Kontynuuj
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".
Tuż przed rozpoczęciem ferii niezrzeszeni rozegrali kolejne dwie kolejki spotkań. To był bardzo dobry weekend dla co najmniej trzech drużyn – Computeca, Spricka i Seco. To właśnie te ekipy zdołały wygrać po dwa swoje mecze gromadząc po sześć dalszych punktów.
Powody do szczególnej radości mają „piece” z Sobieskiego. Po raz pierwszy bowiem w jeden weekend zainkasowali aż sześć punktów, a w przypadku tej drużyny to bardzo duża zdobycz. Dzięki temu mają na swoim koncie 10 punktów i udało im się wskoczyć na dziewiąte miejsce w tabeli.
Pierwsze punkty „przyszły” w sobotnim meczu z Piekarnią Balcewicz i mówiąc szczerze trudno było oczekiwać innego wyniku niż zwycięstwo, choć „piekarze” już niejednokrotnie pokazywali, że są nieobliczalni, o czym swego czasu boleśnie przekonało się Studio. Tym razem jednak zawodnicy w białych strojach niespodzianki nie zrobili i ulegli Seco 1:3, choć gdy w 19 minucie Andrzej Martyn doprowadziłdo stanu 1:2 wydawało się, że może dojść do wyrównania. Jednak sam entuzjazm nie gra i po chwili wynik spotkania ustalił Michał Gendera, który zdobył już wcześniej jedna bramkę z rzutu karnego (strzelił również Krzysztof Graczyk). Dzień później (niedziela 17 stycznia) zadanie było już trudniejsze. Tym razem przeciwnikiem Seco było Kico, które już kilka razy było o krok od korzystnego rezultatu, ale w ostatnich chwilach coś poszło nie tak. Tym razem również. Pierwszą bramkę w 4 minucie zdobył dla „zamków” Marcin Kwapisiewicz (dopiero trzecie trafienie w turnieju). Po sześciu minutach wyrównał Krzysztof Graczyk, a po przerwie prowadzenie dla Seco dał Michał Gendera. Dwie minuty przed końcem spotkania wyrównał Paweł Tomczyk i wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów. Ale Seco nie odpuściło i po jeszcze jednym trafieniu dołożyli Gendera i Graczyk. Zawodnicy Kico znów schodzili z parkietu ze spuszczonymi głowami. Trochę szkoda, bo remis byłby chyba sprawiedliwym rozwiązaniem. Z drugiej jednak strony to Seco wybiegało swoje zwycięstwo. Może gdyby Kico miało więcej niż jednego rezerwowego, to remis zostałby uratowany? O ile Seco wygrało dwa mecze, to „zamki” obydwa przegrały. Dzień wcześniej doznały porażki z Żar-Oil 0:4 i nadal są na przedostatnim jedenastym miejscu.
Było to jedyne zwycięstwo, które w weekend odniósł Żar. Ale nie było ono najłatwiejsze. Pierwszą bramkę dopiero w drugiej połowie zdobył Adam Sankiewicz, który później „ukłuł” jeszcze dwukrotnie. Czwartego gola zdobył Krzysztof Stacewicz. Gdyby Kico zdołało wykorzystać sytuację „sam na sam” byłby chociaż gol honorowy. Jednak nic z tego nie wyszło. Po radości ze zwycięstwa, dzień później „olejarze” przeżywali gorycz porażki, bo choć przegrana 1:6 z „komputerowcami” wielkim wstydem nie jest, to powodem do radości również nie. Tym bardziej, że aktualny mistrz „rozebrał” przeciwnika na czynniki pierwsze obnażając wszystkie jego słabości. Żar nie był w stanie odpowiedzieć na kolejne ciosy. Może gdyby A. Sankiewicz miał przy swoim boku jeszcze jednego rutyniarza to zdołałby strzelić więcej niż jedna bramkę? Popis strzelania dał grający w Computecu Janusz Śmiałek (3 bramki), który dwa lata temu został królem strzelców. W tym roku nie ma na to raczej większych szans, ale udowodnił, że bramki nadal strzelać potrafi. Pomimo przegranej „olejarze” utrzymali świetne czwarte miejsce w tabeli na które wskoczyli w sobotę. Computec naturalnie nadal i niezmiennie jest liderem. W sobotę wygrał z Eltermą 5:1.
