Kolejne dwie kolejki turnieju niezrzeszonych za nami. Trochę pozmieniało się w tabeli, choć na samym szczycie nadal widnieje nazwa Computec. Na drugie miejsce wskoczył O.N.I.R., który zgarnął w ten weekend komplet punktów, a na trzecim jest Teatr Marzeń, który przed tygodniem był jeszcze siódmy. Dużym zaskoczeniem minionych kolejek jest na pewno dobra postawa Piekarni Balcewicz, która udowadnia, że nie jest już dawcą punktów, choć do czołówki na pewno sporo jej jeszcze brakuje.
Wynik spotkania pomiędzy „piekarzami” a „olejarzami” było chyba największym zaskoczeniem minionego weekendu. Przed meczem w ciemno można było obstawiać zwycięstwo Żar Oil i jak się okazało przy takim rozwiązaniu obstawiający straciłby wszystkie pieniądze, bowiem Piekarnia Balcewicz wygrała niespodziewanie 5:4. Co więcej niewiele brakowało aby upokorzenie „olejarzy” było jeszcze większe, bowiem w pewnym momencie Piekarnia prowadziła aż 5:2 (!). Ale tak naprawdę był to mecz Paweł Mueller kontra Żar, bowiem to właśnie zawodnik grający na co dzień w Zenicie Ługów zdobył wszystkie pięć bramek dla „piekarzy”. Można przypuszczać, że gdyby nie on, to jego drużynie nie poszłoby tak dobrze. Policzek dla Żar Oil bardzo duży, bowiem ta drużyna w swoim trzecim halowym sezonie na pewno chciała odgrywać większą rolę niż w dwóch poprzednich. Dlatego w swoje szeregi zaprosiła takie tuzy piłkarstwa jak Marek Czerniawski, Rafał Zych, czy Krzysztof Jutrzenka. Wszyscy oni są piłkarzami, którzy grali w czołowych polskich ligach. Ale na świebodzińską halę (przynajmniej na razie) to za mało, choć naturalnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby Żar w dalszej części turnieju grał o wiele lepiej. Sobotni mecz zostanie zapamiętany na długo – był naprawdę emocjonujący.
Dzień później (niedziela 5 grudnia) „piekarzom” poszło również bardzo dobrze. Co prawda kompletu punktów nie zdobyli, ale po remisie 2:2 z Lechem Auto mogą być naprawdę zadowoleni. Tym bardziej, że wyrównującą bramkę zdobyli na cztery (!) sekundy przed końcem spotkania. Jej zdobywcą został, jakże by inaczej, P. Mueller, który w tym spotkaniu zdobył już zresztą bramkę (ma ich na koncie 9 – najwięcej). Wyrównującą strzelił przy pomocy bramkarza Lecha Henryka Giecołda od którego nieszczęśliwie odbiła się piłka. Bramki dla Lecha zdobyli Sławomir Zapart oraz Krzysztof Hildebrand. Zawodnicy w białych strojach, zdobywając cztery punkty, mogą ten weekend śmiało uznać za bardzo udany. Lech wręcz przeciwnie, bowiem dzień wcześniej przegrał z Kico 2:4. To na pewno kolejne zaskoczenie, bo raczej można było oczekiwać odwrotnego wyniku. Jednak rezultat absolutnie nie był przypadkowy. Kico po prostu grało dobrze i do przerwy po bramkach Piotra Garczyka i Marcina Kwapisiewicza prowadziło 2:0. Trzy minuty po przerwie drugie trafienie dołożył P. Garczyk. Co prawda później dwukrotnie piłkę w siatce Kico umieścił K. Hildebrand i zrobiło się trochę nerwowo, ale w 19 minucie czwartą bramkę dla „zamków” zdobył Krystian Jędrzejczyk i było „pozamiatane”. Na niecałe dwie minuty przed końcem Lech wycofał bramkarza, którego zastąpił Mariusz Hoffman, ale chyba zdecydowano się na ten krok nieco za późno. Obecnie Lech Auto z pięcioma punktami zajmuje siódme miejsce i na pewno szczęśliwy nie jest.
