Młodzi, ambitni, a do tego skuteczni. To przymioty idealnie pasujące do drużyny O.N.I.R, która po dwóch zwycięstwach jakie odniosła w miniony weekend (18-19 grudnia) lideruje w tabeli turnieju niezrzeszonych. Zwycięstwa tym cenniejsze, bo odniesione nad trudnymi przeciwnikami (Computec i Sprick). Ale do ostatecznego triumfu droga daleka, tym bardziej, że po piętach „młodych gniewnych” depczą starzy wyjadacze z Tombudu.
Weekendowe mecze otworzyło spotkanie Żar Oil ze Sprickiem. Pojedynek był wyrównany, przynajmniej w pierwszej połowie w trakcie której żadna z drużyn nie zdołała objąć prowadzenia, choć obydwie miały po co najmniej jednej „setce”. W pierwszych minutach drugiej odsłony niby zawodnicy strzelali na bramki, ale piłka była jak zaczarowana. Do czasu. W 16 minucie w końcu trafił Paweł Witkowski, a trzy minuty później Krzysztof Jutrzenka. W 21 minucie kropkę nad „i” postawił Mariusz Rejman i ostatecznie „olejarze” mogli się cieszyć ze zwycięstwa 3:0.
Następnego dnia nie było już tak lekko. Żar zmierzył się z Teatrem Marzeń, który chciał osiągnąć więcej niż dzień wcześniej, gdy w spotkaniu z Lechem Auto zdołał uciułać jeden punkt. Z takiego rozwiązania w sumie mogą być bardziej zadowoleni zawodnicy Lecha, którzy wywalczyli remis niemal cudem, choć to oni pierwsi strzelili bramkę. W 9 minucie zdobył ją z rzutu karnego (za zbyt dużą liczbę przewinień rywala) Mariusz Hoffman. Cztery minuty po przerwie wyrównał Piotr Andrzejczak. Po tej bramce „aktorzy” dostali skrzydeł i zacieklej atakowali bramkę rywala. To że nie padł żaden gol Lech może zawdzięczać swojemu bramkarzowi Henrykowi Giecołdowi, który wyczyniał cuda. Na niecałe 40 sekund przed końcową syreną sędziowie podyktowali karnego przedłużonego dla Teatru. Bramka jednak nie padała – piłka trafiła w słupek. Więcej goli w tym spotkaniu już nie oglądaliśmy.
Sobotnią niemoc strzelecką „aktorzy” kontynuowali w niedzielę w trakcie spotkania z „olejarzami”. Tutaj co prawda zdobyli dwie bramki, z tą jednak różnicą, iż jedna w wykonaniu Bernarda Gawłowicza, została zaliczona przeciwnikom. Ta bramka samobójcza była wyrównującą. Wcześniej, w szóstej minucie, Teatr na prowadzenie wyprowadził Józef Jastrzębski, dla którego było to szóste trafienie w turnieju. W końcówce było bardzo nerwowo – posypały się kartki, w tym czerwona dla B. Gawłowicza, który nie potrafił trzymać nerwów na wodzy. Nie byłoby takich sytuacji, gdyby Teatr grał czyściej, a nie błyskawicznie łapał przewinienia, które w końcu skutkowały rzutami karnymi. Jeden z nich, jeszcze w pierwszej połowie, zdołał obronić Robert Mazurkiewicz, ale w 19 minucie po strzale Pawła Witkowskiego nie miał szans. Co prawda 1,5 min przed końcem obronił po raz kolejny, jednak jego koledzy z pola nie zdołali strzelić już żadnej bramki i „aktorzy” przegrali 1:2.
Dobrze weekendowe potyczki rozpoczął Tombud, który w sobotę bez najmniejszych problemów pokonał Seco Warwick. Po pierwszej połowie, która zakończyła się pięciobramkowym prowadzeniem Tombudu, zapowiadało się na dwucyfrowy wynik. Ale po przerwie drużyna w czerwonych strojach stanęła. Gra nie kleiła się już tak bardzo i żaden z zawodników tej drużyny do bramki już nie trafił. Wyręczył ich Michał Gendera, który pechowo strzelił samobójcza bramkę. Trzy minuty wcześniej (19 minuta) honorowe trafienie dla „pieców” zaliczył Daniel Grzeczkowiak. Wynik 6:1 jest nieco zaskakujący, bo co prawda Seco na pewno nie było faworytem tego spotkania, ale można było oczekiwać, że jednak postawi poprzeczkę o wiele wyżej.
