W ciągu 2-3 tygodni powinna zapaść decyzja w sprawie wyboru firmy, która przejmie świebodziński szpital. Do przetargu ogłoszonego przez starostwo zgłosiły się dwie – notowana na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych EMC Instytut Medyczny z Wrocławia oraz Know How ze Szczecina. Wybrany zostanie również wariant prywatyzacji – dzierżawa, wejście aportem do spółki lub sprzedaż majątku. Decyzję podejmą w połowie września, odpowiednią uchwałą, radni powiatowi. Na razie większość osób, od których zależeć będzie wybór, wacha się, choć wszyscy mają świadomość, że zmiany w naszym szpitalu są niezbędne. Na razie zorganizowano wyjazd do szpitali prowadzonych przez EMC. Cel wyjazdu? Naoczne przekonanie się jak może wyglądać i funkcjonować szpital.
Z propozycji wyjazdu skorzystali oczywiście radni (nie pojechało dwóch), a także pracownicy szpitala. Jak się okazało na zaproszenie odpowiedział jedynie średni personel medyczny. Szkoda, że żaden z lekarzy nie zdecydował się na wyjazd…
Celem podróży były dwa z pięciu szpitali prowadzonych przez EMC – w Ozimku (woj. opolskie) i w Ząbkowicach Śląskich (woj. dolnośląskie). Ponadto spółka posiada szpital we Wrocławiu, Świebodzicach oraz Kamieniu Pomorskim. Oprócz tego prowadzi przychodnie w Lubinie, Wrocławiu, a od kilku tygodni także w stolicy Irlandii Dublinie.
Jeżeliby pokusić się o porównanie placówek w Ozimku i Ząbkowicach, to można użyć następujących stwierdzeń: Ozimek – normalny, zadbany i dobrze wyposażony szpital, słowem taki jak każdy inny wyglądać powinien; Ząbkowice – tu pasuje jedno słowo – perełka.
Szpital w Ozimku został przejęty przez wrocławską firmę w maju 2004 roku i od tej pory jest dzierżawiony (choć firma prowadzi rozmowy w sprawie jego kupna). Od tamtej pory przeprowadzono modernizację i niezbędne remonty, a oddziały zostały doposażone w nowoczesny sprzęt. Lecznica w Ząbkowicach jest własnością EMC od kwietnia 2005, z tymże w obecnie użytkowanym budynku szpital spółki funkcjonuje od jesieni roku ubiegłego. Wcześniej usługi prowadzone były w innym miejscu, a aktualny gmach szpitala był intensywnie remontowany, bowiem przez kilka lat stał opustoszały i niszczał. Spółka kupiła go i w niecałe półtora roku wyremontowała kosztem 16 mln złotych (!). W związku z tym, iż jest to budynek zabytkowy (pochodzi z przełomu XIX /XX wieku) wszystkie prace prowadzone były pod nadzorem konserwatora zabytków, tak więc jego stan musiał być doprowadzony do stanu pierwotnego. I tak się stało. Porównując placówki w Ozimku i Ząbkowicach widać filozofię wyznawaną przez każdego przedsiębiorcę. Jeżeli coś jest moje to inwestuję w to maksymalnie i (jeżeli mnie stać) to z rozmachem. Natomiast jeżeli wkładam pieniądze w coś, co za lat 15-20 być może będę musiał zwrócić, to nakłady są mniejsze. Oczywiście nie chodzi tu o wyposażenie w sprzęt, bo w jednym i drugim szpitalu, według pracowników EMC, jest on wysokiej klasy.
