Kontynuuj W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".
www.okolicenajblizsze.pl
Komentuj artykuły.     Wyraź swoją opinię.     Dyskutuj z innymi!!      Korzystaj z komentarzy! 

 

  Czwartek, 24 Marzec 2016   Imieniny: 
START / PO GODZINACH / Ocalić od zapomnienia - Przesiedleńcy, cz.3 A A A     
Mirosław Algierski|2011-05-31 21:02:10  
W cyklu artykułów poświęconych przesiedleńcom, chciałbym oddać głos tym, którzy byli bezpośrednimi uczestnikami powojennego exodusu w nieznane. Wspomnienia, choć momentami nieskładne i niegramatyczne, mają w moim przekonaniu znacznie większą wartość, niż te przetworzone przez drugą osobę. Opowiadane z sercem, z emocją i ze wzruszeniem, są doskonałą skarbnicą wiedzy o tym, jak naprawdę, tak z perspektywy człowieka a nie historii, wyglądały tamte czasy. Dlatego warto, a nawet trzeba ocalić je od zapomnienia. Oto jak podróż w nieznane i pierwsze chwile na naszej ziemi wspomina pani Janina Kubicka, w 1945 r. mieszkanka Merzdorf, później po polsku Marzęcina (ale krótko), Lubieniecka, aktualnie Lubinicka.
 
           Przyjechali do Ostroga* jacyś delegaci, czy byli oni z Lublina, czy nie wiem skąd. A był u nas taki „horsowiet”, takie coś jak urząd miasta – i tam były zapisy na wyjazd do Polski. Jeżeli ktoś nie chciał, to musiał przyjąć obywatelstwo rosyjskie. A jak już przyjął, to Ruskie mogli zrobić z nim co chcieli. Wywieźć lub coś innego. Twój tata przychodził do mojego i często mówił – Stryjek, co my zrobimy? Czy jedziemy? Mój często odpowiadał - Co wszyscy to i my. My tutaj nie zostaniemy.
          Jak były te zapisy, to ksiądz kapucyn o. Remigiusz Kranc w seminarium ogłaszał, że nasza Polska jest tutaj, nie można jej opuścić i wyjechać – Nie wyjeżdżajcie! - nawoływał. Ale go później Rosjanie posadzili w więzieniu i wywieźli na Kołymę. Wszyscy się zapisywali.
          Jechaliśmy na stację furmankami, bo stacja Ostróg była 12 km od miasta Ostróg w miejscowości Ożenin. Tam przyjechaliśmy i teraz plac przy torach – nazywało się to rampą. Delegaci kazali się tam rozładować. Myśmy tam stali chyba ze cztery tygodnie. Nic nie można było zrobić. Były małe dzieci, np. moi rodzice mieli krowę, to mlekiem dzielili się z Wami – bo była mała Ela. Ludzie dzielili się czym mogli i jak mogli. My wyjechaliśmy w maju 1945 r. , ale nie wiem w jakim dniu – było to już po zakończeniu wojny.
          No i później – z rana chyba to było, bo padał deszcz, mieliśmy takie namioty zrobione z koców – to wszystko było namoczone. Ktoś dał znać, że już wagony są, były to towarowe wagony. Było ich chyba około 70 – połowa tych wagonów to było dla ludzi, a druga połowa dla inwentarza. Nas w wagonie było chyba pięć rodzin. Byliśmy my (Algierski Bronisław), Wy (Algierski Paweł), Szczawińska, Kalinowscy i jeszcze ktoś, ale nie pamiętam. W wagonie było tłoczno. Mój ojciec pracował we młynie, to mieliśmy trochę mąki w workach. Pamiętam te worki w wagonie, spaliśmy na nich – było jak na kamieniach.
          Było to coś okropnego. Bo myśmy jechali, nie przesadzając, około dwóch tygodni. Był w wagonach inwentarz. Tam gdzie były krowy, to pamiętam było bardzo ciasno. Jak dwie krowy się położyły to inne musiały stać – nie było miejsca. Zapasów karmy nie było dużo. Nikt nie przypuszczał, że tak długo będziemy jechać. A było tak. Jak pociąg stanął, gdzieś się zatrzymał np. w polu, to wszyscy szybko starali się, każdy co mógł, to zbierał, czy to trawę, czy jakieś inne. Każdy dokarmiał inwentarz. No i zaraz rozkładali jakieś cegły, jakiś garnek i już próbowali gotować. W wagonach nie było warunków na gotowanie.
          Była taka sytuacja zawsze, jak pociąg stał, to ludzie się rozchodzili. Wychodzili z wagonów - ustalone było, jak pociąg będzie ruszał dalej to będą zawsze trzy gwizdki i po dziesięciu minutach pociąg będzie odjeżdżał.
          Jechaliśmy, stawaliśmy na stacjach, staliśmy po dobie, po dwie. Były przeważnie zajęte tory, albo zabierali lokomotywę. Na przykład w Poznaniu pociąg stał, nikt nie wiedział kiedy, jak i gdzie pojedziemy. Nie wiadomo nic. Część pociągu odczepiono, odczepiono skład ze zwierzętami i podczepiono do innego. Nie było w tym czasie delegatów (opiekunów rządowych tego pociągu). Byli gdzieś na dworcu – chyba „na piwie”. Ludzie narobili hałasu, pobiegli do zawiadowcy. Był krzyk, bo w tamtych wagonach też byli ludzie z naszego transportu. Po tym alarmie, gdzieś po kilku godzinach, powróciła ta część transportu, a był już za Wolsztynem. Przyjechaliśmy do Zbąszynka i tam zatrzymaliśmy się na postój. Wiem, że do Świebodzina przyjechaliśmy, może to był 1 czerwca 1945 r. ok., 9-10 z rana. I tam od strony pola była taka duża rampa. I tam kazali się już wyładować, bo to koniec tej podróży. Na tej rampie, to też może tydzień albo i więcej byliśmy. To zaczęli ludzie sami chodzić po wsiach i domach, i szukać. Chodzili do Rusinowa, do innych wsi. Bo my nie byliśmy tutaj pierwsi – dużo było już pozajmowane.
          Zaczęli ludzie na własną rękę chodzić i szukać, gdzieś jakiegoś mieszkania. I mi się wydaje, że moja mama z Twoją mama poszły do Lubieniecka szukać, bo to i blisko do miasta i do stacji. Nikt nie myślał, że my tutaj zostaniemy. Każdy myślał, że to coś przejściowe. No i tak jak przyszli do Lubieniecka, to każdy dom był zajęty przez Rosjan. Oni w tych domach „buszowali”. Oni wszystko, co było możliwe, to ponieśli. A moja mama wstąpiła do domu na rogu – tam był oddział żołnierzy. Kapitan po rozmowie pozwolił zająć jeden pokój. Później jak zobaczył, że mamy krowę i częstowaliśmy go mlekiem to zorganizował, że wojsko opuściło dom gdzieś po tygodniu. Jak jechaliśmy do Lubieniecka, to koło drogi był pozostawiany zepsuty sprzęt wojskowy. Później go zabrali.
          Wszystko co było w domach, to trzeba było odwieźć do specjalnego punktu, zwożono tam meble, maszyny, urządzenia. To był specjalny skład w mieście. Te towary były później ładowane na wagony i wywożone do Rosji.
          Jak tutaj przyjechaliśmy, to bardzo dużo Niemców wyjeżdżało z tych terenów. Tymi polnymi drogami, to szły całe sznury. Niemcy na tych wózkach, małych drewnianych wózkach, ciągnęli swój dobytek. Szły cale kolumny, mieli na wózkach swój dobytek, resztę musieli pozostawić. W Lubieniecku po wojnie było kilka rodzin niemieckich: Krzywiccy, Szuba i był taki Willi, co był kierowcą.
          Ojciec miał jakiegoś konia i znalazł się jakiś wóz i pamiętam, że tym jechaliśmy do Lubieniecka. Pan Łakomy już miał mieszkanie. Obok Łakomego, na rogu mieszkał pan Żarna. Był on sam, bez rodziny – przyjechał z poznańskiego. Napisał na bramie taką kartkę „zajęte przez Polaka” – bo to tak pisali, aby nie rozgrabili. My nie musieliśmy za swoje gospodarstwo płacić, a on musiał je później spłacać.
          Pan Żarna nie znał języka rosyjskiego i kiedyś była taka sytuacja, że żołnierz rosyjski zaproponował mu kupno „sabaki”. Żarna myślał, że to koń. I umówił się na kupno. Jak Rosjanin przyprowadził tego psa – to on mówi - ja nie kupuję, to miał być koń. Żołnierz rosyjski – ze złością i groźbą wykrzykiwał „małczy, bieri bo ubiju kak sobaku”. Żarna z dużym strachem i trwogą o swoje życie psa kupił...
          Tak to wyglądał m.in. handel w pierwszych dniach pobytu w Marzęcinie.
Wysłuchał Mirosław Algierski.
 
