Po dwóch zwycięstwach z rzędu przyszedł czas na remis. Dodać trzeba remis okazały, bowiem zarówno Prochowiczanka, jak i Pogoń zdobyły w dzisiejszym spotkaniu (10 września) po trzy bramki. Z osiągniętego wyniku bardziej zadowoleni są na pewno świebodzinianie, którzy urządzili sobie skuteczną pogoń za wynikiem.
Zaczęło się znakomicie dla gości. W piątej minucie z rzutu rożnego dośrodkowywał Piotr Andrzejczak. Uderzenie było precyzyjne – piłka trafiła na głowę niepilnowanego Roberta Stachowiaka, który wpakował piłkę do siatki.
W 20 minucie Pogoń mogła prowadzić już dwoma bramkami. Celnym podaniem do Rafała Duchnowskiego popisał się Marcin Szymański. Ten pierwszy wyszedł „sam na sam”, ale niestety nie zdołał trafić w bramkę.
Przewaga gości musiała mocno rozsierdzić Prochowiczankę, która zdołała się otrząsnąć i przejęła kontrolę nad meczem. – Przyznaję, że przycisnęli nas dosyć mocno – mówi trener Pogoni Maciej Górecki. Napór gospodarzy przyniósł w końcu efekt. Dośrodkowana przez jednego z zawodników miejscowych piłka odbiła się od słupka i została kopnięta w górę. Na piątym metrze czekał na nią Michael Mikołajczuk. Z relacji M. Góreckiego wynika, że nie było to spokojne oczekiwanie, bowiem bramkarz był atakowany przez jednego z rywali. Wydawało się, że arbiter gwizdnie faul. Tak się jednak nie stało. Co więcej, padła bramka wyrównująca.
Druga połowa rozpoczęła się od zdecydowanych ataków Prochowiczanki, z którymi piłkarze Pogoni nie do końca sobie radzili. Świadczą o tym dwie bramki stracone w odstępie zaledwie kilku minut.
Pomimo tego, że przy stanie 1:3 świebodzinianie leżeli już na łopatkach, zdołali się podnieść. Już w dziesięć minut po stracie ostatniej bramki Pogoń zdołała zbliżyć się do rywala. Autorem gola był Robert Brejdak, a asystę zaliczył Paweł Wojtysiak. Zdobyty gol, był jak wiatr w żagle – Pogoń ruszyła do dalszych ataków. W 82 minucie zdołała wyrównać. Ostatnim podaniem popisał się Andrzej Dorniak. Akcję zamykał. M. Szymański i to właśnie on został zdobywcą ostatniej, jak się okazało, bramki w tym pojedynku.
Goście chcieli pójść za ciosem i „dobić” podłamanego rywala. Bliski szczęścia był Kamil Kruszyński, którypo „rajdzie” wpadł w pole karne, jednak ciągnięty za koszulkę stracił piłkę. Być może gdyby się przewrócił, sędzia zarządziłby rzut karny.
Remis osiągnięty w takich okolicznościach, to niemal jak zwycięstwo, choć naturalnie szkoda, że Pogoń nie zdołała wywieźć z Prochowic kompletu punktów.
Kolejnym rywalem Pogoni będzie Lechia Zielona Góra (wygrała dzisiaj z Motobi Bystrzyca Kąty Wrocławskie 2:0). Spotkanie początkowo planowane na sobotę, zostanie rozegrane w niedzielę (18 września) o godzinie 15-tej. Warto dodać, że włodarze Pogoni postanowili zrobić kibicom prezent – wstęp na mecz będzie bezpłatny.
AKTUALIZACJA
W poniedziałek zmieniono godzinę meczu. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 11-tej.