I tym razem Santos Świebodzin nie sprawił niespodzianki – wygrał jak zwykle. Tym razem jego ofiarą była drużyna Znicza Kosieczyn, która musiała przełknąć porażkę na własnym terenie 1:5. Może gospodarze przestraszyli się świebodzinian po wysłuchaniu ich klubowego hymnu?
W sobotę (10 października) Santos grał na wyjeździe w Kosieczynie z miejscowym Zniczem. Liczne obowiązki służbowe czy szkolne zatrzymały kilku kluczowych graczy Santosu, tak więc zameldował się on w dość eksperymentalnym składzie. Inną rzeczą utrudniającą konstruktywną grę było z pewnością boisko - zdecydowanie najgorsze na jakim przyszło zagrać świebodzińskim „Świętym”.
Mimo wszystko od początku Santos ruszył z werwą na przeciwników spychając ich do defensywy. Raz za razem dochodziło pod bramką Znicza do groźnych sytuacji, jednak skuteczność Santosu pozostawiała wiele do życzenia.
Tak było do 12 minuty, kiedy niezawodny Artur Nowaczyk popędził na bramkę rywala. Po przebiegnięciu kilkunastu metrów uderzył precyzyjnie w długi róg bramki otwierając wynik meczu. Asystę przy bramce zaliczył jego partner z linii ataku Kamil Zgliniecki. W 25 minucie Santos wykonywał rzut rożny. W sporym zamieszaniu najwięcej zimnej krwi zachował Mariusz Brodowski, który z najbliższej odległości na raty skierował piłkę do siatki podwyższając prowadzenie. Kilka minut później ten sam zawodnik przeprowadził akcję rozpoczętą długim wybiciem z linii obrony. Niezdecydowanie obrońców Znicza zaowocowało kolejną bramką.
W 40 minucie Wojtek Dudziński odzyskał piłkę w bocznym sektorze boiska. Przeprowadził dynamiczny rajd, łamiąc akcję do środka i posłał piłkę do siatki obok interweniującego bramkarza gospodarzy.
Pierwsza połowa upłynęła pod dyktando Santosu, choć Znicz również miał co najmniej dwie sytuacje bramkowe, jednak dobra dyspozycja bramkarza i brak zimnej krwi napastników Znicza pozwoliło Santosowi zachować czyste konto.
Po przerwie gra się nieco wyrównała. Był to rezultat spokojnego prowadzenia Santosu, które odrobinę uśpiło całą drużynę. W 52 minucie po kolejnym rzucie rożnym i strzale Adriana Nowaczyka bramkarz gospodarzy odbił piłkę przed siebie. Na taki prezent czyhał Kamil Zgliniecki, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki podwyższając prowadzenie Santosu na 5:0.
Kilka minut później niefortunnie interweniował Marcin Grześkowiak. Wrzutkę gracza Znicza przeciął niestety ręką, a że rzecz działa sie w obrębie pola karnego sędzia wskazał na jedenasty metr. Znicz pewnie wykorzystał rzut karny zdobywając, jak sie okazało, bramkę honorową.
Do końca meczu wynik nie uległ zmianie i Santos pokonał pewnie Znicz 5:1, jednak jego gra pozostawiała wiele do życzenia.
Santos wystąpił w składzie: Paweł Sergiew - Marcin Grześkowiak, Piotr Szpilman, Konrad Hładki, Łukasz Skrzypczak - Wojciech Dudziński, Daniel Sodel (63. Wojciech Kliński), Mariusz Brodowski, Adrian Nowaczyk - Artur Nowaczyk, Kamil Zgliniecki (57. Łukasz Jacykowski).
Kolejne spotkanie Santos rozegra na własnym terenie w najbliższą niedzielę (18 października). Rywalem będzie zajmujący szóste miejsce w tabeli Olimp Kręcko. Początek o godzinie 15-tej.