Za dziesięć dni, po uruchomieniu systemu Viatoll, na odcinku drogi ekspresowej S3 przebiegającej m.in. przez teren naszej gminy, samochody ciężarowe nią jadące będą musiały zapłacić za przejazd, a to może spowodować, że na dawną „trójkę”, wrócą tysiące TIRów, których właściciele będą chcieli uniknąć opłat.
Jeżeli tak się stanie, wówczas gmina, która od kilku miesięcy jest właścicielem około dwudziestu kilometrów byłej „trójki”, będzie miała spory problem z rozjeżdżaną drogą i już teraz stara się temu przeciwstawić.
W jaki sposób? Otóż najprostszym (z pozoru) rozwiązaniem jest ustawienie znaków ograniczających ciężar poruszających się drogą pojazdów, np. do pięciu ton. Problem w tym, że prawo nie pozwala właścicielowi drogi na pełna dowolność. Żeby ustawić takie znaki musi być po temu ważny powód. Właśnie dlatego gmina przeprowadza aktualnie badania nośności drogi i przepustów, których nienajlepszy stan uzasadniłyby ustawienie znaków tonażowych.
Przypomnijmy dlaczego dawna droga krajowa nr 3, stała się nagle drogą gminną. Otóż, jedna z ustaw mówi, że w przypadku powstania równoległej drogi niepłatnej (w tym przypadku S3) droga krajowa (była K 3), staje się drogą gminną i to samorząd odpowiedzialny jest za jej utrzymanie. „Szczegółem” jest, że eska była niepłatna tylko przez kilka miesięcy.
- To bardzo perfidne rozwiązanie. Gminy wbrew swojej woli zostały obarczone tą drogą z mocy ustawy. Jej utrzymanie wiąże się z ogromnymi kosztami dla gminy. Jeżeli w grę miałyby wchodzić remonty drogi, to koszty sięgałyby milionów złotych. Nie chcemy dopuścić, żeby te ciężarówki hasały po naszej drodze, a korzystały z nowo wybudowanej drogi.– mówi burmistrz Dariusz Bekisz.
Jeżeli plan uda się zrealizować, to znaki zostaną ustawione jeszcze przed końcem listopada. A co w przypadku, jeżeli nie znajdą się podstawy do ustawienia znaków? – Będzie problem, bo drogi zostaną rozjeżdżone. Wtedy na pewno ograniczymy tonaż, ale dopiero po fakcie, bo mleko zostanie rozlane i będzie pełna podstawa do ustawienia znaków – twierdzi burmistrz Bekisz.
Kolejnym problemem jest bieżące utrzymanie drogi, szczególnie w zimie, która zbliża się wielkimi krokami. Droga owszem będzie odśnieżana i utrzymywana w przejezdności, ale w standardzie drogi gminnej, a nie krajowej. Na to potrzeba około 1,2 mln zł, a gminy po prostu na to nie stać.
A co z zapowiadaną zamianą dróg z innymi samorządami? To rozwiązanie przewidywało w uproszczeniu następujące rozwiązanie – województwo przejmuje dawne „krajówki”, powiaty część dróg wojewódzkich, a gminy w zamian powiatowe (w odpowiednich proporcjach). Włodarze gminy nie mają wielkiej nadziei, że tak faktycznie się stanie. A jeżeli już wejdzie w życie odpowiednia ustawa, to niewykluczone, że będzie ona dotyczyła jedynie dróg, które będą oddawane do użytku już po jej uchwaleniu. – Prawdopodobnie będzie to już zawsze droga gminna. Jeżeli uda się nam ograniczyć przejazdy ciężarówek, to będziemy się starali o nią dbać w zależności od możliwości budżetowych, ale nigdy to już nie będzie droga o takich parametrach jak krajowa – informuje D. Bekisz.
Sprawą, która na pewno interesuje lokalnych przedsiębiorców, jest to, czy ich również dotyczyć będą wprowadzone przez gminę ograniczenia. Owszem, jednak ich samochody będą się mogły poruszać drogami na podstawie indywidualnych zezwoleń.