W niedzielę Tombudowi nie poszło już tak gładko. Jego przeciwnikiem był Lech Auto, którego zawodnicy, za sobotni remis, byli na siebie mocno źli.Po ósmej kolejce mogą się irytować jeszcze bardziej, bowiem to spotkanie przegrali 1:2. Przewaga Tombudu była wyraźna szczególnie w pierwszej połowie, którą po bramkach Artura Jocza i Tomasza Jagiełło zakończyli prowadzeniem 2:0. W drugiej odsłonie Lech zagrał lepiej. W 19 minucie bramkę dającą nadzieję zdobył Krzysztof Hildebrand. Ten sam zawodnik dziesięć sekund przed końcową syreną nie zdołał wykorzystać stuprocentowej sytuacji i lechici stracili szansę na remis. Obecnie z 10 punktami są na dziewiątej pozycji. Tombud (21 punktów) jest drugi ze stratą zaledwie jednego oczka do O.N.I.Ru.
„Bogaty” weekend zaliczyli „foliarze”, ale ich obfita zdobycz punktowa nie może być zaskoczeniem. W końcu zagrali z dwiema najsłabszymi drużynami. W sobotę „zmasakrowali” Recaro 14:2, a w niedzielę „rozjechali” Keiper 7:0. Bohaterem tego spotkania został Cezary Janas, który ustrzelił cztery bramki i zapewne zastanawia się jak zachować asertywność, gdy będzie musiał odmawiać wszystkim drużynom, które będą zabiegać o jego transfer. O meczu 7 kolejki można powiedzieć trzy rzeczy – to pierwsze spotkanie w którym jedna drużyna „zrobiła” dwucyfrowy wynik, po drugie - aż 9 goli strzelił Tomasz Pawlak, (z 25 trafieniami króluje na liście najskuteczniejszych strzelców), a po trzecie – należy bardzo nisko ukłonić się zawodnikom Recaro, którzy pomimo beznadziejnej sytuacji w tabeli przyszli na mecz i próbowali walczyć. Co więcej pojawili się także na parkiecie następnego dnia. Oby się nie zniechęcili i traktowali dalszy udział w turnieju jako dobrą zabawę. Bramki dla Recaro zdobył Marcin Jajko oraz Łukasz Ostrowski. W niedzielę ich drużyna znów dostała baty. Tym razem od Computeca, który „rozjechał” ich aż 16:0 (!). Nic dziwnego – „komputerowcy” musieli przecież odreagować sobotnią porażkę 3:6 z O.N.I.Rem.
A to spotkanie zostanie zapamiętane na długo, bo był to jeden z lepszych, a może i najlepszy mecz w tegorocznej edycji turnieju niezrzeszonych. Emocje po prostu aż kapały na parkiet. Jednak pomimo tego, spotkanie było w miarę czyste i nie zakończyło się żadnym nieprzyjemnym incydentem, a zawodnicy obydwu drużyn, którzy po meczu uścisnęli sobie dłonie, śmiało będą mogli sobie patrzeć w oczy. Strzelanie rozpoczął i zakończył O.N.I.R. W 2 minucie soczystym uderzeniem bramkarza Computeca pokonał Wojciech Kucharski, a w ósmej fantastycznym strzałem popisał się Dawid Myślicki. Zaledwie po kilkudziesięciu sekundach uśmiech na twarzach zawodników O.N.I.Ru zgasił Janusz Śmiałek, który zmniejszył dystans. Minutę później byli już bliscy rozpaczy, bo po karnym przedłużonym wykonywanym przez Tomasza Cenina zrobiło się 2:2. Ale dwie minuty później ten sam piłkarz tym razem ucieszył rywali. Po zagraniu piłki przez bramkarza „komputerowców” Eugeniusza Kołę T. Cenin odegrał do niego, ale chyba nico zbyt energicznie. Tego golkiper się nie spodziewał i piłka wylądowała w siatce. Gol samobójczy w tak ważnym meczu musiał chociaż trochę podciąć skrzydła, choć o poddaniu się naturalnie nie było mowy. Bliski wyrównania był J. Śmiałek, ale uderzona przez niego piłka odbiła się od słupka. W 16 minucie już się nie pomylił – 3:3 i wszystko zaczęło się od nowa. W 21 minucie sytuacji „sam na sam” nie zmarnował Paweł Wirbik wyprowadzając O.N.I.R na ponowne prowadzenie, co niesamowicie ucieszyło publiczność, która wyraźnie sprzyjała jego drużynie. Computec szukał różnych dróg do wyrównania. Na dwie minuty przed końcem wycofał bramkarza, którego miejsce zajął Maciej Mikołajewski. To rozwiązanie było postawieniem wszystkiego na jedną kartę – a ta tym razem nie była szczęśliwa. M. Mikołajewski, zgodnie z założeniem, grał mocno wysunięty do przodu. „Komputerowcy” liczyli na to, że poza zdobyciem wyrównującej bramki, uda im się także zatrzymać ewentualne diabelnie szybkie kontry przeciwnika. Nie udało się i po kolejnych dwóch bramkach (Kucharski, Wierbik) Computec poniósł jedną z większych porażek w ostatnich latach. Obecnie„komputerowcy” z 16 punktami zajmują trzecie miejsce w tabeli, co absolutnie nie oznacza, że nie mają już nadziei na mistrzowski tytuł. Jednak ich szanse są o wiele mniejsze, a „młode wilki”, które są jedyną drużyną bez porażki, zrobią wszystko, aby osiągniętej przewagi nie zmarnować.
