Kontynuuj W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".
www.okolicenajblizsze.pl
Komentuj artykuły.     Wyraź swoją opinię.     Dyskutuj z innymi!!      Korzystaj z komentarzy! 

 

  Czwartek, 24 Marzec 2016   Imieniny: 
START / Aktualności / Mokre Dni Świebodzina A A A     
al|2009-06-01 11:45:28  

Określenie tegorocznych Dni Świebodzina mianem „pięknej katastrofy” nie byłoby do końca trafne. Jednak nie da się ukryć, że nie wszystko poszło zgodnie z planem. Po raz pierwszy w historii obchodów dni miasta pogoda miała tak duży wpływ na przebieg imprezy, która w niedzielę z powody gigantycznej ulewy zamarła na niemal cztery godziny.

            Zaczęło padać na godzinę przed rozpoczęciem sobotniej części imprezy. Oczywiście jej przesunięcie lub odwołanie nie wchodziło w rachubę, dlatego zgodnie z planem o 15.30 na ustawionej na błoniach scenie pojawiły się świebodzińskie przedszkolaki. Każda z prezentujących się placówek przygotowała na tę okazję specjalny program. Niektóre występy doskonale dopasowały się do panującej pogody. Świetnym przykładem był pokaz dzieciaków z przedszkola nr 6, które tańczyły do Deszczowej piosenki. Przed sceną ustawili się rodzice i dziadkowie maluchów. Oczywiście niemal wszyscy „uzbrojeni” w aparaty, kamery i parasole.
            Po niemal półtoragodzinnej prezentacji na scenie pojawiły się dziewczyny z Grupy Plastycznej ŚDK prowadzonej przez Wioletę Jocz z prezentacją Tunika unikalna. Tuż po nich powinni wystąpić akrobaci ze świebodzińskiego technikum wspierani przez swoich kolegów z Sulechowa. Jednak ze względu na warunki panujące na placu przed sceną (wszechobecne błoto i padający deszcz) organizatorzy nie zdecydowali się na to. – Nie będziemy ryzykować czyjegoś zdrowia – argumentował dyrektor Świebodzińskiego Domu Kultury Stanisław Mosiejko.
            W związku z nieprzewidzianym przesunięciem na scenie, szybciej niż planowano, „zainstalował się” zespół Cztery Metry Od Chodnika, a tuż po nim System Ewakuacyjny. Obydwa zespoły dały całkiem niezłe kilkudziesięciominutowe koncerty. Szkoda, że pogoda nie sprzyjała. Gdyby było inaczej to przed sceną zjawiłoby się o wiele więcej fanów, a tak większość obecnych na błoniach chroniła się pod parasolami ustawionymi przez właścicieli lokali gastronomicznych.
            W międzyczasie prowadzący imprezę (Beata Czechowska i Adam Łebkowski) zorganizowali szybki konkurs na najładniejszy parasol. Nagrodami były bony paliwowe ufundowane przez jednego ze sponsorów. Dzieciaki, które potrafiły kluczyć wśród kropli deszczu mogły skryć się pod namiotem teatru Po-Za, gdzie dziewczęta malowały im twarze.
            Około dziewiętnastej na scenie pojawił się zielonogórski Kabaret Czesuaf. W trakcie jego występu deszcz już nie padał, a to z kolei sprawiło, że tłum przed sceną powoli zaczynał gęstnieć. Nic dziwnego, w końcu do występu gwiazdy wieczoru – zespołu Feel – pozostały niecałe dwie godziny, a najwięksi fani grupy chcieli zająć jak najlepsze miejsce.
            Około dwudziestej ekipa techniczna grupy na dobre rozpoczęła instalację sprzętu i ustawienia dźwięku. Kilkadziesiąt minut przed koncertem na błoniach pojawił się lider Feel’a Piotr Kupicha. Ci, którzy zauważyli jak przechodzi z auta do garderoby podnieśli krótkotrwałą wrzawę. Rozpoczęła się ona na dobre, gdy wokalista pojawił się na scenie. Istne szaleństwo! Krzyki, piski, wołania, a potem wspólne śpiewanie do którego P. Kupicha zachęcał wielotysięczny tłum. A jak sam koncert? Ci, którzy chcieli dobrze się bawić przy piosenkach swojego idola na pewno się nie zawiedli, bo Feel zaprezentował się naprawdę dobrze. Chyba nawet ci, którzy nie są wielbicielami tego typu muzyki musza przyznać, że Piotr Kupicha potrafi pociągnąć za sobą tłum „zmuszając” go do zabawy. Nie było widać gwiazdorstwa, którego zapewne niektórzy się spodziewali. Ot zwykły sympatyczny chłopak, który potrafi śpiewać utwory wpadające w ucho. Bardzo pozytywne wrażenie pozostało również z otoczki poza koncertowej. Po zakończonym bisami koncercie wokalista podszedł do barierek na które napierali najwięksi fani zespołu. Chętnie rozdawał autografy i w miarę możliwości fotografował się ze swoimi, nie tylko nastoletnimi, wielbicielami. „Kursowanie” wzdłuż barierek trwało kilkadziesiąt minut.