Jednak pomimo przegranego meczu Elterma miała swoje pięć minut chwały. I to dosłownie pięć minut. W 4 minucie spotkania bramkę, bądź co bądź niespodziewaną, dla Eltermy zdobył Marek Sudnik, a wszyscy obecni w hali, w tym i pewnie zawodnicy Eltermy, zrobili wielkie oczy. Radość połączona z gorączkową obroną wyniku trwała do 9 minuty. Wówczas wyrównał Wiesław Zwęgrodzki. Później wszystko potoczyło się „ustalonym” trybem – W. Zwęgrodzki i dwukrotnie Sebastian Chudy. Na dodatek pechowcem został Robert Kordeczka, który postanowił pomóc mistrzowi i dołożył trafienie samobójcze.Ale dzień później fortuna znów uśmiechnęła się do „piecy” ze Świerczewskiego. To oni byli górą w meczu ze Studiem Efekt, które o tym weekendzie będzie chciało zapomnieć jak najszybciej. Bramki w tym meczu długo nie padały. Dopiero w 19 minucie Henryka Giecołda pokonał Maciej Sudnik. Kilkadziesiąt sekund później wyrównał Mariusz Hoffman i mogło się wydawać, że Studio odzyskało kontrolę nad spotkaniem (wynikiem) i zdoła strzelić zwycięską bramkę. Bramka owszem padła, z tym że dla Eltermy. W 22 minucie wynik spotkania na 2:1 ustalił Dariusz Grzyb, który wrócił do składu Eltermy po pięciu meczach spędzonych na „banicji”.
Ze zmiennym szczęściem radził sobie w dwóch ostatnich kolejkach Tombud. W sobotę wygrał 2:0 z Viva-Folie, ale męczył się okrutnie. Pierwszy gol, strzelony przez Tomasza Traczyńskiego, padł dopiero w 18 minucie i nic nie było jeszcze przesądzone, bo okazje na wyrównanie „foliarze” mieli. Gola jednak nie strzelili. Ta sztuka udała się Tomaszowi Kujawskiemu, który na minutę przed końcem ustalił wynik spotkania, które mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby w 9 minucie Andrzej Puchacz zdołał wykorzystać sytuację „sam na sam”…. W niedzielę Tombud czekał mecz z Teatrem Marzeń. Przeciwnik nie najłatwiejszy, ale bez dwóch zdań w zasięgu Tombudu. Ale nie tym razem. O pierwszych minutach można powiedzieć tyle – bieganina z której nic konkretnego nie wynikało. Dziać zaczęło się coś dopiero od chwili, gdy w 9 minucie Piotr Andrzejczak szczęśliwym strzałem z rzutu wolnego (piłka przeleciała pomiędzy nogami obrońcy i bramkarza) otworzył wynik spotkania. Drugie „nieszczęście” dla Tombudu przyszło w 15 minucie i znów nazywało się P. Andrzejczak. Po niecałej minucie wynik meczu na 3:0 dla „aktorów” ustalił potężną „torpedą” pod poprzeczkę Ireneusz Baczyński. Pomimo przegranej Tombud jest na trzecim miejscu w tabeli. Teatr jest ósmy. Byłby wyżej gdyby nie sobotnia porażka z O.N.I.R 2:5.