Zupełnie inne odczucia towarzyszą O.N.I.Rowi, który zgromadził w 3 i 4 kolejce komplet punktów. W sobotę okrutnie sponiewierał ekipę Keipera, wygrywając aż 9:0 - trzy bramki w tym spotkaniu zdobył Pawel Wierbik, a po dwie Marcin Iwan i Łukasz Kuciewicz. Dzień później O.N.I.R na swoim koncie dopisał kolejne trzy punkty i trzy bramki, choć tak naprawdę nie zdobył żadnej. Powód oczywisty – walkower. Na meczu nie stawiła się drużyna Recaro (pojawiło się tylko dwóch zawodników). Szkoda, że tak szybko zawodnicy „foteli” się poddali i zrezygnowali z gry, choć oczywiście mamy nadzieję, że w dalszej części turnieju jednak na parkiecie się pojawią. Absencja Recaro była okazją do dodatkowego treningu dla O.N.I.Ru – zawodnicy tej drużyny podzieli się na dwie grupy i rozegrali wewnętrzny pojedynek. Być może zawodników Recaro zniechęciła sobotnia przegrana z Seco Warwick (0:2), choć w sumie raczej nie powinna. Fakt, najlepiej nie zagrali, ale niezbyt dotkliwa porażka nie powinna dotknąć ich tak bardzo. Tym bardziej, że przez dłuższą część spotkania prowadzili wyrównany pojedynek, bo pierwsza bramka padła dopiero w 17 minucie. Jej autorem był Michał Gendera. Tuż przed końcem wynik ustalił Marcin Matejko.
Następnego dnia o zwycięstwo Seco było o wiele trudniej i jak się okazało nie udało się osiągnąć takiego wyniku, a szczerze mówiąc nie było on nawet w zasięgu ręki. Po 16 minutach gry Computec prowadził już 3:0. Co prawda w 19 minucie Piotr Trzpil zdobył bramkę dla „pieców”, ale już dwie minuty później czwartego gola dla swojej drużyny strzelił Sebastian Chudy. Gol zdobyty w 22 minucie z rzutu wolnego przez Dariusza Kudlaka ustalił wynik spotkania na 4:2. Na nic więcej Seo nie było stać, choć przyznać trzeba, że dłuższymi chwilami prowadził całkiem wyrównany pojedynek, który być może potoczyłby się inaczej gdyby bramkarz Seco Rafał Zańko nie został ukarany w 9 minucie czerwoną kartką za interwencję poza polem karnym. Zastępujący go zawodnik z pola robił co mógł, ale nie uchronił swojej drużyny przed utratą goli.
Dzień wcześniej „komputerowcy” w meczu z „rowerzystami” również zdobyli cztery bramki tracąc przy tym zaledwie jedną. Ale to właśnie Sprick zdobył gola jako pierwszy (w 9 minucie Robert Brejdak). To jednak absolutnie nie zdeprymowało zawodników Computeca, którzy w drugiej odsłonie czterokrotnie umieścili piłkę w bramce rywala. Dwie z nich były autorstwa Tomasza Cenina – jedna z nich przepięknej urody z tzw. „dropsa”. Pozostałe strzelili Maciej Mikołajewski i Wiesław Zwęgrodzki. Gdyby Sprick cały mecz zagrał tak jak w pierwszych minutach, to kto wie, czy nie pokusiłby się o chociażby jeden punkt.