Dlaczego prywatna firma zdecydowała się na zainwestowanie grubych milionów w szpitale, skoro (nawet każde polskie dziecko o tym wie) mogą one przynosić tylko i wyłącznie straty? Bo dla takich firm jest to po prostu biznes jak każdy inny. Przecież ani EMC, ani Know How nie są instytucjami charytatywnymi. Ich celem jest zysk. To jakim cudem setki publicznych szpitali w Polsce generuje olbrzymie długi, a niepubliczne nie? No właśnie, jak? Podstawą jest inne myślenie o szpitalu, a co za tym idzie profesjonalne zarządzanie i szukanie lepszych, racjonalnych rozwiązań. W każdej placówce przejętej przez EMC następowały rewolucyjne zmiany. Przykładem może być szpitalna administracja. W szpitalu w Ozimku, przed przejęciem go przez spółkę, w dziale administracyjnym pracowało 50 osób (!), które zajmowały dwa piętra. Obecnie te same zadania wykonuje… trzech pracowników wspomaganych przez dalszych trzech z centrali we Wrocławiu. Oczywiście takie podejście wiąże się z redukcją zatrudnienia. To są sprawy bolesne i trudne. Ale nie ma mowy o uzdrowieniu sytuacji bez radykalnych cięć. Kolejny przykład. W chwili przejęcia szpitala przez wrocławską firmę w Ozimku pracowało 178 osób z czego została niewiele ponad połowa – 93, a obecnie pracuje 115. Choć stwierdzenie, że „została” nie jest do końca precyzyjne, bo po przejęciu ogłoszono nabór pracowników i z każdym, który złożył swoją ofertę przeprowadzano rozmowy i dopiero na jej podstawie podejmowano decyzję o podpisaniu umowy o pracę. W Ząbkowicach Śląskich zdecydowano się na jeszcze większą redukcję, bowiem z 400 osób personelu zatrudnionego przed przejęciem, pracuje obecnie niewiele ponad 100. Ale gdy przyjrzeć się liczbom to można zrozumieć racjonalność takich decyzji. Wcześniej płace owych czterystu osób pochłaniały 104% (!) całego budżetu placówki. Teoretycznie nie było więc pieniędzy na chociażby jedną tabletkę dla pacjenta. A gdzie pozostałe koszty? Ogrzewanie, wyżywienie, zakup jednorazowego sprzętu, itd. itd. Teraz owe 25% personelu wykonuje te same zadania, które wcześniej wykonywało 400, a ich pensje to ok. 50% wpływów. Aby osiągnąć taką wydajność niezbędne jest efektywne zarządzanie personelem. Np. pielęgniarki nie są przypisane na stałe do konkretnego oddziału. Przy takim rozwiązaniu (przypisaniu), aby zapewnić wymagany poziom opieki, potrzebna jest większa ilość personelu, bo przecież często zdarza się tak, że któraś z sióstr zachoruje, pójdzie na urlop itp. Natomiast jeżeli pielęgniarka „przypisana” jest do szpitala, a nie oddziału, to sytuacja wygląda inaczej, bo przecież w razie potrzeby można ją czasowo przenieść na inny odział, gdzie akurat zapotrzebowanie jest większe. Skutkiem zmniejszenia liczby pracowników były podwyżki dla pozostałego personelu. Np. w Ozimku na samym początku zwiększono płace o 20%, a później podnoszono wynagrodzenie dwukrotnie.
W czasie spotkania z dyrekcją szpitala pielęgniarki dopytywały właśnie o takie szczegóły. M.in. o czas pracy, ilość obsługiwanych łóżek i organizację pracy. Kolejnym przykładem oszczędności jest sposób zamawiania leków. W szpitalach zarządzanych, powiedzmy tradycyjnie, medykamenty zamawia się w najlepszym przypadku raz na tydzień. Często są to leki drogie, potrzebne dla konkretnego pacjenta. Jeżeli założymy, że pacjent umrze lub też jego stan poprawi się przed wykorzystaniem części lekarstwa, które nie przyda się innemu choremu, to pieniądze wydane na lek przepadną, a więc powstanie strata. W prywatnych szpitalach praktykuje się następujące podejście – leki są zamawiane w małych partiach nawet kilka razy dziennie w zależności od potrzeb, tak więc ewentualność ich zmarnowania się jest zminimalizowana. Zresztą leki zamawiane są głównie przez centralę dla wszystkich szpitali, oczywiście jeżeli jest to sieć, tak jak w przypadku EMC. I tutaj dochodzimy do kolejnych zalet, które daje sieć. Przykładem może być właśnie wspomniane zamawianie leków, ale także innych artykułów niezbędnych do funkcjonowania szpitali, czy przychodni. Jeżeli zamawia się danego towaru więcej i często (bo dla wielu placówek) to można wynegocjować rabaty, dogodne terminy płatności czy też dostaw. Drugi przykład to wspomniana właśnie administracja. Nie ma potrzeby zatrudniania w każdym szpitalu armii urzędników, którzy będą prowadzili niezbędną księgowość, kadry czy płace. Wystarczy tylko kilku, bo gro pracy wykonają ludzie pracujący w centrali firmy wyposażeni w odpowiedni sprzęt, łączność i oprogramowanie.
Zawsze gdy przychodzi informacja o tym, że jakiś szpital ma być prywatyzowany, pojawiają się obawy pacjentów dotyczące dostępności usług medycznych. Wielu rozumuje błędnie, że jeżeli prywatny to przy każdej wizycie trzeba będzie płacić ciężkie pieniądze. Nieprawda. Zakres świadczonych usług w ramach ubezpieczenia zdrowotnego będzie taki sam, a prawdopodobne, że się zwiększy. Tak jest w przypadku EMC, która we wszystkich przejętych szpitalach zwiększała, a nie zmniejszała zakresu usług. Oczywiście w tym przypadku również za takimi działaniami przemawia ekonomia – jeżeli jest zapotrzebowanie na konkretną usługę to zostaje ona wprowadzona, bo po prostu można na niej zarobić. Skorzysta na tym pacjent i właściciel. Ale przyznać również trzeba, że prowadzone są oddziały, np. dziecięce, które zysków nie przynoszą, jednak w związku z tym, że istnieje potrzeba ich prowadzenie to istnieją, a w ostatecznym rozrachunku szpital i tak wychodzi na swoje. Tak więc nie powinniśmy mieć obaw, że przyjdzie nam płacić za usługi, które do tej pory mieliśmy w ramach ubezpieczenia. Na poparcie tych słów można przytoczyć dane szpitala w Ozimku, gdzie 95% budżetu pochodzi ze środków przekazywanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia, a jedynie pozostałe 5% to przychody z usług komercyjnych.