            Ilu ludzi pojawiło się na koncercie? Tak naprawdę nie wiedzą tego organizatorzy ani policja. Na pewno można mówić o tysiącach. Według nas jeszcze nigdy na Świebodzińskich Błoniach nie przebywało jednocześnie tak wielu ludzi. Plac był wypełniony po brzegi, no może z wyjątkiem miejsc gdzie błoto sięgało powyżej kostek. Gęsto było nawet na tyłach, przy budkach z zabawkami i napojami.
            Po gwieździe formatu krajowego na scenę „wjechała” gwiazda formatu lokalnego – zespół Alex, który ma już chyba „abonament” na występy podczas Dni Świebodzina. I bardzo dobrze, bo ludzie przy ich muzyce bawią się naprawdę wyśmienicie. Przyznamy, że spodziewaliśmy się iż po koncercie Feel’a plac festynowy opustoszeje w błyskawicznym tempie. Owszem, ci którzy przyjechali tutaj specjalnie na koncert z różnych części województwa, opuścili plac, ale spora część została i pomimo błota chciała bawić się dalej. Nie było naturalnie warunków do szalonych tańców, ale kto bardzo chciał mógł się trochę poruszać. Pomimo tego, że o północy trzeba był kończyć imprezę tłum niezbyt chętnie o tym myślał. Ale nie było wyjścia i pierwszy akord dni miasta trzeba było zakończyć.
            Wydawało się, że drugi dzień imprezy rozpocznie się w słońcu, które świeciło od rana. Niestety nic z tego. Pierwszy krótki deszcz spadł tuż przed szesnastą, także rozpoczynająca niedzielną część imprezy świebodzińska „jedynka”, która wystąpiła ze spektaklem z piosenkami Agnieszki Osieckiej, sporą część swojego występu przeprowadziła w strugach deszczu, momentami przy akompaniamencie grzmotów.
            Aura sprzyjała natomiast Świebodzińskiej Orkiestrze Dętej, która zmierzając na błonia narobiła w centrum nieco pozytywnego hałasu. Półgodzinny występ muzyków przygotowywanych przez Remigiusza Rabiegę naprawdę mógł się podobać. Oprócz tego, że młodzież świetnie grała, to na dodatek nie stała na scenie w jednym miejscu. Występ był dynamiczny do tego stopnia, że na koniec publiczność mogła zobaczyć niemal akrobatyczne figury w wykonaniu muzyków.
            Grupa wokalna z Zespołu Szkół Zawodowych również miała szczęście – nadal nie padało. Młodzi muzycy bez kłopotów wykonali zaplanowany repertuar, który wyszedł im więcej niż przyzwoicie. Widać, że podopieczni Adrianny Krzemińskiej mają w naszym mieście sporą grupę fanów, bo w trakcie ich występu przed sceną nieco zgęstniało. Niektórzy próbowali nawet śpiewać razem z zespołem.
            Po chwili (około 18.00) na scenę wbiegły Krasnale, które miały rozpocząć pokazy grup choreograficznych działających w ŚDK. Muzyka, którą popłynęła z przygotowanego dla nich podkładu była, jak się okazało, ostatnim akordem jaki popłynął ze sceny w ciągu następnych kilku godzin. Stalowa ściana chmur, którą napływała z północnego-wschodu okazała się jeszcze groźniejsza niż się początkowo wydawało. Z nieba spadały potoki wody. Słychać było także huk wyładowań atmosferycznych. Zaczęło również mocno wiać. To właśnie wiatr w połączeniu z wodą stał się przyczyną największego nieszczęścia Dni Świebodzina. Pod ich naporem nie wytrzymała jedna z płacht osłaniających lewą część sceny, która została zerwana. Ściana wody runęła na scenę, a co gorsza również na sprzęt nagłaśniający, który rozstawiony był właśnie w tym miejscu. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że nikomu nic się nie stało. Dzieciaki, które znajdowały się w tej chwili na scenie najadły się jedynie trochę strachu. Technicy biegali i ratowali co się da.
            Po nawałnicy, która trwała zaledwie kilkanaście minut okazało się, że praktycznie cały sprzęt nagłaśniający jest całkowicie zalany. Technicy mieli nietęgie miny, gdy zobaczyli jak z odwróconej przez nich wielkiej konsoli woda wylewa się jak z wiadra. Również obsługa Świebodzińskiego Domu Kultury nie miała najmniejszych powodów do zadowolenia, bo wiadomo było, że pracy będą mieli więcej niż się spodziewali. I faktycznie – przez dłuższy czas wszędzie było ich pełno. Ścierki, wiadra, mopy „ściągnięte w trybie awaryjnym” poszły w ruch. Mocowano również nadwyrężoną konstrukcję namiotów. Wszystko szykowano tak, jakby impreza miała być kontynuowana, ale tak naprawdę nawet najwięksi optymiści mieli poważne wątpliwości, czy uda się jeszcze „odpalić” zalaną aparaturę. Momentami napływały sprzeczne informacje, ale ostatecznie przeważyła ta, że jednak się uda. Ogromna w tym zasługa… suszarek do włosów, które pospiesznie przywieziono na błonia. Bez ich pomocy prawdopodobnie nie udałoby się osuszyć sprzętu.