Janina Kubicka z domu Algierska, do 1945 r. mieszkanka wsi Melatyn, gmina Sijańce, pow. Zdołbunów.
            W następnej części zaprezentujemy dalszy ciąg wspomnień pierwszych powojennym mieszkańców naszej gminy.
 
* Ostróg w tym czasie był niedużym miasteczkiem, leżącym w odległości kilkunastu kilometrów od kolei. Najbliższa stacja nazywała się Ożenin. Dziś nazywa się Ostrih.
Z Ożenina do Ostroga (ok. 12 km) podróżowało się bryczkami lub furmankami. Woźniców nazywano bałagułami. Byli to przeważnie starzy Żydzi, prawdziwi poligloci, mówiący biegle w czterech językach: po żydowsku, polsku, rosyjsku, i ukraińsku.
 
 
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Świebodzinie
Tekst pierwotnie ukazał się w papierowym wydaniu „Okolic najbliższych” (lipiec-sierpień 2006)
 
 
Powrót
KOMENTARZE
Wydawca Portalu Regionalnego Okolicenajblizsze.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi użytkowników Forum.
Zgłoś naruszenie regulaminu
Aby pisać komentarze musisz być zalogowany.
Jeżeli jeszcze nie posiadasz konta zapraszamy do rejestracji.
START   |   AKTUALNOŚCI   |   REKLAMA   |   KONTAKT   |   
 Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright © Okolicenajblizsze.pl
Powiadom znajomego