Zero gościnności. Tak należy ocenić wczorajszy występ świebodzińskiego Zewu, który w ramach trzecioligowych rozgrywek podejmował ekipę Sparty Gubin. Dlaczego zero gościnności? A jak inaczej traktować pogrom przyjezdnych, którzy „polegli” 24:55?
Zew Świebodzin był we wczorajszym (14 grudnia) spotkaniu murowanym faworytem. Wielkim zaskoczeniem byłaby przegrana z ostatnią w tabeli Spartą Gubin. Ale zaskoczenia nie było i podopieczni Dariusza Wojtali wygrali bez najmniejszych problemów. Nawet laik, dla którego piłka ręczna jest jedną wielką niewiadomą, dostrzegłby, że świebodzinianie znacznie przewyższają umiejętnościami rywala. Zew prowadził od początku do końca bezlitośnie punktując przeciwnika.
Po dziesięciu minutach gry prowadził już 9:3 i spokojnie kontrolował przebieg gry. W kolejnych dziecięciu minutach świebodzinianie rzucili dalszych dziewięć bramek, a przyjezdni zaledwie cztery (18:7). U naszych zawodników nie można było dostrzec żadnej nerwowości i widać było, że doskonale wiedzą co robią, tym bardziej, że rywal pozwalał na wiele. Zew skutecznie przerywał kontry gości, a i na skuteczność trener Wojtala również nie powinien narzekać, choć czasami głośno zwracał swoim podopiecznym uwagę na ewentualne błędy i niedociągnięcia za które kilkukrotnie posłał kąśliwą uwagę. Do przerwy gospodarze prowadzili 29:12 i nawet najwięksi optymiści w drużynie Sparty nie wierzyli już chyba w końcowy sukces.
I ten faktycznie nie nadszedł, bowiem w drugiej odsłonie obraz gry nie zmienił się. No może poza tym, że po zmianie stron piłka częściej wpadała do drugiej bramki. Zawodnicy Zewu, pomimo wysokiego prowadzenia, pozwalali sobie chwilami na dość ostrą grę, która skutkowała dwuminutowymi wykluczeniami – w pewnym momencie na parkiecie było tylko trzech zawodników z pola, ale nawet to nie przeszkodziło im w zdobywaniu bramek. Ta sytuacja strasznie irytowała Sylwię Włodarczyk,trenera Sparty, która za zbyt krytyczne uwagi dotyczące pracy sędziów została ukarana żółtą kartką. Ale chyba tak naprawdę trener i jej zawodnicy spodziewali się porażki, bowiem nie wyglądali na załamanych.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 55:24. Zwycięstwo sprawiło, że Zew awansował na drugie miejsce w tabeli (z trzeciego).
Z przebiegu spotkania i osiągniętego wyniku zadowolony jest naturalnie trener D. Wojtala, choć widział mankamenty swoich zawodników. – W tej chwili dużo nam jeszcze brakuje. Cały czas próbujemy różnych ustawień i przyznaję, że wychodzi nam to coraz lepiej. Przed nami są jeszcze dużo ważniejsze mecze, bo nieskromnie powiem, że ten był w sumie z góry wygrany. 6 stycznia gramy ważne spotkanie z Polkowicami i wówczas okaże się kto jest lepszy.
Zew wystąpił w składzie: Patryk Wołk, Adam Szarłowicz (2 bramki), Tomasz Tywoniuk (2), Przemysław Bryza (1), Piotr Tomczyk (5), Mariusz Wysocki (7), Krzysztof Tomczyk (1), Kacper Filipczak (9), Marek Bartnik (1), Jakub Obara (13), Michał Kupiec (3), Tomasz Antkowiak (1), Tomasz Iwan (4), Łukasz Rogowski (6).