Ostatnie dwie kolejki pierwszej rundy szesnastego Turnieju Niezrzeszonych przejdą bez większego echa. Powód? Pary w jakich rywalizowało osiem drużyn nie były nazbyt ciekawe, a tym samym spotkania także nie były szczególnie emocjonujące. No, może z dwoma wyjątkami.
W sobotę HRS Jama bez kłopotu pokonała 6:2 Piekarnię Balcewicz. Po dwie bramki dla zwycięskiej ekipy zdobyli Bernard Gawłowicz i Sławomir Krasucki. Następnego dnia „hurtownicy” zmierzyli się z Seco Warwick. Tutaj już trzeba było mocniej się napocić. Tym bardziej, że to Seco jako pierwsze zdobyło bramkę (Michał Gendera). Po dwóch minutach Jama wyrównała, a w dziewiątej wyszła na prowadzenie. Seco, które zagrało na 100 procent, absolutnie nie miało zamiaru pogodzić się z losem i mocno walczyło o kolejnego gola. Nie udało się, ale co najmniej dwukrotnie było naprawdę blisko. Trochę szkoda, bo remis byłby chyba sprawiedliwym wynikiem.
Dzień wcześniej „piece” przegrały z Tombudem. Porażka była dotkliwa, bo aż 1:5. Prawdziwy „dzień konia” miał w tym pojedynku Artur Jocz, który zdobył trzy bramki.
Takim samym stosunkiem swój mecz wygrał w 6 kolejce Computec, który pomimo tego, że zagrał bez zmienników, co staje się już pomału tradycją, uporał się z rywalem. Tym razem jego ofiarą padło Kico, które zagrało bez dwóch podstawowych zawodników. Pomimo tego „zamki” walczyły naprawdę dzielnie, a spotkanie rozstrzygnęło się w ostatnich pięciu minutach, gdy Computec zdobył trzy gole. W całym spotkaniu trzy trafienia na swoim koncie zapisał Janusz Śmiałek, który z piętnastoma trafieniami na koncie (wliczając w to cztery niedzielne) jest, jak na razie, liderem wśród najskuteczniejszych strzelców. W niedzielę „zamki” przegrały 0:5 z West Energy.
W niedzielę „komputerowcy” zmierzyli się z Piekarnią Balcewicz. Zwycięzca mógł być tylko jeden. Przynajmniej „na papierze”. Ostatecznie Computec faktycznie wygrał wysoko (6:3), jednak musiał o zwycięstwo mocno powalczyć, przy czym był pod sporą presją, bo „piekarze” całkiem śmiało sobie poczynali, doprowadzając nawet w pewnym momencie do remisu. Ostatecznie jednak doświadczenie i umiejętności „komputerowców” wzięły górę.
Jedynym meczem, w którym padł inny od oczekiwanego wynik, był sobotni pojedynek pomiędzy West Energy a Rejmarem. Gdy w trzeciej minucie gola dla „energetyków” zdobył Mariusz Bogdan wydawało się, że scenariusz, w którym West Energy zdobywa trzy punkty, będzie realizowany. Okazało się jednak, że „złomiarze” mają inne plany. W 16 minucie wyrównał Łukasz Jastrzębski. Wówczas Rejmar poczuł krew i starał się strzelić kolejną bramkę. Nie udało się. Zresztą „energetykom” również i drużyny podzieliły się punktami.
W niedzielę „złomiarze” nie przestraszyli się również faworyzowanego Tombudu, choć po pierwszej połowie to właśnie lider, po trzech bramkach Nikodema Rafalika, zdecydowanie prowadził. Jednak po przerwie Rejmar nie odpuszczał i nogami Grzegorzów Przypisa i Galasa (x2) doprowadził w 23 minucie do stanu 4:3 dla Tombudu. Wówczas jeszcze wszystko było możliwe. Jednak w pewnym momencie rozpoczęły się kłótnie i wzajemne pretensje, przy czym tradycyjnie już, najwięcej oberwało się sędziom, którzy podyktowali rzut karny dla Tombudu. Rywal nie zgodził się z decyzją i bramkę opuścił golkiper. Wykonujący karnego Tomasz Iwanowski zachował się jednak fair i z rozmysłem posłał piłkę obok bramki, co spotkało się z aprobata zawodników rywala i publiki. Ten gest jednak niewiele Rejmarowi dał, bowiem chwilę później zwycięstwo 5:3 przypieczętował Tomasz Traczyński, który w tym sezonie pojawił się na boisku po raz pierwszy.
Po pierwszej rundzie liderem jest Tombud, który uzbierał 19 oczek. O jedno mniej ma HRS Jama, a trzeci Computec traci do lidera cztery punkty.
Przed zawodnikami i kibicami trzy tygodnie przerwy. Runda rewanżowa rozpocznie się w sobotę 11 stycznia.