do ćwiczeń, czy muzyką fitness. Zainteresowani „zahaczyli” o punkt medyczny, gdzie istniała możliwość zmierzenia ciśnienia i tętna. Można było także usłyszeć porady dietetyka oraz Ryszarda Szula obecnego fizjologa GKS Katowice, który w przeszłości współpracował z innymi klubami piłkarskimi (Wisła Kraków, Legia Warszawa) oraz z Robertem Korzeniowskim. R. Szul opowiadał m.in. na temat wydolności. Kto dobrze nadstawił ucha, mógł dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy związanych z tym tematem.
Na zakończenie imprezy wśród jej uczestników, którzy otrzymali wcześniej pamiątkowe koszulki i certyfikaty, rozlosowano nagrody – kosmetyki, płyty z muzyką oraz akcesoria sportowe.