To był w sumie zaskakujący wynik, bo po ostatnich występach O.N.I.R-u raczej nie można było sobie zbyt wiele obiecywać. A ty proszę – jednak można. Czwarta drużyna ubiegłorocznego turnieju, od początku zagrała z wielkim zaangażowaniem. Po prostu „wsiadła” na przeciwnika nie dając mu odetchnąć. Teatr bronił się skutecznie do ósmej minuty gdy Wojciech Kucharski otworzył wynik. W 10 minucie po strzale Pawła Wierbika zrobiło się 2:0, a po chwili ten sam zawodnik strzelił kolejną bramkę. Chwilę po przerwie W. Kucharski zdobył swoją drugą bramkę i było jasne, że O.N.I.R tego meczu na pewno nie przegra. Co prawda rozmiary porażki zmniejszył jeszcze Józef Jastrzębski i Grzegorz Czerwiński, ale piąta bramka dla O.N.I.R-u (Łukasz Kuciewicz) ostatecznie załatwiła sprawę. Bez wątpienia był to najlepszy mecz w tym turnieju w wykonaniu drużyny O.N.I.R. Można? Można! Tylko trzeba mieć skład, a ten w sobotę był całkiem niezły, a przede wszystkim byli zmiennicy. W niedzielę było z tym już gorzej o czym może świadczyć rezultat spotkania ze Sprickiem, który wygrał 4:0. Ale to i przeciwnik innego formatu. Niemniej można się było spodziewać mniej jednostronnego wyniku. Naturalnie O.N.I.R nie odpuszczał – starał się i naciskał, ale nie był w stanie trafić do bramki (trzeba przyznać, ze momentami brakowało nieco szczęścia). Ale „rowerzyści” na tym samym parkiecie potrafili znaleźć drogę do bramki. W 9 i 19 minucie uczynił to Michał Garbowski (ma już na swoim koncie 24 gole!), a po jednym golu dołożyli jeszcze Bartłomiej Gintowt i Krzysztof Krasucki.Ich zadanie może byłoby trudniejsze, gdyby nie rajdy na które pozwalał sobie w końcówce bramkarz O.N.I.R-u Konrad Turecki, który chciał pomóc swoim kolegom w ataku. Za wiele nie pomógł, a kolejne bramki zostały zapisane na minusie. Z drugiej jednak strony nie miał nic do stracenia. Po sobotniej ósmej kolejce O.N.I.R awansował na ósme miejsce, jednak po niedzielnej przegranej spadł na dziesiąte.
Fragmenty spotkania Sprick – O.N.I.R (3,58 min. 8,85 mb)
Sprickowi najwyraźniej spodobało się miejsce w czubie tabeli, bo nadal twardo siedzi na pozycji wicelidera. Co więcej umocnił się na niej, bo nie dość, że wygrał w niedzielę, to i z poprzedniego dnia ma świetne wspomnienia. Bo jak tu nie być w dobrym humorze, gdy rozbija się 7:1 takiego rywala jak Studio Efekt. Przyznać trzeba, że Studio nie miało w tym dniu najmocniejszego składu i grało tylko z jednym rezerwowym, jednak dać sobie wbić aż siedem bramek to trochę głupio. Aż pięć z nich strzelił niesamowity M. Garbowski. Po jednej zapisali na swoim koncie Mieczysław Kaźmierczak oraz B. Gintowt. Honorowego gola dla Studia zdobył Artur Zapart. Jego drużyna spadła na piąte miejsce.
Tuż za Studiem jest Viva-Folie. W sobotę „foliarze” przegrali we wspomnianym już meczu z Tombudem, ale w niedzielę cieszyli się ze zwycięstwa 2:1 nad Piekarnią Balcewicz. Jednak to „piekarze” mogli cieszyć się pierwsi. W siódmej minucie po całkiem składnej akcji na bramkę Vivy strzelał Jacek Cierpiał. Zabrakło centymetrów i piłka zamiast wpaść do bramki uderzyła w słupek. Viva natychmiast wyszła z kontrą, którą udanie zakończył A. Puchacz. Ten sam zawodnik podwyższył w 19 minucie. Nadzieja w serca zawodników Piekarni wróciła na cztery minuty przed końcem, gdy gola na 2:1 strzelił Maciej Sobczak. Zdobyta bramka została przywitana wielkimi owacjami. Zresztą wszystkie mniej lub bardziej udane zagrania zawodników Piekarni Balcewicz witane są widoczną życzliwością kibiców. Tak było również w ostatnich sekundach, gdy Piekarnia wykonywała cztery rzuty rożne pod rząd. Żaden z nich nie zakończył się oczekiwanym rezultatem, a tym samym Piekarnia niezmiennie pozostaje „czerwona latarnią”.
Ostatnie dwie kolejki rundy eliminacyjnej rozegrane zostaną w ostatni weekend stycznia (30 – 31). Wtedy dowiemy się, które drużyny zagrają w „zielonej”, a które w „czerwonej” grupie. Patrząc na tabelę i prowadząc rozważania czysto teoretyczne, można powiedzieć, że stuprocentową pewność gry w grupie pierwszej w trakcie rundy finałowej mają jedynie dwie drużyny – Computec i Sprick, które mają dużą przewagę punktową. Pozostałe ekipy będą musiały się jeszcze trochę napocić.