W niedzielę przewagi nie roztrwonili i pokonali Sprick Rowery 2:0. Na prowadzenie w 4 minucie swoją drużynę wyprowadził Wojciech Kucharski. Co ciekawe w tym czasie O.N.I.R grał w osłabieniu. W pierwszej połowie, gdyby zawodnicy tej drużyny zdołali wykorzystać swoje okazje, prowadziliby znacznie wyżej i w drugiej odsłonie oszczędziliby sobie trochę nerwów. Tutaj również sporo strzelali, ale piłka do bramki wpaść nie chciała. Posłuchała dopiero w 19 minucie Łukasza Kuciewicza, który znakomicie ograł rywala, skoczył do przodu i precyzyjnie uderzył w „długi róg”. Piłka odbiła się jeszcze od wewnętrznej strony słupka i wpadła do bramki – piękny gol. W ostatnich minutach „rowerzyści” przycisnęli bardzo mocno, ale bramki nie strzelili.
Znakomicie spisuje się Kico. Jego wysokie czwarte miejsce na pewno dla wielu jest sporym zaskoczeniem. W sobotę zawodnicy tej drużyny udowodnili, że można skutecznie postawić się Piekarni Balcewicz z jej snajperem Pawłem Muellerem. W tym spotkaniu padło siedem bramek (6 strzeliło Kico), chociaż gdyby wykorzystano wszystkie rzuty karne przedłużone jakie sędziowie odgwizdali, to bramek byłoby o 6-7 więcej. Po prostu bramkarze byli w świetnej dyspozycji i skutecznie bronili dostępu do swojej twierdzy. Szczególne uznanie należy się golkiperowi Kico Patrickowi Zahn, który kilkakrotnie zapobiegł utracie goli. Gdyby je wpuścił, szczególnie w pierwszej połowie, gdy przewaga „zamków” nie była tak okazała, to mecz mógłby się potoczyć zupełnie inaczej. Na szczęście dla Kico ich bramkarz w sobotę był w maksymalnej formie.
W niedzielę zresztą również niewiele mu brakowało. Jego drużyna jako pierwsza zdobyła gola. W 4 minucie uczynił to Adam Grodzki. Następnym razem piłka zatrzepotała w siatce dopiero w 19 minucie, gdy rzut karny dla Seco wykorzystał Michał Gendera. „Zamki” co prawda mogą żałować, że nie dowiozły zwycięstwa do końca, ale w sumie mogą być zadowolone ze swojej dotychczasowej postawy, której być może nawet sami się nie spodziewali. Jednak o utrzymanie tak wysokiej pozycji będzie trudno, bo przecież jeszcze wiele kolejek przed nami.
Fragmenty spotkania Seco - Kico
Z kolei „piekarze” nie uznają tego weekendu za udany. W sobotę przegrali wyraźnie, a w niedzielę ledwo zremisowali z Eltermą 3:3. W 7 minucie gola dla „pieców” ze Świerczewskiego zdobył Łukasz Walczak. Po kilkudziesięciu sekundach wyrównał P. Mueller, a po chwili „Piekarzy” na prowadzenie wyprowadził Damian Krawczyk. Kolejne dwie bramki zdobyła Elterma (Mirosław Wisz i Tomasz Brzeziński), ale nie dały im one zwycięstwa, bowiem trzy minuty przed końcem wyrównał Andrzej Martyn. Piekarnia obecnie zajmuje niezłe siódme miejsce, a Elterma jedenaste.
Ta pozycja może jednak ulec zmianie przed następną kolejką. Wszystko zależy od tego, czy sobotni walkower dla Eltermy w meczu z Keiperem zostanie utrzymany. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że obydwie drużyny mają bardzo luźne podejście do turnieju, bowiem w sobotę ci pierwsi zameldowali się w sile trzech, a Keipera nie reprezentował nikt. O graniu naturalnie nie było mowy i sędziowie odgwizdali walkower dla Eltermy (regulamin przewiduje, że może grać trzech zawodników). Jednak jak wieść gminna niesie zaszło nieporozumienie. Otóż kierownicy drużyn, ze względu na to, że Keiper nie mógł w tym dniu grać, umówili się na inny termin o czym nie poinformowali sędziów, a ci zgodnie z regulaminem przyznali walkower. O przełożonym spotkaniu nie wiedzieli również wszyscy zawodnicy Eltermy. Spotkanie prawdopodobnie zostanie rozegrane w tygodniu. Wówczas mogą zajść drobne zmiany w tabeli.
Kolejne spotkania XIII Turnieju Niezrzeszonych dopiero za trzy tygodnie (8-9 stycznia), po świąteczno-noworocznej przerwie.