Miały być interesujące interwencje, zatrzymania, a skończyło się na kilkugodzinnej jeździe po mieście przerywanej sporadycznie drobnymi zdarzeniami. Tak wyglądała część nocy z minionego piątku na sobotę. Gdyby nie rozmowa z policjantami pełniącymi służbę można by zasnąć, a po kilku godzinach obudzić się i być niemal pewnym, że nic wartego większej uwagi się nie wydarzyło. To dobrze i źle. Dobrze przede wszystkim dla mieszkańców Świebodzina i dla policjantów. Źle dla kogoś, kto liczył na dobry materiał z którego powstałby ciekawy tekst. Jednak ważąc „zyski i straty” to szala zdecydowanie wychyla się na stronę mieszkańców i policji.
Tuż po 21 razem z kierownikiem I Rewiru Dzielnicowych (miasto) asp. sztab. Jackiem Lulczykiem (27 lat w mundurze) i post. Wojciechem Dybko (od niedawna w służbie) wsiadam do radiowozu rozpoczynając kilkugodzinne patrolowanie Świebodzina, a właściwie jego części, bowiem na mieście, jak w każdy weekend, są aż cztery radiowozy i każdy z nich ma swój rewir. Na samym początku dyżurny informuje wszystkich znajdujących się na służbie o kradzieży Audi A6 dokonanej w Zielonej Górze. Na trasę zostaje wysłany radiowóz, który ma sprawdzić, czy skradzione auto nie będzie przypadkiem jechało w stronę Świebodzina. Złodzieje nie wyruszyli jednak w stronę naszego miasta i po parędziesięciu minutach załoga radiowozu wróciła do patrolowania miasta.
Łużycka-Piłsudskiego-Głogowska-Wałowa-30 Stycznia-Kilińskiego-Żymierskiego-Wojska Polskiego-Świerczewskiego-Konarskiego to tylko część ulic, które tej nocy odwiedzaliśmy wiele, wiele razy. Dobrze, że nie utartym schematem, tylko w różnych wariantach, bo inaczej mogłoby się zakręcić w głowie. Z rzadka z radiostacji płynęły polecenia udania się pod taki, a taki adres, lub w rejon takiej a takie ulicy z interwencją. Praktycznie wszystkie związane były z konfliktami rodzinnymi, a głównym powodem niesnasek był alkohol. Wszystkie wezwania kierowane były do innych radiowozów, które akurat w rejonie zdarzenia pełniły patrole. Około godziny 23 na ulicy Konarskiego przez nie oznakowany radiowóz został zatrzymany do kontroli samochód marki BMW. Okazało się, że kierowca nie posiada prawa jazdy, które utracił wcześniej. Badanie alkomatem wykazało ponadto 0,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Jedziemy dalej. Na mieście cisza i spokój. Owszem po centrum spacerują grupki młodych ludzi, ale nikomu nie wadzą, a ich zachowanie również nie budzi żadnych zastrzeżeń. Nie ma co kryć, że w dużym stopniu spowodowane jest to nieustanną obecnością policji „na szlakach” którymi w weekendowe noce przemieszcza się młodzież. Widoczność policji to jeden z priorytetów komendanta świebodzińskiej policji podinspektora Sebastiana Banaszaka dla którego najważniejsze są działania prewencyjne. Faktycznie, idąc np. z centrum do jedynej w mieście dyskoteki możemy być niemal pewni, że po drodze nawet kilkakrotnie minie nas niebieskie auto, a i spotkanie pieszego patrolu z psem nie powinno nas zdziwić. Taka ilość patroli to w dużej mierze zasługa władz samorządowych, które wyłożyły pieniądze na nadliczbowe służby funkcjonariuszy. Skutkiem tego nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie wszczynał awantury, ani nie poważy się niszczyć mienia. Podjeżdżamy pod dyskotekę York. Przy wjeździe na osiedlową uliczkę stoi zaparkowany policyjny Polonez. Nie ukryty gdzieś za śmietnikiem, ale dobrze widoczny. Taka zasada – macie nas widzieć i nawet niech wam do głowy nie przyjdą jakieś głupie pomysły. Statystyki pokazują, że to działa, bowiem rozróby w trakcie powrotów z dyskoteki zdarzają się niezwykle rzadko, a i widok porozrzucanych koszy na śmieci w niedzielny poranek nie razi już tak często. Wcześniej to różnie bywało.
Tuż przed północą mijamy grupkę nastolatków wchodzących do Parku Dworcowego od strony ul. Kolejowej. Zachowują się nieco za głośno, a na upomnienia Jacka Lulczyka nie reagują tak jak powinni. Jedziemy dalej. Odpuścili im? – myślę. Po chwili okazuje się, że nic z tych rzeczy. Wjeżdżamy do parku od strony dworca PKP. Jedziemy wolno i po chwili dostrzegamy tych samych młodzieńców siedzących na ławce. Nadal są zbyt hardzi. To pewnie dlatego, że jest z nimi dziewczyna. A jak tu inaczej zareagować przy koleżance na upomnienia funkcjonariusza jak nie pyskówką? Ale po chwili jest już spokój – nieprzejednany ton głosu i prośba o dane personalne zrobiły swoje. Młodzi ludzie zostają „spisani”, a Wojciech Dybko przez radio sprawdza czy są czyści. Są. Zostają upomniani, a ich dane lądują w notesach – jeżeli coś złego wydarzy się w tym rejonie w dalszej części nocy mogą być brani pod uwagę jako ewentualni winowajcy.
Wyjeżdżamy z Łużyckiej w Piłsudskiego. Od Placu Wolności zbyt ostro w zakręt wchodzi VW Golf. Natychmiast zawracamy i przy wiadukcie kolejowym syrena radiowozu zmusza kierującego do zatrzymania się. Okazuje się, że nie ma przy sobie żadnych dokumentów w związku z czym auto ląduje na parkingu komendy. Policjanci sprawdzają kierowcę oraz ustalają właściciela auta. Niby wszystko w porządku, jednak kierujący zostaje „nagrodzony” za swoje gapiostwo pięciusetzłotowym mandatem. Zbliża się pierwsza w nocy. Nic się nie dzieje. Policjanci twierdzą, iż z doświadczenia wiedzą, że już powinno być spokojnie do rana. A co? Do tej pory nie było?
Ale żeby zakłócić nieco ten idylliczny obraz trzeba wspomnieć, że w miniony weekend świebodzińscy policjanci zatrzymali trzynastu pijanych kierowców (w tym kierowców TIRów), a przez izbę zatrzymań przewinęło się w sumie niemal 30 osób. Nie można więc z czystym sumieniem powiedzieć, że nasi policjanci nie mają nic do roboty.
Post. Wojciech Dybko (z lewej) i asp. sztab. Jacek Lulczyk.