Kontynuuj
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".
www.okolicenajblizsze.pl
Czwartek, 24 Marzec 2016 Imieniny:
START / Aktualności / Sprick nie dał rady. Tombud ocalony w ostatniej chwili
AAA
al|2009-01-19 16:51:28
SECO WARWICK - BGJ/TRAFICA
Zakończyła się runda eliminacyjna XI Turnieju Halowej Piłki Nożnej Niezrzeszonych i wszystko jest już jasne. Siedem zespołów musi przełknąć gorycz porażki i rywalizować w grupie B, co dla niektórych jest sporym rozczarowaniem. Na pewno boli to bardzo m.in. zawodników Spricka, którzy do końca walczyli o awans do pierwszej siódemki. Nie udało się. Inaczej jest w przypadku Tombudu, który jeszcze na minutę przed końcem spotkania z Żar-Oil był w grupie B. Ostatecznie jednak dzięki bramkom Tomasza Traczyńskiego uciekł spod katowskiego topora i zagra w zielonej grupie.
Wielu kibiców liczyło na to, że spotkanie Tombud – Żar będzie emocjonujące. Nie zawiedli się. Już w drugiej minucie spotkania olejarze po strzale Józefa Ograbka wyszli na nieco niespodziewane prowadzenie w którym swój wydatny udział miał bramkarz Tombudu. Przez następne minuty Tombud z impetem nacierał na bramkę przeciwnika, ale nie potrafił strzelić gola, a z upływającym czasem w poczynania zawodników wkradały się nerwy, które absolutnie nie ułatwiały zadania. Dopiero w 13 minucie wyrównującą bramkę strzelił Tomasz Traczyński. Ale remis Tombudowi nic nie dawał, bowiem w przypadku zdobycia jednego punktu mieliby ich 18, czyli tyle samo co rowerzyści. Pomimo lepszego bilansu bramkowego Tombudu, to Sprick zająłby siódme miejsce, ponieważ w bezpośrednim pojedynku był górą (5 kolejka 1:3). Dlatego też nawała trwała nadal. Na dwie minuty przed końcem Tombud wycofał bramkarza „wstawiając” w jego miejsce zawodnika, który również uczestniczył w akcjach ofensywnych. Chwilę później padła upragniona bramka. Jej autorem został T. Traczyński, który chwilę później raz jeszcze pokonał bramkarza olejarzy, a tym samym awans został przypieczętowany, choć na pewno nie smakuje wspaniale, bo przecież zawodnicy Tombudu przed rozpoczęciem turnieju widzieli się na pewno o wiele wyżej.
Dzień wcześniej Tombud rozegrał równie trudny mecz. Trudny głównie ze względu na jego „ciężar gatunkowy”, bo rywalem był odwieczny przeciwnik, czyli Computec i co tu kryć mecz przez obie ekipy potraktowany został prestiżowo. Spotkanie było całkiem ciekawe, choć można się było spodziewać nieco większych emocji. Tuż przed przerwą prowadzenie dla Tombudu „załatwił” Krzysztof Tomczyk i jednobramkowa przewaga utrzymywała się do 23 minuty. Wtedy wynik spotkania na 1:1 ustalił Wiesław Zwęgrodzki.
W niedzielę Computec grał ze Studiem, które w sobotę wygrało z piekarzami 5:0. Efekciarze mieli o co grać. Jeżeli udałoby im się zwyciężyć, to zbliżyliby się do Computeca na zaledwie jeden punkt. Ale ta sztuka im się nie udała. Pomimo tego, że ich przeciwnik miał na ławce rezerwowych zaledwie dwóch zawodników, zwyciężył 3:1. Oglądając mecz z boku można powiedzieć, że zasłużenie. Po prostu był lepszy, a Studio potrafiło odpowiedzieć jedynie bramką z rzutu karnego. Dwa gole w tym spotkaniu zdobył Adam Sankiewicz zapewniając swojej drużynie pierwsze miejsce w tabeli po rundzie eliminacyjnej.
Na drugie wskoczyła Viva-Folie dla której przegrana Studia była na rękę. Do tej pory drużyny szły „łeb w łeb”, a o pozycji w tabeli decydował bilans bramkowy. Jednak w przeciwieństwie do Studia foliarze zdobyli w weekend komplet punktów i mają do Computeca tylko cztery punkty straty, wyprzedzając przy tym efekciarzy i Axis Komputery o trzy.
