Po świąteczno-noworocznej przerwie niezrzeszeni wrócili na parkiet świebodzińskiej hali, ku radości (miejmy nadzieję) swojej i kibiców. Rozegrano tradycyjnie dziesięć spotkań, ale chyba żadne z nich nie zapadnie szczególnie w pamięć – po prostu były.
Sobotnie spotkania (7 stycznia) rozpoczęły się od mocnego uderzenia, które drużynie Żar Oil&Rejmar zafundował Klub Galeria. Samo zwycięstwo „klubowiczów” nad Żarem nie jest naturalnie żadną mega sensacją, jednak okazały wynik (7:0) jest już pewnym zaskoczeniem. Spotkanie nie było porywającym widowiskiem, ale duża liczba bramek zrekompensowała widzom konieczność jego oglądania. Trzy bramki zdobył Patryk Podwyszyński, a po dwa trafieniazaliczyli Mariusz Hoffman i Radosław Rataj.
Następnego dnia Klub znów dopisał na swoje konto komplet punktów. Tym razem rywalem byli „piekarze”, którzy pomimo tego, że przegrali aż 0:4 zostawili na parkiecie wiele serca, grając (przynajmniej na początku) jak równy z równym. Jednak bramki Andrzeja Puchacza, P. Podwyszyńskiegooraz dwie M. Hoffmana nie pozostawiły złudzeń kto jest lepszy i zasłużył na zwycięstwo.
Równie dobry weekend był udziałem Teatru Marzeń. W ósmej kolejce „aktorzy” odprawili z kwitkiem zielonogórski Golden Team 3:0. W szóstej minucie pierwszą bramkę zdobył Józef Jastrzębski. „Złoci” ruszyli do odrabiania strat, ale nic im nie wychodziło. Niby stwarzali sobie okazje strzeleckie, ale ich wykończenie pozostawiało wiele do życzenia, a nawet jeżeli udało się trafić w bramkę, to piłka lądowała na słupku. Wynik pozostawał sprawą otwartą aż do 22 minuty. Jednak wówczas drugiego gola na konto aktorów zapisał Bernard Gawłowicz i jasne było, że Golden nie zdobędzie nawet jednego punktu. Po chwili jeszcze dobitniej uświadomił im to Ireneusz Baczyński.
W niedzielę na „aktorów” czekało Seco Warwick, którego zawodnicy po ostatniej syrenie musieli zacząć trawić pięciobramkową porażkę, na którą chyba do końca nie zasłużyli, a na pewno nie na taki rozmiar. Ale tak to jest, gdy pozwala się przeciwnikowi na zbyt wiele, a samemu nie jest się w stanie wykorzystać nadarzających się okazji, bo nie był to jednostronny mecz. Akcje gościły zarówno pod jedną, jak i pod druga bramką, jednak to „aktorzy” mieli więcej z gry. Po dwa gole zdobyli I. Baczyński oraz B. Gawłowicz.
Fragmenty spotkania Teatr Marzeń – Seco Warwick
Była to druga tego weekendu przegrana „pieców”. Pierwszą porażkę musieli przełknąć w sobotę. Przegrana bolała tym bardziej, że mecz z „komputerowcami” zaczął się dla Seco wspaniale. Po pięciu minutach, po bramkach Dariusza Kudlaka i Pawła Rutkowskiego „piece” prowadziły 2:0. Oczywiście nikt się nie łudził, że Computec załamie się i odpuści. Już kilkadziesiąt sekund po stracie drugiej bramki straty zostały zredukowane o połowę po bramce Macieja Mikołajewskiego. Po dwóch kolejnych minutach wyrównał Łukasz Topolski. W 14 minucie po pięknej zespołowej akcji, którą wykończył M. Mikołajewski „komputerowcy” wyszli na prowadzenie. Niestety popularny „Miker” efektowną bramkę przypłacił kontuzją. Ostatnie dwa trafienie dla swojego zespołu zaliczył Sebastian Chudy. Ostatnią bramkę strzelił równo z syreną obwieszczającą zakończenie spotkania, ustalając jego wynik na 5:2.
W dziewiątej kolejce Computec miał mniej wymagającego rywala – Euro-Box. Pojedynek niestety był jednostronny i „komputerowcy” gładko wygrali 10:0, choć to „euroboksiarze” mogli prowadzić w pierwszej minucie. Ku ich rozczarowaniu na drodze piłki stanął słupek. „Komputerowcy” zagrali po prostu swoje, nie wysilając się zbytnio. Warto wspomnieć o wyczynie Janusza Śmiałka, który aż sześciokrotnie umieścił futbolówkę w bramce rywala. Pamiętajmy jednak o tym jaki poziom umiejętności reprezentują zawodnicy obydwu drużyn i jakie doświadczenie piłkarskie mają na swoim koncie.