            Naturalnie nie było najmniejszych szans, żeby kontynuować zaplanowany program. Wszystko zostało podporządkowane jednemu celowi – doprowadzić do koncertu zespołu Kombii. Swojego pokazu nie skończyli (a tak naprawdę praktycznie nie rozpoczęli) tancerze z ŚDK. Na scenie nie pojawił się również świebodziński zespół A.S.O., który przed ulewą wniósł swój sprzęt na scenę, a po niej go zniósł. Nie doszło również do występu grupy Crom, który miał zamknąć tegoroczne dni miasta.
            Z czasem zupełnie przestało padać, a ludzi na straszliwie błotnistym placu zaczęło przybywać. Im bliżej planowanego na dziewiątą wieczorem koncertu tym robiło się coraz gęściej. Już dużo wcześniej wiadomo było, że nie ma mowy o tym, żeby zdążyć na 21.00. Mówiło się nawet o dwugodzinnym poślizgu. Na szczęście ekipa techniczna sprawnie uwinęła się z rozłożeniem sprzętu i 50 minut później niż to planowano rozpoczął się koncert. Całe szczęście, bo publika była już mocno zniecierpliwiona.
            Siedemdziesięciominutowy koncert (z dwoma bisami) nie rozczarował, choć pojawiły się opinie, że można się było spodziewać czegoś więcej. Na pewno zawiedzeni byli ci, którzy chcieli usłyszeć więcej starszych utworów grupy. Rozczarowani byli także ci, którzy jeszcze długo po koncercie czekali przy barierkach licząc na to, że Grzegorz Skawiński wyjdzie i będzie rozdawał autografy. Niestety nic takiego się nie stało. Najcierpliwsi otrzymali jedynie zdjęcia artysty z jego podpisem przekazane przez obsługę zespołu.
            Wielu takiego zachowania spodziewało się raczej po liderze sobotniej gwiazdy. Ale to właśnie Piotr Kupicha nie bał się brodzenia w błocie i przez dłuższy czas przechadzał się wzdłuż barierek rozdając autografy i fotografując się z fanami.
            No właśnie. Do omówienia pozostaje jeszcze kwestia warunków w jakich mieszkańcom naszego miasta i wszystkim tym, których ściągnęły tegoroczne gwiazdy, przyszło się bawić. Wszechobecne błoto i stojąca miejscami woda bez wątpienia nie ułatwiały poruszania się po placu. Czasami robiąc nawet mały krok trzeba było uważać, żeby się nie wywrócić. O bardziej żywiołowym odbiorze muzyki, czyli skakaniu nie mgło być mowy. To bez wątpienia psuło nieco zabawę. Pomimo tego, że organizatorzy nie mieli najmniejszego wpływy na pogodę nie da się zaprzeczyć, że warunki zgotowane przez niełaskawą tym razem Matkę Naturę były fatalne. Czy można było chociaż częściowo je poprawić? Na pewno próbowano. W sobotę tuż przed samą imprezą przywieziono kilka dużych wywrotek piachu, ale tak naprawdę na niewiele się to zdało. Tysiące nóg i deszcz wszystko zamieniły w błoto. Można by się zastanowić czy położenie drewnianych podestów lub palet poprawiłoby sytuację. Całkiem prawdopodobne. Ale nawet gdyby udało się w tak krótkim czasie ściągnąć odpowiednią ich ilość, to koszty operacji byłyby ogromne.
Już dzisiaj trzeba myśleć jak ustrzec się takiej sytuacji w latach następnych. Plany na zagospodarowanie całych błoni, w tym placu festynowego już są. Nie ma jednak konkretnych dat realizacji. Na pewno nikt by się nie pogniewał, gdyby tegoroczna sytuacja sprawiła, że władze miejskie istniejące plany wcieliłyby w życie do przyszłego roku. Chociażby na samym placu.
 
Zobacz wszystkie zdjęcia z Dni Świebodzina – kliknij ikonę GALERIA poniżej.
Powrót
KOMENTARZE
cichociemny|2009-06-01 13:46:08
impreza niezła, choć bywały już lepsze. pogoda i błoto MASAKRA!! dobrze że ten kombii zagrał bo inaczej ludzie by tam chyba wszystko roznieśli
Wydawca Portalu Regionalnego Okolicenajblizsze.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi użytkowników Forum.
Zgłoś naruszenie regulaminu
Aby pisać komentarze musisz być zalogowany.
Jeżeli jeszcze nie posiadasz konta zapraszamy do rejestracji.
START   |   AKTUALNOŚCI   |   REKLAMA   |   KONTAKT   |   
 Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright © Okolicenajblizsze.pl
Powiadom znajomego