Zresztą tego weekendu „rowerzyści” nie mogą uznać za udany. W niedzielę zaliczyli tylko remis, choć jeszcze na kilkadziesiąt sekund przed końcem meczu z Viva Folie prowadzili 2:1. Ostatecznie jednak zremisowali i chyba sami sobie są winni prokurując dwa rzuty karne za zbyt dużą liczbę przewinień. Dodatkowo jedno z nich popełnił bramkarz Jan Popiel, który za grę na czas (choć pojawiły się wątpliwości, czy tak faktycznie było) został wyrzucony z boiska, a że było to czwarte przewinienie sędzia podyktował przedłużony rzut karny. Do piłki podszedł Tomasz Pawlak, który huknął potężnie, ale trafił w poprzeczkę. Gra została wznowiona tylko na chwilę, bowiem jeden z zawodników Spricka nie wytrzymał nerwowo i powiedział do arbitra o kilka słów za dużo – przewinienie i kolejny karny. Tym razem T. Pawlak nie zmarnował okazji i wyrównał tym samym niwecząc dorobek strzelecki Piotra Garbowskiego i R. Brejdaka.
Fragmenty spotkania SPRICK - VIVA
Dzień wcześniej „foliarze” przegrali z Teatrem Marzeń 1:4. Przez większą część spotkania gra toczyła się w okolicach bramki Vivy, która chwilami była ostrzeliwana okrutnie. W niedzielę „aktorzy” również urządzili sobie ostre strzelanie. Tym razem na ich celownikach znalazła się Elterma, która poległa aż 0:5. Trzy bramki w tym nierównym pojedynku zdobył Marcin Szymański. Po jednym trafieniu zliczyli Grzegorz Mulkowski oraz Ireneusz Baczyński. Sześć punktów zdobytych w dwóch kolejkach sprawiło, że Teatr awansował na znakomite trzecie miejsce. Elterma nie zdobywając w ten weekend żadnego punktu spadła na dwunaste. Nie dość, że nie zdobyła punktu, to straciła aż 11 bramek, bo do niedzielnej klęski z Teatrem trzeba dopisać także sobotni pogrom z Tombudem (0:6). Wynik co prawda bardzo okazały, ale gra Tombudu nie zachwycała, choć sympatycy tej drużyny mogą w sumie powiedzieć, że ich ulubieńcy dopasowali się poziomem do przeciwnika.
Następnego dnia zagrali lepiej, choć w meczu z Kico pierwsi stracili bramkę. W 5 minucie zdobył ją M. Kwapisiewicz, którego zapewne chciałaby mieć w swoich szeregach niejedna drużyna grająca w turnieju. Cztery minuty później wyrównał Przemysław Jędrzejczak, który po przerwie dołożył jeszcze jedno trafienie. Kolejne dwa były autorstwa Wojciecha Szczepanka, a jedno Artura Jocza. Druga bramkę dla Kico zdobył także Marcin Kwapisiewicz.
O ostatnich dwóch kolejkach na pewno jak najszybciej będzie chciał zapomnieć Keiper, który stracił w nich aż 18 (!) bramek zdobywając tylko jedno honorowe trafienie. W sobotę przegrał 0:9 z O.N.I.Rem, a w niedzielę 1:9 z Żarem, który bez „gwiazd” radził sobie świetnie i sprawiał wrażenie o wiele lepiej poukładanej drużyny. Okrutnikiem, który strzelił najwięcej bramek „fotelom” był Paweł Witkowski, autor pięciu trafień. Honorową bramkę dla Keipera zdobył Tomasz Krasucki. Mamy nadzieję, że dwie wysokie porażki nie zniechęcą zawodników Keipera, a udział w turnieju będą traktować tak jak powinni robić to wszyscy – po prostu jako świetną zabawę.
Jej dalszy ciąg już za niecały tydzień. W najbliższą sobotę i niedzielę rozegrana zostanie 5 i 6 kolejka spotkań. Można napisać, że najciekawiej zapowiadają się pojedynki Tombud – Sprick Rowery, albo Computec – Tombud. Jednak patrząc na to jakie emocje towarzyszyły spotkaniom minionego weekendu, po których ciężko się było tego spodziewać, można napisać jedno – ciekawie zapowiadają się wszystkie spotkania.