Świebodziński Santos wraca do gry. Po pierwszym kompromitującym meczu rundy wiosennej, „święci” wygrali kolejne dwa spotkania. Przed tygodniem na wyjeździe rozgromili 4:1 Tęczę Krosno Odrzańskie, a w minioną sobotę na własnym boisku pokonali 1:0 Zenit Ługów.
Sobotnie spotkanie należało do tych, które można określić mianem wyrównanych. Żadna z drużyn nie zdołała zdominować rywala, choć oczywiście były momenty w których Santos, ale i Zenit, miał wyraźna przewagę. Jednak ta nie trwała zbyt długo, a w tym czasie ciężko się było doszukać stuprocentowych okazji na zdobycie bramki.
Jedynego gola w całym spotkaniu kibice zobaczyli w 27 minucie, gdy dośrodkowanie z rzutu rożnego wykorzystał zawodnik Santosu Szymon Król. Prowadzenie gospodarzy mogło być okazalsze, jednak dobrze spisywał się golkiper ługowian, który nie musiał już więcej wyciągać piłki z siatki.
W drugiej odsłonie Zenit, co oczywiste, starał się odrobić straty i kilkukrotnie był bliski osiągniecia celu. Znakomitą okazję miał w 57 minucie Janusz Obuchanicz, który posłał potężną bombę z rzutu wolnego. Ku jego rozczarowaniu, piłka trafiła w spojenie słupka z poprzeczką. Gdyby gol padł, byłaby to jedna z ładniejszych bramek zdobytych na świebodzińskim stadionie.
Santos nie skupiał się jedynie na obronie, choć nie do końca prawdziwym byłoby stwierdzenie, że szaleńczo nacierał. Próbował, owszem, ale nie za wszelką cenę. Jedną z nielicznych okazji miał w 64 minucie Wojciech Szczepanek, jednak uderzona mocno piłka przeleciała obok lewego słupka.
Ostatecznie więcej bramek nie oglądaliśmy, a jedyna zdobyta przez gospodarzy dała im cenne trzy punkty, które sprawiły, że „święci” nadal są liderem, choć za ich plecami jest bardzo ciasno. Dość powiedzieć, że drugi KSF Zielona Góra traci do świebodzinian zaledwie jeden punkt.