Kontynuuj
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".
Po dwutygodniowej przerwie, drużyny biorące udział w Halowym Turnieju Piłki Nożnej wróciły na parkiet. Zabawa się skończyła – Turniej wkroczył w decydującą fazę, która wyłoni mistrza. Ekipy zostały podzielone na dwie grupy według wywalczonych podczas rundy eliminacyjnej miejsc i rywalizują ze sobą w ramach tych grup. Wszystkie drużyny zachowały swój dorobek punktowy i bramkowy.
W sobotę (9 luty) grała jedynie grupa mistrzowska, a w niedzielę mecze obydwu przeplatały się. W tabeli mistrzowskiej jest niezwykle ciasno. Axis z 32 punktami na koncie lideruje, jednak aż trzy drużyny – Tombud, Studio Efekt i Computec – mają o zaledwie jeden punkt mniej i o ich miejscach decyduje bilans bramkowy. Jest jednak jedno małe „ale” – Axis rozegrał o jedno spotkanie mniej (pauzował w sobotę), co stawia go w świetnej pozycji. Jednopunktowa przewaga jest wynikiem niedzielnej wygranej ze Studiem, choć zapowiadało się, że mecz zakończy się podziałem punktów. Obydwie drużyny chciały mecz wygrać, ale z upływem czasu wyraźnie było widać, że „efekciarzy” zadowoli remis. Nie było im to dane, bowiem na kilkadziesiąt sekund przed ostatnią syreną piłkę do siatki Studia wpakował Paweł Wierbik. 20 sekund przed końcem na 2:0 mógł podwyższyć Dariusz Dziadkowski, ale nie wykorzystał rzutu karnego. Szkoda Studia, jednak trzeba przyznać, że Axis był w tym meczu stroną przeważającą, miał zdecydowanie więcej z gry, a to, że bramki dla „komputerowców” nie padły wcześniej jest zasługą bramkarza Studia Henryka Giecołda, który dokonywał cudów. Pomagali mu w tym wydatnie obrońcy, którzy potrafili wybić w ostatniej chwili piłkę z linii bramkowej. Ale równie dobrze mecz mógł się zakończyć zwycięstwem Studia, bowiem jego zawodnicy również stworzyli kilka podbramkowych okazji. Na szczęście dla „efekciarzy” wygrali oni w sobotę z Eneą aż 6:0, dzięki czemu wysokie miejsce jest nadal możliwe. Skoro wywołani zostali „elektrycy” to trzeba również odnotować ich porażkę w drugiej kolejce z Tombudem 2:4. Ubiegłoroczny triumfator zapewnił sobie zwycięstwo dopiero w ostatnich minutach. Na 2:3, po strzale z rzutu karnego, wyprowadził swoją drużynę Tomasz Traczyński, a czwarta bramka tuż przed końcem, jedynie przypieczętowała zwycięstwo. Enea, pomimo tego, że gra w grupie A, ma mniej punktów niż Sprick, który lideruje w drugiej grupie. Ale wróćmy do Tombudu. Po minionym weekendzie mógł być liderem. Stałoby się tak, gdyby w sobotę zdołał pokonać ekipę BGJ-Trafica. Mecz pomiędzy tymi drużynami był naprawdę dobry. Szybki, pełen dramaturgii i niewykorzystanych okazji. Aby oddać to, co działo się na boisku wystarczy wspomnieć o obijaniu słupków przez zawodników Tombudu i wybiciu piłki z linii bramkowej w ostatniej minucie po strzale jednego z zawodników BGJ. Słowem – bezbramkowy remis jest sprawiedliwym wynikiem. Niedzielny mecz ekipy BGJ-Trafica był równie dramatyczny i zacięty. Po nieprawdopodobnych zwrotach akcji mecz z drużyną Computeca zakończył się remisem 3:3. Pierwsza bramka padła już w trzeciej minucie, a strzelił ją Marcin Sabiłło (BGJ). Jednak później trzy gole z rzędu strzelił Adam Sankiewicz. Było przy tym sporo protestów i ostrych słów, bowiem dwa gole padły pod rzutach karnych, podyktowanych za czwarte i piąte przewinienie zawodników BGJ, którym ciężko było się pogodzić z takimi decyzjami sędziów. Zresztą identyczne pretensje mieli w drugiej połowie zawodnicy Computeca, kiedy rzut karny w 23 minucie wykonywał Piotr Pietrzak.
BGJ-TRAFICA – COMPUTEC
Ten gol ustalił wynik spotkania. Zawodnicy BGJ mogą być zadowoleni ze swoich weekendowych występów – dwa punkty zdobyte po dwóch ciężkich meczach na utytułowanych rywalach ujmy im nie przynoszą. Computec ma natomiast szczęście, że w sobotę wygrał z Iskrą 2:1. Wszystkie bramki padły w pierwszej połowie gry, a za trzy punkty zawodnicy Computeca powinni podziękować swojemu bramkarzowi Eugeniuszowi Koła, który na półtorej minuty przed końcem efektownie obronił mocny strzał przeciwnika. Swoją przegraną „gliniarze” pogrzebali szanse na miejsce w pierwszej trójce.
A co się dzieje w grupie B? Póki co liderem jest Sprick, który w sobotę (mecz z drugiej kolejki rozegrany awansem) niemiłosiernie pastwił się nad ZWKiUK wygrywając 8:3. Warto jednak odnotować, że „kanalarze” w tej edycji turnieju nie zdołali do soboty strzelić w jednym meczu aż tryech bramek. Mało tego – tą zdobyczą podwoili swój stan posiadania i obecnie mają na swoim koncie sześć strzelonych goli. Szkoda, że nie zdobyli jeszcze żadnego punktu.
Również Elterma nie dopisała sobie chociażby punkciku po niedzielnym meczu z Biuromanią, która wygrała pewnie 3:1. Powodów do radości nie mieli również zawodnicy Kico, którzy po swoim meczu z Seco schodzili z parkietu ze spuszczonymi głowami. Ale nie ma się co dziwić – na 30 sekund przed końcem remisowali 2:2. Załatwił ich jednak wówczas Krzysztof Graczyk strzelając zwycięską bramkę. Dzięki temu Seco z 16 punktami wyprzedza Kico (13).
Za tydzień następne dwie kolejki. Będą one niezwykle ważne dla drużyn walczących o mistrzostwo. Szczególnie ciężkie zadanie czeka Axis, który w sobotę (16 luty) zmierzy się z Tombudem, a dzień później jego rywalem będzie drużyna z branży, czyli Computec. Jeżeli ktoś powie, że te spotkania mogą przesądzić o mistrzostwie którejś z tych drużyn , nie przesadzi. Tombud będzie miał również ciężka niedzielę – zagra ze Studiem.