Wyjazd do Wałbrzycha okazał się bezowocny. Pomimo całkiem niezłej gry (szczególnie w drugiej połowie) Pogoń Świebodzin nie miała wyjścia i musiała uznać wyższość miejscowego Górniaka, który wygrał 1:0.
Zresztą dzisiejszy wyjazd (19 sierpnia) nie ułożył się świebodzinianom od samego początku. Wypadki drogowe i napotykane po drodze korki sprawiły, że drużyna dotarła do Wałbrzycha o wiele później niż pierwotnie planowało. To z kolei sprawiło, że piłkarze Rafała Wojewódki wyszli na boisko „prosto z marszu”, co na pewno nie pomogło zawodnikom.
Jedyna bramka w spotkaniu padła około 30 minuty. Do niepilnowanego zawodnika czekającego na podanie na siódmym metrze „doszła” precyzyjna „wrzutka” z prawej strony – 1:0.
Z relacji trenera Wojewódki wynika, że w drugiej połowie to Pogoń Świebodzin miała optyczną przewagę. Co więcej miała okazję na zdobycie chociażby wyrównującego gola. Bodajże najlepszej nie zdołał wykorzystać Grzegorz Pawłowski, który minimalnie spudłował. Uderzona przez niego piłka odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką. Szansę na zdobycie gola miał jeszcze m.in. Piotr Adamczyk, Rafał Komar, czy Wojciech Szczepanek z rzutów wolnych.
- W tym meczu zasłużyliśmy co najmniej na remis. Szkoda, że to się nie udało. Musi być lepiej, bo przecież przegrywamy. O ile w ubiegłym sezonie często na wyjeździe pierwsi zdobywaliśmy bramki, to teraz je tracimy i ciężko je nadrobić - mówił zmartwiony Rafał Wojewódka.
Najbliższa okazja na poprawienie ligowych statystyk już w najbliższą sobotę (22 sierpnia). Wówczas Pogoń podejmować będzie Arkę Nowa Sól, która do tej pory nie zdobyła jeszcze żadnego punktu (dzisiaj nie grała).