Pod koniec września dzieci uczęszczające do świetlic wiejskich na ternie Gminy Świebodzin uczestniczyły w wycieczce do Biskupina zorganizowanej przez Centrum Profilaktyki Uzależnień. Wycieczka przebiegała Szlakiem Piastowskim a jej celem było uczestnictwo w XIII Festiwalu Archeologicznym - tym razem pod hasłem „Bałtowie - północni sąsiedzi Słowian”. W wycieczce, która należy już do tradycji działalności Centrum, uczestniczyło w tym roku 80 dzieci ze świetlic w Rzeczycy, Glińsku, Gościkowie, Rusinowie, Grodziszczu, Kupieninie, Lubinicku, Jeziorach, Chociulach, Rozłogach i Borowie.
Szlak Piastowski przebiega przez dwie historyczne dzielnice Polski: Wielkopolskę i Kujawy. My wjechaliśmy na jego trasę we wspaniałym Poznaniu. Zmierzaliśmy w kierunku Gniezna, przez ziemie które były kolebką nowopowstającego państwa piastowskiego. Na Szlaku usytuowane są trzy obiekty wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Są to: ruiny budowli na wyspie Ostrów Lednicki, Katedra w Gnieźnie (nazywana Matką Polskich Katedr) oraz osada obronna ludów kultury łużyckiej sprzed 2744 lat w Biskupinie.
Jadąc do Gniezna w pewnym momencie zobaczyliśmy błękitną toń jeziora Lednickiego. Pani powiedziała nam, że Ostrów Lednicki był rezydencją Mieszka I i znajdują się tam ruiny kaplicy, w której to najprawdopodobniej w Wielką Sobotę roku 966 odbył się chrzest Polski. Niedługo potem zobaczyliśmy po prawej wysokie wieże katedry. Był to znak, że dojechaliśmy do Gniezna - a właściwie Gniezdna - grodu wzniesionego we wczesnym średniowieczu na siedmiu wzgórzach. Na jedynym z nich - na Wzgórzu Lecha- znajduje się Katedra Św. Wojciecha. Przewodnik katedralny podzielił nas na grupy i zabrał nas najpierw do najstarszego wejścia do Katedry - Drzwi Gnieźnieńskich, na których przedstawiona jest historia życia Św. Wojciecha. Dowiedzieliśmy się również, że w Katedrze koronowano siedmiu pierwszych królów Polski. Po zwiedzeniu Katedry zeszliśmy jeszcze do podziemi i bardzo przejęci obeszliśmy ją dookoła.
Chwilę później, kiedy trochę ochłonęliśmy z wrażenia, ruszyliśmy w dalszą drogę. Do Biskupina nie było już daleko. Pani poinformowała nas, że jest to najbardziej znany w Europie rezerwat archeologiczny, który obejmuje teren osady obronnej na podmokłym półwyspie o powierzchni 2 hektarów. Zawsze w trzecim tygodniu września odbywają się na terenie osiedla festyny archeologiczne, na które przybywają pasjonaci z całej Europy. W tym roku festyn odbywa się już po trzynasty, tym razem pod hasłem: „Bałtowie - północni sąsiedzi Słowian”. Aby przybliżyć nam bogactwo kulturowe Litwinów, Łotyszów, Prusaków, Jaćwingów do Biskupina przybyli specjaliści z krajów dawniej zajmowanych przez te ludy. Łotewski zespół prezentował nam zielarstwo, muzykę i oryginalne potrawy wschodnich Bałtów. Skarby kultury łotewskiej oglądaliśmy też w muzeum na wystawie. Ach, tutaj warto dodać, że Muzeum Archeologiczne w Biskupinie otrzymało prestiżową nagrodę Unii Europejskiej EUROPA NOSTRA za ochronę dziedzictwa kulturowego. Wystawa była piękna, podziwialiśmy narzędzia, naczynia, wspaniałe ozdoby i stroje dawnych Łotyszów. Z Litwy przybyli garncarze, jubilerzy, kucharze, kowale, bartnicy oraz bursztyniarze. Z zapartym tchem oglądaliśmy medyczne zabiegi dawnych cyrulików oraz sporządzanie różnych leczniczych i magicznych wywarów. Na szczęście nikt z nas nie był chory i nie potrzebował tego typu pomocy… Z wielkim zapałem udaliśmy się raczej na obszerny plac w centrum osady, na którym odbywała się rekonstrukcja obrony przed Krzyżakami grodu Kristmena - inaczej Szurpiły, której upadek oznaczał upadek Jaćwingów. Emocji było co niemiara! Białe płaszcze Krzyżaków z czarnymi krzyżami na plecach i ich lśniące zbroje nie były mniej groźne niż dzikie, ogromne postacie Bałtów z rozwianymi, długimi włosami, błyskiem dzikiej odwagi w oczach i ich groźnie brzmiącym językiem. Gród Szurpiły niestety upadł, ale pamięć o Bałtach nie zaginęła, po emocjach walki poszliśmy skosztować specjałów bałtyjskich w jaćwieskiej kuchni mieszczącej się w rekonstrukcji wczesnośredniowiecznej chaty.
Oglądaliśmy jeszcze pokaz wyrabianiu filcu, poszliśmy do faktorii rzymianina, który zatrzymał się w Biskupinie w drodze na Sambię, oglądaliśmy wypalanie stali w specjalnych piecach - dymarkach. Kto chciał mógł wziąć udział w konkursie dmuchania pęcherza wołu - to nie lada wyczyn, bo właśnie pęcherz wołu jest największych rozmiarów, bardziej cierpliwi z nas mogli ulepić gliniany garnek lub uczestniczyć w procesie czerpania papieru. Ostatnie chwile na biskupińskim festiwalu spędziliśmy na pokładzie statku „Diabeł Wenecki”. Jeszcze tylko rzut oka na kolorowe łuki i strzały, dziewczęta kupowały bukieciki suchych kwiatów i kolorowe koraliki i zbiórka przed bramą wyjściową. Wymiana wrażeń z kolegą siedzącym obok w autobusie, oglądanie pamiątek, krótka drzemka i oto już Świebodzin! Za rok pojedziemy tam znowu!
AM
.jpg)