Kiepski weekend zaliczyli zawodnicy Kico. Nie dość, że się nie nagrali (w niedzielę pauzowali), to na dodatek w sobotę przegrali ze Sprickiem. I to wyraźnie, bo aż 1:4. A zaczęło się całkiem dobrze. W ósmej minucie „zamki” na zasłużone prowadzenie wyprowadził Wojciech Kucharski. Wydawało się, że kolejne gole dla Kico to jedynie kwestia czasu, ale wówczas „rowerzyści” przyspieszyli, a rywale zaczęli się gubić. Gra stała się bardziej nerwowa i niepoukładana, co było sporym zaskoczeniem, bo „zamki” raczej mogą się poszczycić dyscypliną w szykach. Tym razem tego zabrakło, a chwilami panował po prostu chaos. Niezdecydowanie przeciwników wykorzystał Sprick. W 13 minucie z rzutu karnego wyrównał Jarosław Myślicki. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, w 21 minucie „rowerzystów” na prowadzenie wyprowadził Arkadiusz Krasucki. Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy bramkarz Kico użył rąk poza polem karnym za co ukarany został żółtą kartką i minutową odsiadką na ławce rezerwowych. Wtedy gra posypała się całkowicie, a dwa kolejne gole zdobył Robert Brejdak i nie do końca spodziewane zwycięstwo „rowerzystów” stało się faktem. Punkty dla Spricka były potrzebne jak woda do życia. Określenie trafne, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że były to pierwsze punkty zdobyte przez tą drużynę od czwartej kolejki.
Dziewiąta kolejka była dla zawodników w niebieskich strojach równie udana. Ale pierwszą połowę spotkania z Żar Oil można określić mianem chaotycznej – szybko, jednak bez ładu i składu. Ale najśmieszniejsze jest to, że całkiem przyjemnie się to oglądało. Na pierwszą bramkę trzeba było czekać aż do 14 minuty. Jej autorem był J. Myślicki, który trafił z rzutu karnego. Po kilkudziesięciu sekundach podwyższył R. Brejdak. Nadzieja wróciła w 16 minucie po tym, jak karnego na bramkę zamienił Daniel Nowik. Na zmianę nastrojów nie trzeba było długo czekać, bowiem już po chwili trzecią bramkę dlaSpricka zdobył A. Krasucki. W ostatnich minutach obydwie drużyny zdobyły jeszcze po jednym golu i spotkanie zakończyło się zwycięstwem „rowerzystów” 4:2.
Na szczycie tabeli niezmiennie króluje Tombud. W sobotę zagrał z Piekarnią Balcewicz. Można było przypuszczać, że spotkanie będzie przysłowiowym spacerkiem. Nic z tych rzeczy. Tombudowi udało się wstrzelić w bramkę przeciwnika dopiero w dziewiątej minucie (Remigiusz Horodyski). Minutę później podwyższyły Krzysztof Tomczyk, ale to było wszystko na co Tombudowi pozwolili „piekarze”. A tym należy się ukłonić za widoczną ambicję i nieustępliwość, którą wykazali się w tym spotkaniu. Po prostu walczyli o każdy centymetr parkietu i nieustannie groźnie atakowali oddając celne strzały na bramkę Tombudu. Gdyby nie znakomite interwencje Tomasza Sielickiego, jego drużyna nie wygrałaby tego spotkania. Jedyny raz golkiper Tombudu skapitulował w ostatniej minucie meczu. Dla Piekarni było już jednak za późno na odrabianie strat i ostatecznie przegrała 1:2.
Dobę później Tombud miał już do czynienia z teoretycznie bardziej wymagającym rywalem – Golden Team. Zawodnicy Tombudu doskonale wiedzieli, że będą musieli się sprężyć. I tak też zrobili. Po prostu zagrali całkiem dobre zawody, których przebieg kontrolowali od pierwszej do ostatniej syreny, choć pod koniec pozwolili rywalowi na zbyt wiele. Jednakże cały czas dystans dzielący obydwie ekipy był bezpieczny i Tombud bez problemu wygrał 5:3. Po dwie bramki zdobyli Artur Jocz oraz Wojciech Szczepanek, który ma już na swoim koncie 21 trafień. Drugi w tym rankingu J. Śmiałek, ma o siedem bramek mniej. Tombud jest jedyną drużyną w stawce, która w dotychczas rozegranych meczach nie straciła punktów.
Za tydzień ostatnie dwie kolejki pierwszej rundy. Interesująco zapowiada się kilka spotkań. Możemy być pewni, że iskrzyć będzie w ostatnim niedzielnym meczu, czyli Tombud – Computec. Obydwie weekendowe kolejki rozpoczną się o godzinie 16-tej.