W znakomitych humorach wrócili z Kołobrzegu członkowie załogi pływający pod banderą Venti Quatro Computec w cyklu regat Delphia Cup. Nic dziwnego, bowiem po raz pierwszy udało im się w tych prestiżowych regatach stanąć na podium.
To były bardzo dziwne regaty, bo zamiast zaplanowanych siedmiu wyścigów rozegrano zaledwie jeden. Głównym powodem takiego stanu rzeczy była pogoda, która w miniony weekend rozdawała karty nad polskim morzem uniemożliwiając żeglarzom rozegranie wszystkich wyścigów.
Już w piątek (6 sierpnia) prognoza pogody, śledzona bacznie przez wszystkich uczestników regat, zapowiadała ciężkie warunki (wiatr 5-6 stopni w skali Beauforta). I faktycznie tak było. Już pierwszy, i jako się później okazało, jednocześnie ostatni wyścig regat rozpoczął się z dwugodzinnym poślizgiem. Zamiast tuż przed 11-tą, załogi rozpoczęły rywalizację około 13-tej. Przyczyną opóźnienia był naturalnie wiatr, który przeszkodził organizatorom w rozstawieniu trasy, a uczestnikom nad wyraz skutecznie uniemożliwił wypłynięcie z portu. Warunki były na tyle kiepskie, że jedna z załóg w ogóle zrezygnowała ze ścigania się, a drugą z rywalizacji wyeliminował defekt.
Pozostałym siedmiu załogom, którym ostatecznie udało się wystartować, przez cały wyścig towarzyszyły wysokie fale, które w opinii załóg, sięgały nawet wysokości czterech metrów. Te gigantyczne masy wody mogły, i musiały, robić niesamowite wrażenie. Dodatkowo spowodowały chorobę morską u wielu zawodników.
- Sam wyścig od startu do mety był bardzo emocjonujący. Wszystkie załogi mimo tak trudnych warunków walczyły zaciekle. Przez cały wyścig płynęliśmy praktycznie burta w burtę. W kursach na wiatr żegluga momentami przypominała rodeo. Z wiatrem osiągaliśmy prędkości dochodzące do 16 węzłów (około 30 km/h), lecąc w pełnym ślizgu, przeskakując po kilka fal naraz. Żeglowaliśmy bardzo szybko, pewnie prowadzą jacht, wykonując wszystkie manewry perfekcyjnie. Na mecie zameldowaliśmy się na trzecim miejscu – relacjonuje sternik jachtu Computeca Maciej Gałązka, który w wyścigu żeglował razem z Jackiem Dydyniem, Maciejem Wilewskim i Fabianem Mackiewiczem.
Świebodzińscy żeglarze liczyli na więcej, ale nie było to im dane, bowiem sobotnie wyścigi, ze względu na stan morza, zostały odwołane. W niedzielę (8 sierpnia) wiało jeszcze mocniej i Kapitanat Portu w Kołobrzegu wydał całkowity zakaz wychodzenia w morze.
- Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego występu w Kołobrzegu – przekonuje M. Gałązka. - Zdobyliśmy kolejne bezcenne doświadczenia żeglując na otwartym morzu, przy tak trudnych warunkach. Wśród wszystkich załóg pozostał jednak spory niedosyt, ponieważ gdyby nie problemy z rozstawieniem trasy, w sobotę mogliśmy rozegrać przynajmniej trzy wyścigi. My jednak najbardziej cieszymy się z naszego miejsca. Kilka razy byliśmy już bardzo blisko podium, ale dopiero teraz pokazaliśmy, że naprawdę umiemy żeglować!
Pomimo świetnego występu załoga Computeca spadła w rankingu na piątą pozycję, jednak do poprzedzającej ich załogi Wacława Szukiela tracą zaledwie jeden punkt.
Kolejna okazja na potwierdzenie wysokich umiejętności świebodzińskich żeglarzy już w najbliższy weekend. Od piątku do soboty (13-15 sierpnia) załoga sternika Gałązki walczyć będzie w trakcie trzydniowych Mistrzostw Polski, które rozegrane zostaną w Gdyni. Załoga zapewnia, że w trakcie regat da z siebie wszystko.
Druga świebodzińska załoga, Kalinowe Pola (Piotr Kotwicki, Remigiusz Horodyski, Piotr Zawistowski, Piotr Lewandowski) zajęła w Kołobrzegu siódme miejsce.
Pierwsza z prawej załoga Computeca. foto: pgnigbezpiecznienadwoda.pl