Dwa mecze i dwa zwycięstwa. Takim dorobkiem może się pochwalić świebodziński Santos. W minioną sobotę (18 sierpnia) „Święci” pokonali na własnym terenie Garbarnię Leszno Górne 5:1.
Goście od początku nastawili się na defensywę. Zamurowali własną bramkę i nie wypuszczali się na połowę gości, czyhając na kontratak. „Święci” prowadził grę i atakowali raz za razem, nie mogąc jednak znaleźć recepty na sforsowanie obrony gości.
W 8 minucie strzał Janusza Obuchanicza wylądował na bocznej siatce bramki gości. W 12 minucie Garbarnia długą piłką uruchomiła napastnika. Ten uciekł obrońcom, ograł interweniującego poza polem karnym Pawła Sergiewa i otworzył wynik spotkania. Jak się później okazało była to jedyna akcja przyjezdnych w tym meczu.
Po zdobyciu bramki Garbarnia „okopała” się jeszcze mocniej na własnej połowie i liczyła upływające minuty. Santos bezradnie bił głową w mur - mimo składnie konstruowanych akcji nie potrafił wyrównać.
W 27 minucie wycięty w polu karnym gości został J. Obuchanicz, jednak sędzia uznał to za próbę wymuszenia rzutu karnego i ukarał „Janka” żółtą kartką.
W 32 minucie wpadł wreszcie wyczekiwany gol dla miejscowych. Patryk Podwyszyński zagrał na lewe skrzydło do Nikodema Rafalika, ten ograł obrońcę i dorzucił piłkę w pole karne do Wojciecha Szczepanka, który głową zdobył wyrównującą bramkę. Mimo ogromnej przewagi Santosu więcej goli w tej części meczu nie oglądaliśmy.
Obraz gry po przerwie nie uległ zmianie - piłka praktycznie nie opuszczała połowy rywali, jednak pomimo kilku okazji nie przynosiło to rezultatu bramkowego.
W 56 minucie niesygnalizowanym strzałem, zaskoczyć bramkarza próbował P. Podwyszyński, ale potężna bomba z 30 metrów obiła jedynie poprzeczkę. W 65 minucie przy rzucie rożnym dla Santosu, arbiter niczym Howard Webb dopatrzył się faulu jednego z gości na Piotrze Pietrzaku i odgwizdał „jedenastkę”. Do piłki podszedł Janusz Obuchanicz i potężnym strzałem… niemalże wybił okno w komendzie policji. Wynik, mimo wyśmienitej okazji nie uległ zmianie.
Upływały kolejne minuty, a „Święci” nadal nie potrafili trafić do bramki gości. Garbarnia konsekwentnie murowała własną „świątynię” licząc na dowiezienie remisu do końca. W końcu w 72 minucie lewą stroną w pole karne przedarł się Tomasz Olechnowicz. W pięknym stylu ograł obrońcę i strzałem w krótki róg pokonał bramkarza gości. Wydawało się, że ci rzucą się do odrabiania strat, jednak byli już chyba zbyt zmęczeni aby wykrzesać z siebie choć trochę energii. Dodatkowo cztery minuty później pogrążył ich wprowadzony po przerwie Rafał Walczak (zmienił Jakuba Mojsieja), który wykonał kopię swojej akcji sprzed trzech dni z Lubrzy - po rajdzie prawą stroną wrzucił mocno piłkę w pole bramkowe, ta minęła golkipera i wylądowała w siatce.
Załamani goście już wiedzieli, że tego dnia ze Świebodzina nie wywiozą nic. Na domiar złego poluźnili nieco szyki obronne. Natychmiast wykorzystali to rozpędzeni Santosiacy - w 82 minucie po mocnym strzale J. Obuchanicza, piłka zrykoszetowała od nogi obrońcy i wpadła za plecy interweniującego bramkarza. Tuż przed końcowym gwizdkiem po asyście P. Pietrzaka, w pole karne wjechał P. Podwyszyński i mocnym strzałem lewą nogą ustalił wynik spotkania na 5:1.
Bramki: Wojciech Szczepanek (32.), Tomasz Olechnowicz (72.), Rafał Walczak (76.), Janusz Obuchanicz (82.), Patryk Podwyszyński (90.).