Załoga Computeca, startująca w cyklu regat PGNiG Bezpiecznie Nad Wodą Delphia Cup, na pewno nie tak wyobrażała sobie swój tegoroczny debiut w imprezie. Pomimo wielkiej woli walki i dorównującego optymizmu, regat rozegranych w miniony weekend (9 – 10 lipca) w Kołobrzegu na pewno nie zaliczy do udanych.
Tym razem kampania PGNIG zawitała do Kołobrzegu. Dla załogi Computeca były to pierwsze regaty w obecnym sezonie i niestety, delikatnie mówiąc, nie były to zawody udane.
To jak kiepski był ten weekend, może zobrazować droga powrotna po nieudanych regatach. Computec wracał do domu razem z załogą Kalinowych Pól. Do wyboru były dwie drogi - nowa trasa S3 ze Szczecina w kierunku Gorzowa, oraz trasa nieco krótsza, ale prowadzącą bocznymi drogami przez Barlinek i Strzelce Krajeńskie. Obawiając się niedzielnych powrotów znad morza i korków, Computec wybrał opcję drugą, a „kalinowi” pojechali „trójką”. Efekt był taki, że ci pierwsi dotarli na miejsce godzinę później, a spodziewanych korków nie było.
Mniej więcej tak też wyglądało weekendowe pływanie Computeca w Kołobrzegu, gdzie świebodzinianie najczęściej dokonywaliśmy po prostu złych wyborów. Do tego brakowało szczęścia, opływania, nie wspominając nawet o wszechobecnym pechu.
- Po pierwszym dniu fatalnego pływania, kiepskich decyzjach taktycznych i drobnych defektach, w pierwszym niedzielnym wyścigu pojawiła się szansa na rehabilitację i pokazanie się z trochę lepszej strony. Przez większość dystansu prowadziliśmy wyścig, skutecznie broniąc się przed atakami Zbyszka Kani. Na „ostatnią prostą” wpływaliśmy na pierwszym miejscu z dużą szansą na „dowiezienie” wyniku do mety – relacjonuje sternik Computeca Maciej Gałązka, który w ten weekend pływał z Łukaszem Chominem, Jackiem Dydyniem i Maciejem Wilewskim. Tutaj niestety limit szczęścia się wyczerpał, a przewrotny los odebrał nadzieję na podreperowanie honoru. - W najmniej spodziewanym momencie odkręcił się nam fał genakera i uciekł na samą górę masztu, co uniemożliwiło nam dalszą rywalizację – opowiada zasmucony M. Gałązka. Gwoli wyjaśnienia - fał genakera to lina, za pomocą której wciąga się żagiel na maszt. Z kolei genaker, to dodatkowy żagiel wyciągany na kursach z wiatrem, który umożliwia nawet dwukrotne zwiększenie prędkości jachtu. - W tej sytuacji niestety do mety przypłynęliśmy dopiero na dziewiątym miejscu.
Dzięki niesamowitym umiejętnościom alpinistycznym jednego z członków załogi z zaprzyjaźnionego jachtu, który wszedł na sam czubek masztu po fał, Computec mógł kontynuować rywalizację.
Oprócz tego jednego wyścigu, w którym świebodzińska załoga miała przebłysk formy z zeszłego sezonu, całych regat nie może zaliczyć do udanych. - Powodów było wiele. Przede wszystkim brak opływania w dużych imprezach, brak szczęścia, awarie, czasem po prostu pech – wyjaśnia M. Gałązka, którego załoga zajęła ostatecznie, nomen omen, pechowe trzynaste miejsce.
O wiele lepiej spisała się nasza druga załoga – Kalinowe Pola (Piotr Kotwicki, Remigiusz Horodyski, Jacek Górecki, Konrad Żółtowski). Co prawda tym razem „golfiarze” na podium nie stanęli, ale w stawce czternastu załóg, zajęli znakomite piąte miejsce, dopisując do swojego stanu posiadania kolejne punkty.
Regaty wygrała załoga Ford Kuga z Andrzejem Czapskim za sterem. W tym sezonie są zdecydowanymi liderami rankingu. Ciekawostką może być to, że triumfatorzy poprzednich regat, czyli załoga Indygo, zajęła dopiero siódme miejsce, a zeszłoroczny Mistrz Polski i zwycięzca Pucharu Polski Zbigniew Kania (PGNiG) w tym sezonie nie stanął jeszcze na podium. Gołym okiem widać, że poziom w stawce bardzo się wyrównał. To z kolei sprawia, że każdy wyścig jest bardzo emocjonujący i wymagający najwyższej koncentracji.
- Na szczęście atmosfera w załodze jest pozytywna, wnioski wyciągnięte. Kolejne regaty już za dwa tygodnie w Pucku. Myślę, że zaprezentujemy się znacznie lepiej niż w Kołobrzegu – kończy Maciej Gałązka.