Ale wcale tak być nie musiało, bo w sobotę w meczu ze Sprickiem Viva ocaliła trzy punkty niemal cudem. Rowerzyści grali w tym spotkaniu „o życie”. Potrzebowali zwycięstwa jak ryba wody, bowiem od tego zależał ich awans do grupy A. Jednak w drugiej minucie, po strzale Janusza Obuchanicza, przegrywali już 0:1. Jednak kilkadziesiąt sekund później wyrównał Jerzy Borowiak. W dwie minuty po przerwie Viva znów wyszła na prowadzenie (gol Mieczysława Mierzwy). Zresztą druga połowa nie była łaskawa dla Spricka – za interwencję poza polem karnym czerwoną kartką ukarany został bramkarz rowerzystów, którzy przez 2 minuty grali w osłabieniu. Gdy wydawało się, że Sprick nie będzie w stanie już nic zrobić w 24 minucie wyrównującą bramkę zdobył Jerzy Kaźmierczak. Ale radość nie trwała długo. „Brutalnie” zgasił ją M. Mierzwa strzelając zwycięskiego gola dla Vivy. Zawodnicy Spricka schodzili z parkietu w fatalnych nastrojach. Niedzielne zwycięstwo nad Piekarnią Balcewicz (8:2) okazało się jedynie małą osłodą.
Fragmenty spotkania Seco Warwick – BGJ-Trafica (2,16 min. 5 mb)
W dobrych nastrojach po rundzie eliminacyjnej nie są na pewno zawodnicy BGJ-Trafica. Oni liczyli na o wiele więcej i piąte miejsce, które zajęli, nie jest dla nich satysfakcjonujące. Tym bardziej, że mecz ostatniej kolejki ze swoim udziałem zapamiętają na długo. Rywal wydawał się praktycznie do „zjedzenia” z marszu, bo ekipa Seco Warwick piłkarskim siłaczem przecież nie jest. Ale okazało się, zresztą nie po raz pierwszy, że niespodzianki są możliwe. Już w pierwszej minucie Seco wyszło na prowadzenie. Bramkę zdobył Marcin Matejko. Bramka była nieco przypadkowa, bo zdobyta… intymną częścią ciała, ale gol to gol. W ciągu czterech minut BGJ zdołała odrobić starty i wyjść na prowadzenie, także wydawało się, iż wszystko wróciło do normy. Na szczęcie dla dobra widowiska Seco nie zamierzało składać broni i atakowało. Opłaciło się. W 12 minucie padły dwie bramki. Pierwszą z rzutu wolnego zdobył Dariusz Kudlak. Strzał był tak potężny, że piłka przeszła przez dziurę w siatce, także ci, którzy akurat w tym momencie mrugnęli okiem powątpiewali czy w ogóle przeleciała pomiędzy słupkami – tak dużą miała prędkość. Ale wątpliwości nie było – gol padł bez wątpienia. Więcej czasu zajęło uznanie kolejnej bramki, która padła chwilę później. Jarosław Sot zdobył ją równo z syreną oznajmiającą przerwę. Sędziowie zastanawiali się przez dłuższą chwilę czy bramkę uznać, ale ostatecznie tak właśnie zrobili. BGJ nawet nie protestowała. Po przerwie, pomimo huraganowych ataków, Seco zdołało przetrwać i mecz zakończył się jego sensacyjnym zwycięstwem 3:2. Wychodzi na to, że Seco przed każdym meczem powinno zaliczać firmową imprezę. Widać, że sobotnia świetnie na nich wpłynęła. Dodatkowo czwartkowe zwycięstwo 2:4 nad Eneą (mecz przyspieszono na prośbę Seco) dało im w sumie sześć punktów w dwóch ostatnich kolejkach. Naprawdę świetny wynik.
Z kompletu weekendowych punktów może być zadowolony także Axis Komputery. W sobotę pokonał 2:0 Żar-Oil, a w niedzielę 0:5 Eltermę. O ile drugie zwycięstwo przyszło łatwo, to w sobotę mogło skończyć się różnie. Sprawę spartaczyli olejarze, którzy w pierwszej połowie nie potrafili wykorzystać dwóch rzutów karnych. Axis co prawda również nie strzelił jednego, ale gole Wojciecha Kucharskiego i Damiana Kochana dały ich drużynie zwycięstwo. Trochę szkoda Żaru bo walczył dzielnie (tak jak i w niedzielę), ale brak skuteczności musiał się zemścić.
Dobry finisz miała ekipa Keri, która w sobotę pokonała 5:3 Eltermę, a następnego dnia 1:3 Kico, choć był to chyba najnudniejszy mecz tego weekendu. Ale dla Keri najważniejsze były punkty, a nie styl i cel został osiągnięty – dobre szóste miejsce w tabeli. Jeżeli jesteśmy już przy Kico to wypada wspomnieć dobrą postawę drużyny w sobotnim meczu z BGJ. Niewiele brakowało a spotkanie zakończyłoby się remisem. Może gdyby na ławce był ktoś więcej niż tylko jeden rezerwowy, to mecz zakończyłby się inaczej? Do 23 minuty był remis 2:2, ale Trafica gra zawsze do końca. Tak było i teraz. Zwycięską bramkę zdobył Kamil Zgliniecki.
W tym roku ekipy nie mogą liczyć na przerwę po rundzie eliminacyjnej. Kolejne mecze już w najbliższy weekend.