Cierpliwość kibiców świebodzińskiej Pogoni, którzy nie mogą doczekać się na pierwsze punkty ich drużyny w obecnym sezonie, wystawiana jest na coraz większą cierpliwość. W rozegranym w sobotę (25 sierpnia) meczu czwartej kolejki, Pogoń po raz kolejny musiała uznać wyższość rywala. Tym razem przegrała z Rakowem Częstochowa 4:0 (0:0). „Na szczęście” nie jest jedyną drużyną w naszej grupie, która nie zdobyła jeszcze żadnego punktu. W identycznej sytuacji jest również Arka Nowa Sól, która przegrała również 4:0 z Lechią Zielona Góra. Choć gwoli ścisłości wypada dodać, że Arka jest nieco skuteczniejsza, bo w strzeliła w tym sezonie jedną bramkę, a Pogoń nie ma jeszcze na liczniku żadnego trafienia.
Według Mieczysława Sobczaka w pierwszej połowie spotkania jego podopieczni rozegrali dobre zawody grając jak równy z równym z faworyzowaną drużyną gospodarzy. Nieszczęście zaczęło się trzy minuty po przerwie, kiedy po indywidualnym błędzie naszego środkowego obrońcy i strzale Grzegorza Skwara Raków objął prowadzenie. Druga bramka padła w 71 minucie po faulu na naszym zawodniku. Sędzia główny nie zauważył przewinienia i puścił grę, natomiast zawodnicy Pogoni stanęli czekając na gwizdek. Gospodarze nie słysząc go wrzucili z prawej strony piłkę w pole karne do której dopadł Maksymilian Rogalski i wpakował ją do siatki – 2:0. Pogoń nie mając nic do stracenia zaczęła prowadzić otwartą grę. Skutkiem tego była kontra na którą nadział się nasz zespół w 85 minucie, kiedy to drugą bramkę w tym meczu zdobył Rogalski. Wynik spotkania już w doliczonym czasie gry ustalił Mariusz Przybylski – bramkę zdobył z rzutu karnego.
Był to siódmy mecz Rakowa z Pogonią i jeżeli może to być jakiekolwiek pocieszenie, to ich bilans przemawia za świebodzińską drużyną, która wygrywa w tej klasyfikacji 4:3.
Przyczyn słabej postawy zespołu w obecnym sezonie można doszukiwać się w wielu miejscach. Jednym z nich jest na pewno, delikatnie mówiąc, rozgardiasz panujący w klubie. Wiele spraw można było załatwić wcześniej lub inaczej. Na atmosferę nie wypływa dobrze również informacja, którą część zawodników usłyszała w ostatnich dniach – możecie szukać nowego klubu na własną rękę. Skąd taka decyzja? Po prostu może zabraknąć pieniędzy na pensje dla piłkarzy. Jeżeli część zawodników odejdzie, to do pierwszej drużyny zostanie włączonych wielu świebodzińskich juniorów, którzy w przyspieszonym tempie będą zdobywali trzecioligowe szlify i z czasem powinni stać się trzonem drużyny. Taki pomysł forsowany był jeszcze przed rozpoczęciem sezonu przez sporą część zarządu. Teraz, gdy nie ma wyników postanowiono wrócić do pomysłu. Jak to się skończy? Trudno przewidzieć, bo nie wiadomo ilu zawodników odejdzie. W każdym razie permanentna tymczasowość (również w składzie pierwszego zespołu) i niepewność ma niebagatelny wpływ na kiepskie wyniki Pogoni i chyba jednak niesprawiedliwością byłoby obwinianie za całe zło piłkarzy i trenera.
Póki co świebodzińscy kibice z zazdrością mogą patrzeć na rezultaty osiągane przez inne zespoły. Polonia Słubice prowadzona przez byłego szkoleniowca Pogoni Sylwestra Buczyńskiego wygrała w sobotę swój trzeci mecz (przed tygodniem zremisowała bezbramkowo z Chrobrym Głogów). Tym razem pokonała na własnym obiekcie GKP Gorzów (który miał tyle samo punktów) 1:0 i razem z Rakowem Częstochowa ma na swoim koncie punktów 10. W spotkaniu beniaminków Koszarowa Żywiec zremisowała z MKS Kluczbork 2:2. Inny debiutant – Unia Kunice wygrała z Chrobrym Głogów 1:0, a Orzeł Ząbkowice Śląskie pokonał na wyjeździe Walkę Makoszowy 0:1. Punktów w tej kolejce nie zdobyła również Miedź Legnica, która tym razem musiała uznać wyższość Gawinu Królewska Wola – 2:1.
W sobotę 1 września czeka Pogoń mecz „ze smaczkiem”, bowiem świebodzińscy zawodnicy staną naprzeciw jedenastki prowadzonej przez ich niedawnego trenera S. Buczyńskiego. Miejmy nadzieję, że pokażą mu to, czego ich nauczył.
Pogoń wystąpiła w składzie: Fleszer, Kołodyński, Jagiełło, Grochowski, Bodnar, Wolak (60. Andrzejczak), Rubacha (51. Janecki), Iwanowski, Iwan, Kopacz, Jaworski.