W takcie spotkania padło pytanie dotyczące związków zawodowych działających w szpitalu. Okazało się, że nie ma tam żadnych, bo jak zapewniali pracownicy placówki, nie ma takiej potrzeby, choć – i tu kolejne zapewnienie ze strony szefostwa – nie ma żadnego zakazu zrzeszania się.
Można się spodziewać, że w momencie przejęcia świebodzińskiego szpitala (bo chyba nikt nie wyobraża sobie sytuacji w której niepodejmowane są żadne działania w chwili, gdy dług szpitala przyrasta nadal w tempie około 100 tys. zł miesięcznie) przez którąś z firm, na pierwszy plan zostaną wysunięte przez personel sprawy pracownicze. Już zaczynają pojawiać się żądania odpraw w wysokości rocznych dochodów, czy też gwarancji zatrudnienia przez pierwsze lata. Co związki zawodowe wynegocjują będzie ich. Ważne, żeby nie przeciągnęły struny, bo to z kolei może doprowadzić do sytuacji w której drogi inwestora i pracowników rozejdą się tak daleko, że z małżeństwa nic nie wyjdzie. A tego na pewno pacjenci by sobie nie życzyli.
Wiadomo, że do redukcji zatrudnienia dojść musi, a związkowcy, którzy już teraz stawiają swoje warunki doskonale o tym wiedzą i tym samym potwierdzają, że są w stanie się z nimi pogodzić. Pytanie tylko za jaką cenę?
Pod dużym wrażeniem tego co zobaczyli byli radni. Nie ukrywał tego radny Tomasz Możejko – Jeżeli chodzi o te dwa szpitale w których byliśmy to na pewno jestem pod wrażeniem. Uważam, że jest to poziom klinik prywatnych jakie znam. Zastrzegł jednak – Pozostaje kwestia przekształcenia własnościowego, a także finansowa. Pozostaje również problem ludzki, czyli zwolnień personelu, szczególnie administracyjnego, ale prywatyzacja jest przyszłością.
Natomiast starosta Zbigniew Szumski był zadowolony z faktu, iż nadarzyła się okazja do rozmów z personelem szpitali – Bardzo dobrze, że ludzie, którzy tutaj przyjechali, i pracownicy szpitala, i radni mogą dotknąć rzeczywistości i zobaczyć jak funkcjonują szpitale. Dementowane są również informacje rozpowszechniane na mieście, że w szpitalach jednej, czy drugiej spółki obowiązuję dziewiętnastowieczne zasady kapitalizmu. W tym kontekście nawet trochę dziwacznie wyglądają zapewnienia o ty, że jest fundusz pracy socjalnej, że pracownicy mają normalne urlopy, że są komisje dzielące fundusz socjalny, że są rady pracownicze. To jest tu normalne. A ludzie w świebodzińskim szpitalu mają nieuzasadnione obawy. Starosta poinformował jednocześnie, że żadne decyzje jeszcze nie zapadły i że prowadzone będą dalsze negocjacje dotyczące spraw pracowniczych i finansowych.
O potrzebie dalszych negocjacji i starannego przemyślenia wariantu prywatyzacji mówił także Stanisław Kierzkowski reprezentujący Radę Społeczną SP ZOZ. On również był zadowolony z możliwości oglądnięcia szpitali i jak podkreślił szczególnie cenne były dla niego rozmowy z personelem – Cieszę się, że przyjechały nasze pielęgniarki, które mogły zobaczyć jak można pracować w innych szpitalach. Ubolewał jednocześnie, że żaden lekarz ze świebodzińskiej lecznicy nie zdecydował się na wyjazd. Jako ekonomista doceniał dobry sposób zarządzania i racjonalne podejście do prowadzenia biznesu.
Być może w najbliższym czasie dojdzie do kolejnego wyjazdu. Tym razem do szpitala prowadzonego przez Know How w Świeciu nad Wisła. Obrazek z podróży będzie zapewne taki sam – dobrze zarządzany i zadbany szpital. Która firma wygra? Jaki wariant przekształceń zostanie wybrany? O tym we wrześniu zadecydują radni powiatowi.
Posłuchaj wypowiedzi – kliknij ikonę AUDIO u dołu strony.

Szpital św. Rocha w Ozimku